niedziela, 2 kwietnia 2017

"Jak tata pokazał mi wszechświat", Ulf Stark i Eva Eriksson

Bu jest już dużą dziewczynką. I bardzo wiele rozumie. Czasami nawet za dużo. Generalnie jednak umie bawić się sama. Nie przeszkadza jej brak towarzystwa - korzysta z tego, że nie ma wokół małej Mani, która z radością pakuje do buzi pisaki bez zatyczek i z pasją rozrzuca puzzle. 

Czasem jednak widzę, jak bardzo zależy jej, bym siadła - tak po prostu, nie myśląc o tym, że jestem w proszku z robotą - ułożyła z nią puzzle czy pobawiła w restaurację. Albo porysowała, upiekła babeczki czy zrobiła ulubione naleśniki...

Ale kiedy mamy nie ma, nagle tych dni samodzielności, samotnych zabaw ubywa. I co ten tata ma biedny począć?

Bo - tak generalnie - tatusiowie mają nieco pod górkę z córkami. W co się bawić, kiedy nie ma mamy? Może klocki? Może puzzle? Może w przypływie rodzicielskiego entuzjazmu zaproponuje malowanki? Oczywiście nic nie przebije zabawy lalkami, ale z tatą to już żadna zabawa, bo tata nie rozumie i nie potrafi się zaangażować. To tak generalnie, jak pisałam. Wszystkim tatusiom, którzy ogarnęli pieczenie ciast i zabawy w przebieranki z lalkami Barbie szczerze gratuluję! 

Bo u nas to taki klasyk z klasyki wyjęty, więc tata może co najwyżej szarpnąć się na "chodź, potowarzyszysz mi na podwórku". Wnet jednak okaże się, że dziecko będzie stało i patrzyło, jak tata grabi liście. Może coś pomoże, ale szału nie będzie. 

Ale po południu jest czytanie książek. I kiedy mamy nie ma, to właśnie tata czyta. Chociaż wiadomo, że nie damy mu tej o kucykach Pony, ani o wróżkach. Odpadną też bajki o księżniczkach. Wtedy okazuje się, że książeczek dla taty to nie ma zbyt wielu. 

Dlatego specjalnie na okazje bez mamy mamy tę specjalną pozycję "Jak tata pokazał mi wszechświat" Ulfa Starka i Evy Eriksson od Wydawnictwa Zakamarki.



To, co mogło nas porwać (i porwało, zdecydowanie!) to magia spędzania czasu z tatą. Kiedy tata Ulfa postanawia, że pokaże chłopcu wszechświat, od razu zaczyna się przygoda. Tata jest tajemniczy, chociaż wcale taki nie zamierza być. Ale chłopiec czuje się jakby czekać go miała inicjacja: cała ceremonia przyjęcia do nowego środowiska, jakby zaraz miał się stać powiernikiem jakiejś tajemnicy. No, bo ja i tata. I nikt inny. Dla chłopca jest to szczególnie ważne. Tata jest autorytetem. Dla dziewczynki jest raczej rycerzem obrońcą, a nie współtowarzyszem broni. Ale sam fakt, że tutaj liczy się tata, a nie mama, jak w wielu książeczkach - już na starcie czyni tę pozycję wyjątkową. 

Mama, ta opiekuńcza, zostaje w domu. Tata zabiera syna na spacer, by pokazać mu wszechświat. Oczywiście, ze Ulf będzie go wypatrywał na każdym rogiem i będzie chciał zapamiętać do niego drogę. Wchodzą do sklepu - poza wiedzą mamy - cóż za uczucie. I kupują... gumy do żucia. Prowiant, jak mówi tata. No, to dość typowe dla tatusiów, nazywać jedzeniem coś, co nawet nie jest jego substytutem.


Tata jawi się nam tutaj nie tylko jako mistrz, jako siła mogąca sprzeciwić się mamie (te gumy do żucia siedzą mi w głowie), ale też jako bohater: trzeba przeskoczyć rów, to przeskakuje. Z dziecięciem na ramieniu. I niczego się nie boi. Nawet ciemności.


 Na miejscu Ulf jest tak przejęty, że patrzy zupełnie nie tam, gdzie trzeba, co jest trochę zabawne. Ale kiedy tata wskazuje palcem i mówi: "To jest wszechświat", Ulf czuje, że jest to wiekopomna chwila. Nie dlatego, że pokazany przez tatę wszechświat jest taki niesamowity. To też, ale magia samego miejsca, tego spaceru w ciszy, tego napięcia w oczekiwaniu sprawiła, że to kim dla chłopca był tata, tylko się pogłębiło.

Wierzcie mi lub nie, ale Bu była zauroczona tą historyjką. Tata-eR. czytał ją już wieczorem, by zachować klimat historii. Bu od razu zakomunikowała swoim kaczorkowym głosikiem, że oczywiście eR. też musi jej kiedyś pokazać wszechświat. 
- ... ploooooszę! 
No i jej obiecał. Teraz trzeba czekać na dogodną porę. Bo to, co naprawdę pokazał tata Ulfowi, a co Bunia bardzo chciała zobaczyć "za żywo" niech pozostanie zagadką-zachętą do przeczytania.

 

Książeczka ma przecudne ilustracje namalowane kredkami (pies w tle lub na drugim planie, zwróćcie uwagę choćby na okładkę! :) ) a tekst napisany jest prosto, ale ładnie, dzięki temu jest idealny dla trzylatków, jak moja Bu.

Moja ocena: Bardzo polecam. Literatura dziecięca nie opływa w książeczki z ważnym udziałem tatusiów (samych, bez mam), więc jest to tym cenniejsze! Poza tym pięknie ujęta więź ojca z synkiem (chociaż mojej Bu bardzo się podobała, więc dla dziewczynek jest też super). Ładny, prosty tekst (i mądry) oraz śliczne ilustracje. Czego chcieć więcej?

Tytuł: Jak tata pokazał mi wszechświat
Autor: Ulf Stark i Eva Eriksson
Wydawnictwo: Zakamarki
Rok wydania: 2008
ISBN:
9788360963258
Oprawa: twarda, kartki solidniejsze, z lekka matowe
Liczba stron:28
Wiek czytelnika: 3+

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Zakamarki:

Znalezione obrazy dla zapytania zakamarki

6 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawa propozycja :) faktycznie raczej w książeczkach autorzy skupiają się na mamusiach, a tutaj taka odmiana :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękne ilustracje i wartościowa treść :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Odpowiedzi
    1. Ha! Ja też! Sama rozpływam się nad nimi :)

      Usuń

Jeśli zatrzymałeś/aś się tu tylko na chwilę, daj znać. Nawet nie wiesz, jaką sprawisz mi tym przyjemność!

Bądź na bieżąco

Design by | SweetElectric