Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zielona Sowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zielona Sowa. Pokaż wszystkie posty

środa, 25 stycznia 2017

Królik i Misia. Niesmaczne zwyczaje Królika. - Julian Gough, Jim Field

 

Jeśli miałabym podać najważniejszą różnicę między miłością a przyjaźnią powiedziałabym, że miłość jest zero-jedynkowa. Nie znosi odchyleń, bo jest ponad wszystko, zawsze wybacza, zawsze godzi się z losem, wszystkiemu dowierza, wszystko zniesie, wszystko przetrzyma, nigdy nie wypomina, jest współczująca i doskonała, tak generalnie. Tak jest, trudno się z tym nie zgodzić. Ale: też to widzicie? Miłość wszystko, zawsze, a co złego, to nie ona. A przyjaźń? Przyjaźń rodzi się w trudach, bólach, strachu, porażce, upokorzeniu, na dnie i w biedzie. I w samotności. I właśnie taka jest ta dziwna przyjaźń w książeczce "Królik i Misia. Niesmaczne zwyczaje Królika", autorstwa Juliana Gougha. 





W zeszłym tygodniu, kiedy Buńka była mocno zakatarzona i kaszląca, zostawiłam ją w domu. Jeszcze nawet nie było południa, ona w zasadzie dopiero co wstała, a już do mnie:
- Eee... a co będziemy lobić, bo coś mi się tu nudzi - powiedziała, jakby przeniesiono ją właśnie z najlepszego placu zabaw w najnudniejsze miejsce na ziemi. 
Zaśmiałam się.
- Nie wiem, na co masz ochotę, może chcesz poukładać puzzle lub porysować? - zaproponowałam coś, co generalnie lubi. - Nie baldzo. 
Starałam się nie wywrócić oczami.

Wtedy zadzwonił telefon od kuriera. Paczka!
- Niespodzianka! - zawyła Buńka i zaczęła wymachiwać rękami pod sufit, jakbym oznajmiła jej właśnie, że pan wręczy jej paczkę ze słodyczami.


W paczce nie było niczego do zjedzenia, tylko książeczka od Wydawnictwa Zielona Sowa, które postanowiło dodatkowo sprezentować mi mały kalendarzyk. Dla mnie - idealny.

- Poczytamy? - spytałam.
Bu kartkowała książeczkę. 
- Co to jest ta kulka, mama?
- To jest... eee... - szybko zaczęłam czytać tekst powyżej, po czym odpowiedziałam powoli - ... kupa królika.
- Kupa? - Bu zarechotała jak żabka, po czym teatralnie (ona lubi taki gesty) pokręciła głową ze zrezygnowaniem, jakby chciała powiedzieć "Co ty gadasz, mama!".
- Kupa, tak. Przeczytać ci, skąd ona się w tej książce wzięła? - zapytałam.
- No, dobra.



Wnet okazało się, że królik nie jest taki milutki, jak milutkie są króliki w innych bajkach. Zrzędzi, wymądrza się...
- Mama, a jak ktoś jest niemiły to go dzieci nie będą lubić - powiedziała smutnym głosem. Jeszcze nie idą jej te różne formy zaimków nieokreślonych: - Trzeba być miłym dla kogoś.
- Zgadzam się z tobą.
- A Misia lubi Królika? - dopytywała.
- No, ty mi powiedz - zaśmiałam się.



Misia nieoczekiwanie okazała się być uroczo naiwna, ale i zgodna, poczciwa i bezkonfliktowa. Jak to w życiu, tacy ludzie często są wykorzystywani przez tych bardziej cwanych. Królik zdecydowanie był małym cwaniakiem i do tego wymądrzał się na temat grawitacji. Misia niestety dała się mu podejść. Wnet jednak okazało się, że dobre serce i naiwne myślenie (iż są z Królikiem przyjaciółmi) uratowało nieszczęśnika przed zjedzeniem. I nagle coś drgnęło.

Wyszło na jaw, że Królik jest już mocno rozgoryczony swym króliczym życiem (eh, te jego niesmaczne zwyczaje...) i nie obraziłby się, gdyby mu ktoś zaproponował coś innego. A potem motyw przewodni - bałwan - zostaje ukończony i mamy piękny happy end, idealny dla dzieci.



Zabawna książeczka może pomóc dziecku w zrozumieniu, że życie w samotności, to życie z wyboru. Nie chodzi tu o rodzinę. Nie wiemy, czy Królik ją ma i czy ma ją Misia. Ważne, że to nie gra roli, jeśli nie pozwolimy jej grać. A znalezienie kogoś, z kim nie będziemy czuć się samotni nie jest takie trudne. Nie musi to być przyjaźń do grobowej deski. Ważne, by mieć z kim pogadać o tym, co nas boli i być dobrym słuchaczem, kiedy kogoś innego coś boli.


Dziecko w tym wieku nie potrzebuje znać szczegółów przyjaźni od kuchni: o niedotrzymanych obietnicach, o tym, że można kogoś zranić i nawieść. Zwłaszcza, że ucząc pozytywnych aspektów przyjaźni i odpowiedzialności za nią, zachęcamy dziecko do zawierania przyjaźni.

Drugi przekaz jest inny, trochę jakby podkorowy: nie oceniaj książki po okładce. Niedźwiedź wcale nie musi być groźny, chociaż jest ogromny i ma bardzo dużo siły. Tak jak Królik, który miał być przyjacielski i milusi - według Buńki, rzecz jasna - a okazał się skwarzonym, zazdrosnym mądralińskim.




Moja ocena: bardzo polecam. Podobają mi się ilustracje, chociaż gama kolorów jest raczej mocno ograniczona przez porę roku i kolor futer zwierzaków. Niestety świeża marchewka, którą prezentuje pod koniec książeczki Królik także jest szara. Hm. Tekst jest świetny. Nie za długi, nie za krótki, konkretny, a przy tym zabawny. Buńka śmiała się w kilku momentach. Dobra na zimowy wieczór.


Tytuł: Królik i Misia. Niesmaczne zwyczaje Królika. Tom 1
Autor: Julian Gough (tekst), Jim Field (ilustracje)
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Rok wydania: 2017
ISBN: 9788380731806
Oprawa: twarda, kartki matowe, przyjemne w dotyku
Liczba stron: 112
Recenzja powstała dzięki uprzejmości wydawnictwa Zielona Sowa:
___________________________________________

niedziela, 15 stycznia 2017

15 stycznia - Się dzieje: Obywatelka Matka nawiązuje współpracę

15 stycznia 2017 r.
Niedziela



Mania: 9 miesięcy
Bu: 3 lata, 2 miesiące, 4 tygodnie i 2 dni
Waga: Nieznana. Czuję luz w rozmiarze 36. Jeśli to coś komuś powie.
Pogoda: No, zima. Temperatura na słabym minusie. Czasem trochę słońca, ale śniegu jest więcej.






09:07


Ostatnio dużo recenzuję. Na blogu od jakiegoś tygodnia (?) recenzja za recenzją. Jest to zabieg celowy. Trzeba się czymś zająć, kiedy w środku człowiek czuje się jak zmięta kartka papieru. I to niezapisanego.

Piątek i sobota to były dni tak trudne, że porównywałabym je z wydarzeniami sprzed trzech lat. A ostatnio dzień, w którym ryczałam praktycznie od rana do wieczora, jak w piątek, miałam siedem lat temu. I pamiętam to doskonale. Chociaż, wierzcie mi, marzę, by zapomnieć. Nie chcę o tym pisać, bo blog stanie się tak depresyjny, że samą mnie będzie dołował, a przecież inny miałam cel, kiedy go zakładałam.


No to przestałam zamęczać, tylko wzięłam się za coś konstruktywnego, a co nie zajmuje wiele czasu. Recenzowanie książeczek dla dzieci. Sama nie raz poszukuję informacji (i zdjęć ze środka książeczki, to ważne!) o danej pozycji. Zwłaszcza, kiedy za mały formacik przychodzi mi płacić kilka dyszek.

I wciągnęłam się. Ba, wciągnęłam kilka wydawnictw. Za zaufanie jakim mnie obdarzono jestem jestem ogromnie wdzięczna.

Na ten moment udało mi się już odebrać przesyłkę od dwóch wydawnictw. Na moim Instagramie (tak, tak, założyłam! wiem, sama się sobie dziwię, ale to prawda!) już się zdążyłam pochwalić:

  • Publicat S.A. Już recenzja jednej z dwóch książek (bo to książka kulinarna) jest do przeczytania tutaj, na moim drugim blogu walka w kuchni. 
  • Wydawnictwo Mila.

Czekam jeszcze na książeczki z Zakamarków, Zielonej Sowy oraz z Poradni K. I właśnie od nich dostanę dodatkowo książkę nie dla dzieciaków: "Dlaczego moje dziecko?" Już wiem, że to będzie dla mnie trudna lektura. Nie tylko dlatego, że jestem matką, ale chyba przede wszystkim dlatego, że sama zadawałam sobie to pytanie leżąc plackiem w szpitalu przez pół ciąży z niepotwierdzoną acz koszmarną diagnozą. Ale bardzo chcę ją przeczytać. Czuję, że to będzie ważna lektura.

W piątek jedynym promyczkiem dnia była wiadomość otrzymana w późnych godzinach popołudniowych od Wydawnictwa Literackiego, której treść bardzo mnie ucieszyła: nawiązałam współpracę.


Można powiedzieć, że szaleję. Dla mnie jest to koło ratunkowe. I szansa. Na powrót do żywych, na odzyskanie swojego życia, na oddech przez otwarte na oścież okno. Na...


Tymczasem już niebawem recenzja "Martynki". Mnie ona towarzyszyła w dzieciństwie. Teraz widzę, jak zakochana w niej Bu, przegląda ilustracje i woła o przeczytanie "opowiadanki", jak ona to nazywa.







Bądź na bieżąco

Design by | SweetElectric