Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przygotowania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przygotowania. Pokaż wszystkie posty

piątek, 10 czerwca 2016

nr 37, 10 czerwca - Widmo chrzcin...




10  czerwca 2016 r.
Piatek


Mania: 56 dni (1 miesiąc i 25 dni)
Buńka: 2 lata i 7 miesięcy i 24 dzień
Waga: 61 kg
Pogoda: Pół na pół. Ale jest przyjemnie: lekki wiaterek, temperatura z tych moich ulubionych, 22*C i czasem słonka połaskocze w policzek.


14:49


W końcu oderwałam się od Mańki. Dziś jakiś szczytowy dzień skoku rozwojowego, bo taka "mamula" się dzisiaj zrobiła, że nie sposób było jej położyć - spała tylko u mnie na rękach. Po 6 nieudanych próbach odpuściłam i godzinę oglądałam intrygę według Agathy Christie, Poirot. Z myszką troszeczkę, ale nadal fajnie się to ogląda.


środa, 23 marca 2016

nr 26, 22-23 marca - Inspiracje Wielkanocne

To nie ja na tym zdjęciu, jakby kto pytał ;)



22 marca 2016 r.,
Wtorek


Ciąża: 37 tydzień, 5 dzień
Waga: 69, 2 kg (uff...)
Pogoda: Beznadziejna, mówiąc krótko. Deszczowa, mokra, wilgotna i nieprzyjemna.


20:56


Dziś dużo poleguję, bo wczoraj - naprawdę czuję się jak burżuj - była u mnie Pani B., która odstawiła mi dom, że wszystko lśniło. Takie porządki z cyklu tych generalnych (szafki, sprzęty) robiłam sobie systematycznie od miesiąca. To był ostatni, piękny szlif i najchętniej do porodu bym się wyprowadziła, by nie zepsuć efektu :). 

eR. usypia Bulinkę, która uparcie nie chce spać. Musi się wygadać przed snem i słyszę, że eR już traci powoli cierpliwość. Chyba niedługo będę musiała się tam udać i go zmienić, chociaż na tym etapie - nie ma co ukrywać - jest to dla mnie wyzwanie.






23 marca 2016r.,
Środa

Ciąża: 37 tydzień, 6 dzień
Waga: 69 kg. 
Pogoda: Trochę lepsza od wczorajszej. Nawet zapowiadała się dobrze koło godziny 8 rano. Słoneczko, zapach wiosny... ale od kilku godzin jest jakoś bezpłciowo - nie tylko szaro, ale jakoś tak wilgotno, jakby co jakiś czas padał deszczyk-kapuśniaczek.



17:14

Nie mam dziś apetytu. Zjadłam coś, ale raczej bez entuzjazmu i raczej symbolicznie, w ilościach również symbolicznych.

Dziś trochę przeglądałam zasoby Internetów w poszukiwaniu prostych świątecznych dekoracji. W sieci aż kipi od tych pięknych, czaso- i pracochłonnych. Większość z tych zdjęć nie zostało zrobionych w domu, w którym jest chociaż jeden mały berbeć. Ozdoby są piękne, ale czasu na ich zrobienie nie ma żadna mama. Najczęściej nie ma też możliwości uchronienia ich przed zniszczeniem. No, chyba, że dzieci ma "odchowane".

Okej, okej. Wiem, że są turbo-mamy, cyborgi, które jakimś cudem są w stanie ogarnąć porządki świąteczne, potrawy świąteczne, dzieci, męża i jeszcze robią takie zachwycające dekoracje. Ja tego nie potrafię. Ale czy w związku z tym muszę całkowicie z nich rezygnować? Znalazłam w internecie bardzo proste ozdoby. I najczęściej także tanie.

Może któraś z Was szuka podobnych prostych, ładnych dekoracji?


1. Rustykalnie wyglądające wazoniki-słoiki z uroczymi wiosennymi kwiatami. Od biedy, na moje oko wystarczy zamienić kwiaty na bazie i powiększyć słoik.




2. Odświętny stół na śniadanie wielkanocne. W zasadzie wszystkie elementy można "podmienić" tymi, które posiadamy w domu, kierując się ogólnym zamierzeniem.



3. Aranżacja stołu. Prostota na stole. Tym razem monokolorystycznie. I tutaj wydaje się być to kluczem. Nie mamy takich elementów, wybieramy takie w jednym kolorze.



4. Ostatecznie można postawić na wiosenną żywą zieleń i żółć i dodać wyjątkowo złożone - króliczki.

Bunny Fold for Napkins 

 5. Na talerzu, w ramach (jadalnej) ozdoby lub obok talerza, mała dekoracja. Prosta i szybka w wykonaniu, ale trzeba pamiętać o niej ze dwa tygodnie wcześniej, bo to rzeżucha. No i jest przy tym tania :)

2015 easter Table Centerpiece, 2015 easter party ideas
2015 easter Table Setting 

6.  Czasami wystarczy prostu bukiet (liście plus wiosenne kwiaty) wsadzić do doniczki z kilkoma jajkami. Jak widać na zdjęciu, nawet nie muszą być fantazyjnie ufarbowane.

This fresh take on a traditional Easter centrepiece uses mini chrysanthemums and hard-boiled eggs. Simply fill a small ... 


Znalazłam ponadto parę naprawdę fajnych, prostych i szybkich sposobów na dekorowanie pisanek. Ważne, że część z nich mogę zrobić razem z Buńką, która - jestem pewna - będzie zachwycona.

1. Pisanki ozdabiane papierowymi serwetkami. Prosta sprawa, zwłaszcza jak na taki efekt! Na pewno będziemy próbować. 

Jak przygotowac pisanki 

 2. Ozdabianie jajek odciskami palców. Nie muszą to być "obrazki". Mogą być po prostu ciapki. Abstrakcyjna sztuka. Myślę, że to właśnie ona przypadnie H. do gustu.

fingerprint-easter-egg-activity 

3. Pisanki w bohomazy. Dla dzieciaków idealny pomysł. Wystarczy farby "wrzucić" do woreczka. Nawet nie trzeba sobie rąk brudzić :)

decorate easter eggs in a bag 

4. Trzy unikalne sposoby farbowania jajek. Efekt jest czadowy, biorąc pod uwagę jak proste i tanie jest ich zrobienie. 

 - w bitej śmietanie z barwnikiem (to był szok, jak o tym przeczytałam)
A different way to dye
 - z użyciem alkoholu do przemywania ran i markerów (kolorowych)
A different way to dye

- w bibule

A different way to dye

 5. Oczywiście farbowanie w czerwonej kapuście i łupinach cebuli zawsze działa. Jeśli mamy złotą farbę, to dodatkowo możemy zrobić upstrzone na złoto jajka.

DIY Dyed Robin Eggs | HonestlyYUM

6. Użycie koloru w sprayu (np. złotego czy srebrnego) do ufarbowanych już jajek sprawi, że będą wyglądały świetnie, a nie zabierze ci masy czasu.

7. Ozdabiać można też "kropkując" jajka patyczkami do uszu, słomkami czy gumką od ołówka :)

A Wy macie jakieś metody? Będziecie w tym roku eksperymentować? A może spodobał się Wam któryś z pomysłów? Dajcie znać :)

 

 

piątek, 18 marca 2016

nr 25, 18 marca - Pogoda = power



18 marca 2016 r., 
Piątek

Ciąża: 37 tydzień, 1 dzień
Waga: 69 kg (bez zmian i niech tak zostanie...)
Pogoda: Iście wiosenna. Pachnąca, przepełniona śpiewem ptaków, z tym swoim cudownym błękitnym niebem i zapachem ziemi. Chociaż u nas w ogrodzie trwają roboty porządkujące "chaos podwórkowy", więc ziemię to my na pewno czujemy bardziej :)


10:00 
 
Szalony dzień. Najpierw ostatnie już badania, czyli bieganie z ukrywanym w woreczku moczem po szpitalu i  i średniokomfortowym badaniem w kierunku GBS. I to wszystko bladym świtem. Dobrze, że spaliśmy u rodziców i nie musiałam zrywać się H. o nieludzkiej porze. 6:45 planowany wyjazd do szpitala od rodziców, by zdążyć nim tłumy rzucą się pod igłę, jak to się dzieje z momentem otworzenia punktu zakładu diagnostyki laboratoryjnej w szpitalu.
A tu - szok. Słonko świeci zapowiadając bajeczną pogodę, ale przymrozek trzyma. Drapanie samochodu u tej porze nie należy do najmilszych czynności. Przynajmniej zapalił. A mała mogła ten czas być z moją mamą.
 
Potem powrót, śniadanie i zawożę Buńkę do Klubu, robiąc po drodze zakupy. 

Wpadam do punktu obsługi PLAY (smsy wybiórczo nie chcą do mnie dochodzić i zastanawiam się jak wiele ważnych wiadomości do mnie nie mogło dotrzeć), ale niestety rozwiązanie, które kiedyś działało (wymiana karty SIM), okazało się nieskuteczne. Wiem, że mam przynajmniej kilka ważnych i zaległych wiadomości, a telefon milczy. Wydaje się, że czeka mnie wysłanie telefonu do serwisu. Na - uwaga - 20 dni! Przecież to jak wysłanie człowieka na bezludną wyspę! Zwłaszcza w mojej sytuacji: teraz to się wszytko może zdarzyć i po prostu mogę zacząć rodzić. A ja sama w domu na co dzień i bez telefonu będę po prostu udupiona, mówiąc dosadnie. 
Eh, tak to jest w tej naszej Polsce. Nie dostanę zastępczego telefonu, bo wszystkie zostały popsute. Wiadomo: po co szanować coś, co do nas nie należy, nie? Ta nasza prymitywna mentalność mnie dobija...

Dosłownie wpadam do domu rodziców po nasze manatki i pędzę, bo jeszcze do biblioteki, gdzie goni mnie termin oddania książek. Ale mimo zmęczenia, jestem pełna energii, zmobilizowana i jakaś optymistyczna. To na pewno dzięki pogodzie. Wczorajszy zły nastrój... jakiś taki depresyjno-nerwicowy w żadnym razie nie zwiastował dzisiejszego. 

13:45

Nie wychodzę z kuchni. Zanim ogarnęłam przestrzeń w domu, rozpakowałam wszystkie siaty, od razu zabrałam się za obiad. eR. i dwóch pracowników grzebią w ziemi małą koparką, doprowadzając powoli nasz ogród do stanu, który pozwalałby na wybudowanie porządnej wiaty na samochody i zadbanie o tzw. zielony teren. Myślę, że koło 15 po prostu zmiecie mnie z powierzchni ziemi ze zmęczenia.

20:28

Miałam rację. Jestem flak. Fizycznie, bo nadal mogę pisać, ale nawet brakuje mi sił, żeby się umyć. I pomyśleć, że jutro też robią. Cały dzień. Aż mi się zaczęło gorzej oddychać na samą myśl. 

środa, 16 marca 2016

nr 24, 16 marca - mój 37 tydzień ciąży




16 marca 2016 r.
Środa

Ciąża: 36 tydzień, 6 dzień
Waga: 69 kg (ej, ale  j a k   t o?!)
Pogoda: Piękny słoneczny dzień, cudownie pachnie wiosną.

21:36

37 tydzień ciąży - ostatni tydzień, po którym można już rodzić


Waga.


Oburzam się, że jak to?! Przecież nie objadam się. Nie jem więcej. Może nawet jem mniej, a waga tylko rośnie. Ale czytam właśnie, że dziecko może ważyć już te 3 kg. Jak pomyślę, że z przodu wisi trzy kilo żywej wagi, to nagle przestaje mnie dziwić, że mam problemy z równowagą przy siadaniu i wstawaniu. To już nawet nie wielkość brzucha przytłacza, a jego ciężar. Nie myślę nawet o doliczaniu wagi wód płodowych i łożyska. 

Rozwój dziecka.


Wygląda na to, że jak dociągnę do końca tego tygodnia (1-2 dni), ciąża będzie donoszona. Dziecko można będzie uznać na tym etapie na w pełni rozwinięte i jeśli urodzę, to nie tylko nikt się nie zdziwi (dziecko urodzone będzie o czasie), ale i wszyscy ucieszą. Całe otoczenie tylko czeka, żeby ta moja ciąża dobiegła końca. Szczęśliwego końca, rzecz jasna. 

No, ale i tak może się zdarzyć, że dzidziuś będzie miał problemy z oddychaniem na tym etapie, dlatego od tego momentu każdy tydzień w brzuchu działa na jego korzyść. 

Jeśli do tego czasu niekoniecznie myślałam o tym jak to z tymi uczuciami u dziecka jest, to czas najwyższy się temu przyjrzeć. Otóż wyobraźcie sobie, że dziecko teraz świadomie zaczyna reagować i czuć. Świadomie, jak świadomie, oczywiście. O ile dobrze zrozumiałam (ale jeśli ktoś wie lepiej, to proszę, by mnie poprawił), dotychczas za zmysły odpowiadała macica i środowisko wewnątrzmaciczne, które to stymulowało zmysły dziecka. Dzięki temu reagowało na dotyk brzucha, głos mamy/taty, odbierało czytane książeczki, muzykę, rozpoznawało światło i ciemność, smak potraw itd. Na tym etapie jednak jeśli dziecko nie jest stymulowane, potrafi samo wysyłać sygnały i tworząc jakby ścieżki, które prowadzą od bodźca do mózgu. W ten sposób uczy się jak po porodzie odbierać wrażenia zmysłowe.

Dolegliwości 37 tygodnia.


Jeśli jesteś na tym etapie, dolegliwości nie trzeba ci opisywać. Ale dla tych, co nie wiedzą, co je czeka, bo to wciąż przed nimi... oto one:
- Zmęczenie. Niezależnie od kondycji w jakiej jesteś. Z moją - z wiadomych powodów - jest kiepsko, więc i zmęczenie pojawia się zanim zdążę pomyśleć, że czuję się dziś nieźle - tak krótko mija dopołudniowy czas lepszego samopoczucia. Bywają też dni, kiedy dzień zaczyna się już od stwierdzenia "czuję ogromne zmęczenie". I pomyśleć, że po porodzie będzie jeszcze gorzej...
- Kręgosłup. Nic nowego. Tylko będzie bardziej dawał w kość, a przewrócenie się z boku na bok będzie poważnym wyzwaniem. 
- Ulga w oddychaniu. Jeszcze nie zauważyłam szczególnej ulgi. Kiedy brzuch opada, macica automatycznie schodzi niżej i zwalnia ucisk na płuca. 
- Ucisk na kość łonową. Podczas tej ciąży daje mi popalić. Dziecko ma niżej główkę i naciska na kość łonową. Taka kolej rzeczy. Boli (najbardziej, jak złapie w pozycji stojącej), ale przynajmniej jest to znak, że poród się zbliża. Czyli wszystko gra. Tylko ten ból...
- Sikanie. Jeśli sądziłaś, że w toalecie spędzasz większość dnia z powodu częstych wizyt, to teraz będzie ich jeszcze więcej. Obniżający się brzuch to spowoduje - będzie jeszcze większy nacisk na pęcherz. 
- Wizyty w toalecie c.d... Nacisk nie dotyczy tylko pęcherza, ale także jelit. A to oznacza problemy z trawieniem i prawidłowym wypróżnianiem. Tutaj każdy "orze jak może", więc poznawszy już swój organizm najlepiej dostosować dietę, która pozwoli nam na regularne "oczyszczanie jelit". Ja piję dużo wody, bo w mojej diecie jest dużo błonnika (nie muszę dodatkowo żreć otrębów i innych "wspomagaczy"). No i ograniczyłam też "suche" jedzenie, wszelkie chrupacze, nawet zdrowe mogą zatykać w takiej sytuacji. To samo dotyczy ciężkostrawnych potraw. Kiedy czuję, że będzie zastój, przechodzę na "dietę" z dużą ilością płynów. Jem lekkie zupy, ograniczam chleb i skupiam się na warzywach. Jeden dzień wystarczy.
- Skurcze przepowiadające. To skurcze macicy. Tylko takie lekkie (w porównaniu z tymi porodowymi :)). Mają przygotować organizm i samą macicę do porodu. Przyjmuje się, że wręcz powinny się pojawić. 

Moje przygotowanie


W zasadzie już niewiele brakuje, bym moje przygotowania mogła uznać za dopięte na ostatni guzik. Postanowiłam tym razem nie brać się za gruntowne sprzątanie, a zapłacić zaufanej pani sprzątającej, która przygotuje mój dom na przyjście dziecka. Na ostatni moment czekam też ze zmianą pościeli i garderoby (częściowo już to zrobiłam, ale zostawiłam kilkanaście sztuk, by donosić w nich ciążę). 
Torba do szpitala spakowana. I dla mnie i dla dzidka. nawet spakowałam ubrania na wyjście we szpitala, bo przecież mój eR. zgłupieje, kiedy zacznę mu przez telefon tłumaczyć, co ma wziąć mnie, a co dziecku. 
Wyprawka skończona. Tylko nie mam pampersów (w szpitalu, w którym rodzę zapewnia się je dziecku). Nie wiem, jakie ostatecznie będzie miało, kiedy wrócę do domu. 
Mogłabym jeszcze z niektórymi rzeczami zwlekać, lecz po drodze mamy Święta i nie chcę się denerwować, że mogę urodzić w Święta, a to czy tamto jeszcze w sklepie - niekupione. 

Tylko tak sobie myślę teraz, że jeśli spadnie śnieg na Święta, jak rok czy dwa lata temu i wróci zima, to jestem w czarnej du***. Mimo wszytko: kto myśli kupować zimowe ubranka w kwietniu?! Ja udaję, że nie ma tematu i kwiecień to już przedwiośnie. Nie, żeby jakoś ciepło, ale bez mrozu, jakieś kilkanaście stopni (poniżej piętnastu). Wolę na gwałt kupować, niż wydawać kolejną fortunę na zimowe ciuchy, bo ostatecznie wydaje się, że musiałabym obrabować bank, żeby stać mnie było na garderobę newborn  w stylu "Cztery pory roku" -  na każdą porę roku.

Któraś z Was może też jest na podobnym etapie? Macie podobne odczucia, czy zupełnie inne?


sobota, 27 lutego 2016

Starcie tytanów: dwulatek będzie mieć rodzeństwo (nr 22, 25 luty)



25 luty 2016 r., 
Czwartek

Ciąża: 33 tydzień, 4 dzień
Waga: 67 kg (nie wiem, jak to się stało, że wczoraj było całe pół kilo mniej...)
Pogoda: Bielusieńko. Jakby Święta Bożego Narodzenia wciąż były przed nami. Chwycił lekki mrozik. Ciekawe, czy zapalę auto...


07:31

Po kilku dniach męczącego wstawania o 6:30 (coś przestawiło się w "zegarze" H. i pełna zapału wyskakiwała z łóżka o tej porze, krzycząc: "Stajemy, mamusiu! Jedziemy do peśkola!"), mogłam spokojnie wstać dobrze po 7 i ucieszyć się ciszą poranka, ciepłą owsianką i herbatą z sokiem malinowym.

Oho, wstała. Już tupta w moją stronę, mrużąc oczy.

...


Pamiętam, jak zastanawialiśmy się nad drugim dzieckiem. Brałam pod uwagę wiele rzeczy. Jedną z nich był wiek Buńki: jaka będzie między dziećmi różnica wieku. Wyszło nam, że gdzieś od 2,5 do 3 lat. Co to oznaczało?
- że wciąż nie będzie całkowicie samodzielna,
- że być może będzie w środku burzliwego okresu "buntu dwulatka", o czym możesz przeczytać tutaj,
- że nie będę mogła przygotować jej na przyjście na świat rodzeństwa (z powyższych powodów),
- że Buńka będzie zazdrosna dziecko i będziemy walczyć jej demonstracyjnymi scenami zazdrođci,

Już 3-letnia dyiewcyznka byłaby bardziej samodzielna, "bunt dwulatka" miałaby za sobą, mogłabym jej wytłumaczyć czym jest rodzeństwo i miałabym więcej pewności, że rzeczywiście by to rozumiała... Co do zazdrości... Miałabym nadzieję, że wytłumaczenie jej, co oznacza przyjście na świat nowego dziecka pomogłoby w uniknięciu scen zazdrości.
Nasza decyzja (tak, to była nasza decyzja, żaden przypadek) była podyktowana czymś innym, co przeważyło szalę. Dlatego postanowiłam, że muszę się do tego przygotować. A na pewno bardziej niż w przypadku 3-latka. 

Drugie dziecko w drodze, a pierwsze jest małe. Co przedsięwzięłam (i widzę, że zrobiłam dobrze)?


1. Posłałam dziecko do żłobka. To znaczy, zrobiłam to dużo wcześniej, ale wydaje mi się, że to naprawdę dobry ruch, kiedy spodziewasz się dziecka. Oczywiście prywatna placówka to nieraz spore koszta, ale (mam nadzieję, że jeszcze wrócę do tematu i poświęcę temu zagadnieniu osobny post) naprawdę warto. Dziecko uczy się przez naśladowanie. W środowisku, gdzie jest więcej maluchów, naśladowanie jest prostsze, zabawniejsze i podobnie wygląda, więc dziecku łatwiej przychodzi przełamanie się do pewnych rzeczy. Nie wspominam już o korzyściach wynikających z kontaktów z rówieśnikami, z grupą: odpowiednie zachowania, maniery, dyscyplina, posłuszeństwo dorosłym (paniom), umiejętność zabawy z dziećmi, dzielenia się (zabawkami), szanowania zabawek. A do tego najczęściej żłobek organizuje różne dodatkowe zajęcia rozwijające i kształcące. Czasem nawet języki obce.

Jest to jednak opcja, która kosztuje. I to nie są drobne wydatki. Niemniej jestem zadowolona, że mała tam chodzi. Gdybym z nadmiaru obowiązków zdecydowała się na żłobek tuż po urodzeniu, byłby to błąd stulecia: "mama i tata już mnie nie kochają - kochają nowe dziecko, dlatego odsyłają mnie w obce miejsce, do obcych pań i obcych dzieci...". Posłanie Buńki wcześniej pozwoliło mi tego uniknąć. Mała uwielbia Klub Malucha, panie i dzieci. Ja jestem bardzo zadowolona z niego i kiedy urodzi się dziecko, żłobek będzie nadal częścią jej rytmu dnia. 

2. Uczę samodzielności i dobrych nawyków. Zaczęłam dość wcześnie, bo w końcu takich umiejętności dziecko nie zdobywa z dnia na dzień: nocnik, mycie zębów, mycie rąk, pomaganie w domu (zamiatanie, szykowanie posiłków i sprzątanie po nich w miarę możliwości, robienie prania z pomocą mamy, wycierania kurzu, sprzątanie za sobą itd.), ubieranie się, rozbieranie się, samodzielna zabawa...

Dzięki żłobkowi H. bardzo fajnie się "odpieluszkowała". Sama załatwia swoje potrzeby. Pamięta o myciu rąk. Przypomina o myciu zębów. Jej "sama!" wynikające z faktu, iż przechodzi "bunt dwulatka" próbuję wykorzystać. Ta energia mi się przydaje w tym momencie. Czasem jej "bunt" działa mi na nerwy, a ciąża mi nie ułatwia przejścia przez to. Generalnie jednak jej "sama!" pomaga mi. Czyli sama myje zęby, sama się ubiera, sama je i pije, sama sprząta itd. Na razie wiele z tego robi jeszcze nieudolnie, ale z dnia na dzień widać postępy i to, jak nabiera wprawy. Zanim dziecko się urodzi, większość podstawowych czynności będzie mogła z nadzorem zrobić sama. 

3. Oduczam złych nawyków

- Pozbyłam się zręcznie pieluch... w ciągu dnia. W nocy wciąż zakładam jej pampersa, bo niestety pęcherz dziewczynek (i później kobiet) inaczej niż u chłopców (mężczyzn) jest tak zbudowany, że sikają mniej, a częściej. Po kilku próbach poddaliśmy się. Musimy poczekać na przyjaźniejszy czas, kiedy jej "bunt" przyjmie łagodniejszą formę. Poza tym stres (czym niewątpliwie będzie dla niej dzidziuś) prawie na 100% spowodowałby powrót do pieluch.
- Odstawiłam butlę. Mała jeszcze w wieku dwóch lat, raz dziennie, wieczorem (na kolację) zjadała kaszkę z mlekiem przez butelkę. Nie powiem, że było to wygodne (na tym etapie było to baaardzo wygodne). Poza tym jedzenie przez smoczek uspokajało ją i wyciszało, przez co bardzo szybko zasypiała. Wiedziałam jednak, że samodzielne zasypianie bez pomocy smoczka w butelce będzie nas trochę kosztowało, więc już w połowie ciąży postanowiłam, że odstawimy ją. Czułam się okropnie, więc to eR. walczył z codzienną kolacją, którą zjadała bardzo chętnie (mleko z płatkami) i usypianiem małej.
- Oduczyłam jej spacerów w wózku. Niby nie jest to zły nawyk, ale dziecko ma sprawne nogi, więc powinno ich używać. W końcu ruch na świeżym powietrzu oznacza ruch dziecka, a nie dziecka w wózku. A nóżki niećwiczone na spacerkach nie będą miały kondycji. Jak ja potem wyjdę z noworodkiem na spacer, jak Buńka po kilku minutach będzie jęczeć, że chce do domu, na rączki czy do wózka. A tak, to - mam nadzieję - przynajmniej 30-40 minut wytrzyma. 

4. Podzieliłam się obowiązkami wieczornymi z mężem. U mnie sytuacja była trochę inna. Już na początku ciąży eR musiał przejąć moje obowiązki i cały czas sytuacja wymusza na nim czynne zaangażowanie. Kiedyś tak nie było. Kiedyś umawialiśmy się, że dzielimy między siebie, kto myje, a kto usypia. Resztę obowiązków spoczywało na mnie. Chociaż nie wynikało to z faktu, że eR. był takim wygodnisiem (z podejściem mocno tradycyjnym), że większość obowiązków związanych z dziećmi spoczywa na matce. Po prostu jakoś samo się tak utrwaliło... Jeśli masz tę szansę, od razu dziel obowiązki, zanim pojawi się dziecko. Nie musi być to trwały podział, chociaż kiedy brzuch rośnie umycie dziecka jest trudniejsze niż usypianie go. Niemniej jednak kiedy pojawi się noworodek, a ty będziesz karmić, nie możesz sobie pozwolić na histerię drugiego dziecka, bo mama zawsze myła czy pomagała przy kolacji. A najlepiej jeszcze, by tata znalazł jakąś atrakcję w tym, że to on będzie dziś usypiał starszaka czy go mył. Coś, co byłoby zarezerwowane dla mycia/ usypiania z tatą. Wtedy, w razie oporu, taki ojciec przypomni dziecku, że przecież czeka ich tutaj taka atrakcyjna przygoda...! 

5. Tłumaczenie i przypominanie o rodzeństwie. Już od samego początku (zanim jeszcze wylądowałam w szpitalu) oboje przypominaliśmy Buńce, że brzuch mamy jest delikatny, bo tam jest dzidziuś, a teraz brzuch rośnie, bo rośnie dzidziuś, a jak przygotowywałam wyprawkę, wózek, ubranka itd., tłumaczyłam, że niedługo z brzuszka wyjdzie dzidziuś i musimy być gotowi. Nie ma dnia, byśmy o tym jakoś nie wspominali. Mam wrażenie, że dopiero teraz (po ośmiu miesiącach) w miarę wie, co ją czeka. Tak w teorii, rzecz jasne. Rzeczywistość i tak i tak może ją przerosnąć. Oby jednak nie...

6. Małej H. rekompensuję wszystkie "straty". Ona nowy wózek, widzi jako stratę dla siebie. Tak jak i stos małych ubranek, nowych pościeli czy innych gadżetów. Widzi atrakcje, które nie są dla niej. Zawsze wszystko było dla małej H. Teraz nagle wszystko jest dla dzidziusia. To szok dla 2,5-latka. Roszczeniowego szkraba, który właśnie przechodzi bunt. Taka sytuacja (analogiczna) jest trudna nawet dla dorosłego. Wyobraźmy sobie rodziców wychowujących jedynaka, który jest już dorosły, ale i tak zawsze to jemu rodzice pomagali jak mogli, jego wspierali, o niego się martwili. Aż pewnego dnia przyjeżdża młodszy kuzyn i na powitanie zostaje wyprawione przyjęcie, rodzice i jego zaczynają wspierać, pomagać. Syn czuje się... niekochany, opuszczony i cholernie zazdrosny. Prosty mechanizm. Jeśli dorosły ma z tym problem, to jak wymagać wyrozumiałości od dziecka?! W jaki sposób rekompensowała zakupy dla dzidziusia?

- Nie kupiliśmy nowego łóżeczka. Buńka do niedawna spała w niemowlęcym, rosnącym (trójetapowym) łóżeczku. Teraz eR. złoży je do pierwszego etapu, a H. dostała nowe łóżeczko i nową pościel. 

- Kupowałam jej co tydzień jakieś ubranko. Nawet na ciuchach, wyprzedażach, promocjach... Takie dziecko i tak szybko wyrasta z nich. Ale ma poczucie, że ma coś nowego. Dla niej jest to nowe. Dzięki temu widzi, że dzidziuś coś dostanie, ale ona też. 

- Odwróciłam kota ogonem. Jak na przykład w kwestii wózka. Kupiliśmy wózek. Wszyscy się nim zachwycają. H. też. I woła: "H. będzie jeździła wózkiem! Tak!". "Nie, H. Ty jesteś za duża", mówi eR. Widzę podkówkę i szybko dodaję z entuzjazmem: "H. jest już duża i będzie pchała wózek! Będzie wozić dzidziusia!". Pomysł przypadł jej do gustu i to bardzo, bo ona, H., będzie wozić dzidziusia.


A jak było u Was? Jak się zapatrujecie na taką różnicę wieku? Lepsze większa, czy mniejsza?

poniedziałek, 8 lutego 2016

Jak zabrać się za gruntowne sprzątanie? I cz.



Sama wizja generalnych porządków w ciąży może przyprawić cię o ból głowy. Mnie osobiście dodatkowo na samą myśl o nich boli kręgosłup. Ale jak dobrze zrobić je przed porodem wie każda matka, która zmobilizowała siły (oraz domowników) do ich zrobienia. 

/Tutaj możesz przeczytać, co jeszcze warto zrobić przed porodem/

Aby ułatwić sobie tę pracę, proponuję ci dwa sposoby przeprowadzania gruntownego sprzątania tak, by uniknąć chaotyczności, miotania się po całym domu z poczuciem, że ostatecznie to chyba nic nie posprzątałaś chociaż padasz z nóg.
a) 1 pokój - 1 dzień - codziennie należy gruntownie posprzątać jeden pokój/pomieszczenie. Tutaj jest to kwestia umowna, czasami trzeba przyjąć "1 pokój = 2 dni".
b) 1 dzień - 1 rodzaj zabrudzeń - można powiedzieć, że sprzątamy „tematycznie”, np. tylko kurz, tylko podłogi itp.
Oba sposoby są dobre. Wszystko zależy od tego, jaki sposób będzie ci najbardziej odpowiadał .
Dziś skupię się tylko na pierwszej metodzie. Osobiście uważam, że mniejsza przestrzeń jest łatwiejsza do ogarnięcia, dlatego zawsze sama korzystam z tego właśnie sposobu.
Zacznijmy jednak od tego, co będzie nam potrzebne:

Lista niezbędnych akcesoriów

1.
Ściereczki nawilżane, jednorazowe, przeznaczone do wycierania z kurzu różnych powierzchni*
2.
Szmatki bawełniane do mycia okien (przynajmniej 3-4).
3.
Środek do czyszczenia piekarnika (lub do bardzo brudnych, zaschniętych i tłustych powierzchni
4.
Ręcznik papierowy
5.
Gąbka do czyszczenia
6.
Szczotka do czyszczenia (może być na dłuższej rączce), ewentualnie szczoteczka do zębów (do trudno dostępnych powierzchni).
7.
Płyn uniwersalny
8.
Płyn do mycia szyb
9.
Mleczko do czyszczenia np. powierzchni ceramicznych
10.
Środek do czyszczenia muszli
11.
Soda oczyszczona (kilka opakowań) + woda
12.
Miotła/ odkurzacz
13.
Dobry mop lub sporej wielkości szmata (nie może być brudna)
14.
Miska z ciepłą wodą

_______________________________
* Nie są niezbędne, ale bardzo przydatne: powierzchnia dłużej pozostaje czysta i bez kurzu; od razu je wyrzucamy, czyli nie magazynujemy brudu. Szmatki wielorazowe trzeba prać.

 

Plan generalnych porządków (III trymestr)


"1 dzień = 1 pokój"

(lub 2 dni = 1 dzień)


Główne zasady:

1. Prace należy rozpocząć tak, by dzień przed terminem zakończyć sprzątanie ostatniego pomieszczenia.

Przykładowo: Mam 4 pomieszczenia i duży przedpokój. To daje nam 5 dni. Jeśli termin wypada w poniedziałek, prace rozpoczynam we wtorek (omijam prace w niedzielę). W ten sposób sobota jest jest ostatnim dniem prac.


Jeśli istnieją przesłanki, że urodzisz wcześniej, zrób dokładnie tak samo, ale tydzień wcześniej. W tygodniu poprzedzającym termin raz dziennie przelecisz kurze i zmobilizujesz męża do odkurzenia podłóg oraz odświeżenia łazienki w jednym dniu.

2. Dobrze zaplanuj kolejność sprzątanych pomieszczeń, kierując się:
  • czasem - nie zawsze masz go codziennie tyle samo z wielu powodów; im mniej masz czasu w danym dniu, tym mniej absorbujące lub po prostu mniejsze pomieszczenie wybierz.
Przykładowo: Jeśli dziś mam coś ważnego do załatwienia na mieście i wiem, że zajmie mi to sporo czasu, wybieram mniej pracochłonne pomieszczenie, np. łazienka. Jest mała i myta co tydzień, więc gruntowne jej sprzątanie zajmie niewiele więcej czasu niż to cotygodniowe.
  • planami - jeśli wiesz, że w tym tygodniu czeka cię coś, co sprawi, że cała twoja praca nad danym pomieszczeniem się zmarnuje, przełóż sprzątanie go
Przykładowo: Jest okres świąteczny i będziemy rozbierać choinkę. Czekam więc ze sprzątaniem pokoju, w którym ona jest, bo z choinki najczęściej sypie się sporo igieł.
  • funkcjonalnością danego pomieszczenia - zacznij od tych pomieszczeń, które na dłużej pozostają czyste z zasady lub po prostu mało czasu w nich spędzacie.
Przykładowo: U mnie najmniej brudzi się sypialnia, potem - wbrew pozorom - łazienka, następnie pokój dzienny, kuchnia i korytarz. I w takiej kolejności sprzątam.

Ale: Biorąc pod uwagę wszystkie zasady, może się okazać, że sprzątanie wcale nie odbędzie się płynnie dzień po dniu. Jednak dzięki temu będziesz mogła poradzić sobie sama, jeśli z jakiś powodów nikt nie będzie mógł ci pomóc lub/i nie stać cię na wynajęcie kogoś do sprzątania.

Dlatego ramowy przykładowy plan będzie wyglądał tak:

a) wtorek: sypialnia - mam sporo czasu, wystarczy mi go na posprzątanie całego pomieszczenia, nawet jeśli zacznę koło 11 rano.
b) środa: pokój dzienny, mimo iż planowałam łazienkę, ponieważ w czwartek wypada mi kilka załatwień, co uniemożliwi mi posprzątanie planowanego pokoju dziennego. Zamieniam go na łazienkę.
c) czwartek: łazienka, czasu mam mniej, ale łazienka nie zajmie mi tyle czasu. Zazwyczaj z przerwami muszę na nią poświęcić coś lekko ponad godzinę. Teraz mam na nią 4 h.
d) piątek: ma być kuchnia. Ale: w piątek jemy coś jarskiego, a w sobotę już pełen obiad - bo w weekend zawsze jemy wspólne posiłki. Z kolei  w niedzielę wolałabym nie gotować. Co robię? W piątek sprzątam mniej absorbujący korytarz i mam czas na to, by zaszyć się w kuchni i ugotować coś na weekend oraz coś lekkiego-piątkowego, co razem zajmie mi sporo czasu, a kuchnia na pewno się pobrudzi.
e) sobota: nie gotuję za wiele, głównie odgrzewam, więc spokojnie biorę się za gruntowne sprzątanie kuchni. Na ten czas najlepiej zorganizować dziecku/dzieciom ten czas, by nie przeszkadzały. Może wyjazd do babci?

3. Zawsze sprzątamy od góry do dołu, a nie odwrotnie

Chodzi o to, by brud i kurz sprowadzić na jedną powierzchnię, a następnie tam się go skutecznie pozbyć. Część kurzu z wyższych półek spadnie na niższe. Jeśli wcześniej tam sprzątałaś i znów teraz musisz posprzątać, wykonujesz tę czynność dwa razy i to zupełnie niepotrzebnie.

4. Zawsze od spodu na wierzch, czyli najpierw bałaganimy a potem sprzątamy

Gruntowne sprzątanie to sprzątanie dokładne: aby posprzątać i uporządkować szafę należy najpierw wszystko z niej wyrzucić, przejrzeć garderobę (ewentualnie coś wyrzuć/ przeznaczyć na szmaty lub nieużywane, ale w dobrym stanie dać tym, którzy aktualnie są w potrzebie) i dopiero myć, odkurzyć szafę. Jeśli nasze ubrania leżały długo w nieładzie - należy ubrania przeprasować; jeśli część jest mocno zakurzona, wrzucić do prania (w sytuacji, gdy takich ubrań mamy dużo, wystarczy na odpowiednim programie w pralce tylko je odświeżyć). Zrobi się bałagan, ale jeśli wytrwasz i będziesz pamiętać, by ubrania odkładać na swoje miejsce poukładane - nie będziesz musiała tego robić przez długi czas.

5. Kolejność wyznacza pracochłonność poszczególnych prac.

Zawsze zaczynamy od tych najbardziej czaso- i pracochłonnych, tych o dużym „kalibrze”. W pierwszej kolejności zabieramy się za okna, szafy, szafki kuchenne, dopiero później powierzchnie znajdujące się niejako na wierzchu. Wyjątkiem jest podłoga, która zawsze zamyka pracę nad danym pokojem.

6. W ciąży po każdym większym wysiłku - odpoczynek ok. 10-15 min.

Odpoczynek zalecany jest po każdym większym wysiłku, lub kiedy po prostu czujesz się zmęczona. Nie czekaj, aż dokończysz mycie okna: jeśli tylko czujesz się nadwyrężona, od razu usiądź, a najlepiej połóż się na lewym boku z jaśkiem pod brzuchem. A podany czas jest tylko orientacyjny. Nie wracaj do pracy, jeśli nie odzyskałaś formy, to się może źle skończyć. Pamiętaj, jeśli od początku ciąży nie czujesz się za dobrze, nie podejmuj prac typu „mycie okien”. Zostaw wszystkie na jeden dzień i namów kogoś, by zrobi to za ciebie. W zamian za to możesz np. upiec pyszne ciasto, czy odwdzięczyć się w inny sposób.

 /Checklista kolejno wykonywanych czynności do pobrania za darmo w formacie pdf 

/Dodatkowo tutaj możesz pobrać plik z całym mini-poradnikiem dotyczącym tej metody gruntownego sprzątania./

 
Czy artykuł był pomocny? Co sądzisz o tej metodzie sprzątania? A może sama masz dodatkowe rady, które usprawniłyby jeszcze ten sposób sprzątania? Wszystkie cenne uwagi są dla mnie ważne!


piątek, 5 lutego 2016

Jak uniknąć walki w kuchni po porodzie?



Jeśli sądzisz, że po porodzie od razu rzucisz się w wir pichcenia, gotowania, pieczenia jak to było przed porodem, albo w naiwnym przeświadczeniu niekończącej się ilości wolnego czasu, muszę sprowadzić cię na ziemię. 


Nawet jeśli twoje dziecko rzeczywiście będzie dużo spało i będzie jednym z tych rzadkich przypadków "dzieci-aniołków", które tylko śpią, jedzą i napełniają pieluszki - od razu lojalnie uprzedzam - będzie co robić. Jeśli jednak twojego dziecka w żadnej sposób nie będzie się dało przypisać do tej kategorii (co jest bardziej prawdopodobne, niestety), tym bardziej myśl o gotowaniu w kuchni będzie cię przytłaczać. Ale przez ten czas jednak trzeba jeść. Ty możesz doświadczyć poporodowego jadłowstrętu (jak ja) i zmuszać się do zjedzenia choćby małego jogurtu, ale pozostali członkowie rodziny z pewnością będą chcieli jeść. 

Na okres pierwszego tygodnia czy dwóch powinny wystarczyć ci mrożone obiady przygotowane jeszcze przed porodem, o czym więcej przeczytasz tutaj. Jednak sama zobaczysz, że pierwszych kilka tygodni wciąż pod tym względem nie będzie łatwiejszych w organizacji i przygotowaniu posiłków. Po dwóch tygodniach przywykniesz zaledwie to obecności dziecka w domu i (przy sprzyjających okolicznościach) przywykniesz do nowego - tak innego od tego co, co znasz - rytmu dnia. 


środa, 27 stycznia 2016

12 rzeczy, które powinnaś zrobić zanim urodzi się dziecko

Doświadczenie poprzedniej ciąży oraz obserwacje krewnych i znajomych uświadomiły mi, że jest kilka ważnych kwestii, które warto rozważyć przed porodem po to, by ułatwić sobie życie. Kobietom wydaje się, że z noworodkiem są w stanie normalnie prowadzić dom: przecież maleństwo je i śpi. Plus wymiana pampersów.



Akurat. O ile wiem, bardzo mało dzieci tak ma. A jeszcze jak dziecko będzie miało jakieś alergie czy kolki? To pozamiatane: dom zamiera i wszystkie prace domowe zostają zawieszone. Na okrągło chodzi tylko pralka i czajnik elektryczny. Zakupy? Mowy nie ma, żebyś pamiętała o chlebie - o takim luksusie jak wędlina nawet nie wspominam. Co innego pampersy, chusteczki nawilżane czy mleko modyfikowane (różnie bywa).



Wielu rzeczy nie przeskoczysz i musisz odpuścić. Pewne nawyki odejdą w niepamięć, ale po jakimś czasie zapomnisz, że je miałaś. Tak to się dzieje z nawykami: przyjdą nowe, to zastąpisz nimi stare.



Ale są pewne rzeczy, o których w ogóle nie myślimy. Do czasu aż stwierdzisz z bólem w głosie: „jaka szkoda, że nie zrobiłam tego przed porodem”. 






12 rzeczy, które dobrze zrobić zanim urodzi się dziecko



Pomijam tutaj przygotowanie wyprawki dla dziecka, dla mamy i przygotowanie specjalnej torby do szpitala.
 

1. Gruntowne sprzątanie domu/mieszkania.


Bez dwóch zdań będzie jak znalazł, kiedy wrócisz ze szpitala totalnie wypompowana. Jedyne czego tu nie przeskoczysz to pranie, które zgromadzi reszta domowników przez te dwie-trzy doby. Chyba, że przeszkolisz małżonka, który dopilnuje, by go nie tyle wyprać, ale też powiesić. W szpitalu jednak możesz nie mieć głowi do tego, by mu o tym przypomnieć, więc na to trzeba się nastawić.

Przynajmniej o tym nie będziesz myśleć na początku i na pewno tydzień będziesz mogła zapomnieć o porządkach.

Osobiście znam 2 dobre sposoby na organizację porządków z już naprawdę dużym brzuchem:

a) 1 pokój - 1 dzień - codziennie należy gruntownie posprzątać jeden pokój/pomieszczenie;
b) 1 dzień - 1 rodzaj zabrudzeń - można powiedzieć, że sprzątamy „tematycznie”, np. tylko kurz, tylko podłogi itp.

Oba sposoby są dobre. Wszystko zależy od tego, jaki sposób wyda się najbardziej odpowiedni dla Ciebie.

Jeśli nie czujesz się na siłach i/lub stać cię na to, wynajmij kogoś, kto pod twoim okiem wyręczy cię z ciężysz prac, jak mycie okien lub podłóg.

(Już niebawem!) tym miejscu będzie można ściągnąć checklisty, które pomogą ci ogarnąć dom w trzecim trymestrze, kiedy gruntowne porządki nie są łatwym przedsięwzięciem. Oba są dostosowane do możliwości kobiet w ciąży.



2. Zaplanuj posiłki na tydzień lub dwa po porodzie.


Oczywiście nie wiesz, czy i na co będziesz mieć apetyt. Ja miałam jadłowstręt przez bite dwa tygodnie. Moja dieta oparta była głównie o jogurty i to bardzo konkretne dwa smaki jednej firmy. Ale umówmy się: do wyżywienia masz męża, a może jeszcze jedno lub więcej dzieci.

Oczywiście można szykować dwa posiłki: dla siebie (lekkostrawny) i dla rodziny, ale wierz mi: stanie przy garach to nie jest coś, o czym marzy kobieta w połogu. Ona chce spać, ewentualnie leżeć i odpoczywać.

Biorąc pod uwagę preferencje swej drugiej połówki i dzieciaków, siądź na spokojnie i z ołówkiem w ręku skomponuj dla was posiłki. Ważne, byś zadała sobie kilka pytań i kierowała się kilkoma zasadami:

a) jakie posiłki zjadacie w domu?


czy codziennie są to 3-4 posiłki, czy tylko w niedzielę?
czy któreś z was jada posiłki w szkole/przedszkolu/pracy?

c) co dotychczas jedliście?

czy te posiłki da się szybko przygotować?
co lubi twoja rodzina? Jakieś konkretne dania czy składniki
czy do ich przygotowania wymagany jest hałasujący sprzęt?

d) zasada lekkostrawności

- jedzenie nie musi być jałowe, bez przypraw czy ziół, ale nie może ich być zbyt wiele (kuchnia azjatycka, hiszpańska i meksykańska raczej wypadnie z obiegu na jakiś czas).
- sposób przygotowania nie może obciążać żołądka: eliminujemy, smażenie, pieczenie a skupiamy się na gotowaniu, duszeniu czy parowaniu.
- składniki również nie mogą być ciężkostrawne: skupiamy się na mięsie drobiowym (nie ograniczajmy się do kurczaka, sto razy lepszy będzie indyk pod wieloma względami!) bez skóry, nie jemy tłustych potraw, czy grzybów, oleje - tłoczone na zimno - tylko do sałatek.
- zawsze dobrym rozwiązaniem będzie zupa, o ile nie zagęścimy ja mąką i dużo ilością tłustej śmietany.

e) zasada ograniczenia alergennych składników

- ograniczamy to, co z założenia uważane jest za wysoce alergenne: mleko krowie, jajka, orzechy, nasiona, miód, cytrusy, produkty wzdymające (strączkowe i kapustne, pieczywo na zakwasie bez drożdży)*.

Ograniczenie nie oznacza eliminacji z diety. Te produkty najlepiej wprowadzaj stopniowo i jeśli dziecko nie będzie sygnalizować nietolerancji poprzez kolki, wysypki czy luźne stolce, nie rezygnuj z nich - wręcz wprowadź do diety na stałe.

O ten punkt spierają się położne między sobą i z matkami. Ja jestem za tym, by nie eliminować przedwcześnie niczego. Ale coś, co z reguły uczula nawet osoby dorosłe można ograniczyć. Zjadać w maleńkich porcjach i obserwować dziecko. Ono da nam naprawdę wyraźny sygnał, że tego nie chce w naszej diecie.


* Te produkty należy bardzo ograniczyć, bo ich spożycie może powodować wzdęcia u dziecka, którego układ pokarmowy jest bardzo delikatny. Po miesiącu lub dwóch wprowadzaj je stopniowo.

f) zasada wykluczenia niezdrowego jedzenia i alkoholu

- jeśli nawet w ciąży zjadałaś śmieciowe jedzenie, teraz koniecznie je wyklucz w diety: sama chemia, tłuszcze trans i wzmacniacze smaku - do wyrzygania jeden krok.
- to samo dotyczy słodkich napojów i słonych przekąsek - nawet jeśli któreś wydają się być w porządku - czytaj skład.
- alkohol nie wchodzi w grę chyba, że odciągniesz wcześniej mleko dla malca, a później odciągniesz i wylejesz to niezdatne do jedzenia

g) zasada zbilansowanych posiłków

- posiłek powinien składać się z warzyw (50%), węglowodanów złożonych (25%) i białka (25%)
- pod hasłem „węglowodany złożone” może się kryć: pełnoziarniste pieczywo, kasza, makaron razowy, ryż brązowy itp.
- pod hasłem „białko” mamy mięso, rybę
- tłuszcze też są nam potrzebne, ale traktujmy je naprawdę ostrożnie, bo już w mięsie jest go sporo; pamiętać też należy o tych tzw. dobrych tłuszczach rybich czy roślinnych, tłoczonych na zimno.

h) zasada 5 posiłków dla mamy

- niezależnie, ile przypadnie ci skomponować posiłków wspólnych dla wszystkich, pamiętaj o sobie!
- jedz 4-5 posiłków dziennie, niech to będą wielkości małej przekąski, jeśli masz problem z apetytem; pamiętaj, że teraz żywisz małego człowieka i jeśli nie dostarczysz potrzebnych składników, organizm „wyssie” z ciebie to, co jest niezbędne dla malca. Bez obaw: jemu nie zabraknie niczego, ale to ty będziesz miała kłopoty. Posypią się włosy, paznokcie będą łamać, nie wspominam już o zębach.
- zatem: energetyczne śniadanie, mała węglowodanowa przekąska (owoc), obiad zbilansowany (patrz wyżej), podwieczorek (węglowodany złożone/ białko/ warzywo) i kolacja (lekka)

Tutaj będzie można pobrać przeze mnie przygotowane porady dotyczące planowania/przygotowania posiłków.
 

Niebawem także pojawi się menu na pierwszy tydzień. Do pobrania.

3. Mrożone posiłki


Przygotuj 2-3 zestawy dań, które twoi bliscy odmrożą, kiedy ciebie nie będzie lub zrobią to w dniu twojego powrotu, by było co jeść, kiedy wrócisz. Ten dzień będzie pełen emocji i nikt nie będzie myślał o gotowaniu. A ty raczej nie powinnaś jeść ani gotowej pizzy, ani chińszczyzny ani też żadnych dań na wynos. Zasada jest prosta: nie jesz dania, jeśli nie wiesz, co dokładnie ma w środku. Poza tym ugotowanie np. jednogarnkowego dania na dwa dni i zamrożenie go w dwóch porcjach (na 2 dni) wyjdzie z pewnością taniej niż jedna średnia lub duża pizza. Nie mówiąc już o wartościach odżywczych.

Przykładowo:
  • pierogi, które później zamrozisz (farsz w zależności od upodobań) lub inne dania, które umożliwiają mrożenie.

4. Przygotuj półprodukty


Wcześniej możesz przygotować także odpowiedniki produktów, które można można kupić, ale
  • albo są drogie
  • albo zawierają dodatkowe a niekoniecznie zdrowe składniki, których nie chcesz w swojej diecie (np. dodatkowy cukier, wzmacniacze smaku czy wiele składników typu E XXX).

Przykładowo:
  • muesli 1 (można przygotować zarówno w piekarniku jak i na suchej patelni z dowolnymi nasionami czy orzechami)/ muesli 2 / granola
  • wędlina domowa (którą częściowo możesz zamrozić, część zjecie już teraz, bo jest o niebo lepsza od sklepowej)
  • przetwory (jeśli akurat w czasie ciąży jest sezon na owoce/ warzywa, które można przerobić na dżemy i soki)
  • upiec blachę zdrowych ciasteczek owsianych, albo takich (może brakować ci czegoś słodkiego lub czekoladowego i wtedy nie sięgniesz po batonik)
Linki prowadzą do przepisów sprawdzonych, smacznych i zdrowych (propozycja).

5. Zrób długoterminowe zakupy


Z rodzeniem nigdy nic nie wiadomo. W terminie rodzi średnio 5% kobiet. To mówi samo za siebie: prawie nie sposób przewidzieć kiedy „się zacznie”, dlatego trudno codziennie stać przy garach i tylko czekać, że może to dziś...

Co innego, kiedy jesteś umówiona na cesarkę, wtedy, dokładnie wiesz, kiedy urodzisz i możesz dzień wcześniej ugotować porządnie dla całej rodziny obiad na dwa dni i napełnić lodówkę. Ja zakładam, że jednak cesarskie cięcie dotyczy mniejszości wśród kobiet w ciąży.

Co to są „długoterminowe zakupy”? To są takie zakupy, które można robić na zapas (mniejszy lub większy) i skorzystać z nich później. Wśród nich znajdą się też produkty, jakoś nie bardzo przez nas lubiane (kojarzą się głównie z biwakami), ale idealnie nadają się w sytuacjach kryzysowych.

Przykładowo:
  • konserwy mięsne
  • konserwy rybne
  • puszki: pomidory (kilka puszek), kukurydza, groszek, fasolka czerwona/biała itp.
  • mrożonki (jeśli mamy miejsce w zamrażarce): warzywa, ale najlepiej mieszanki warzyw na zupę (uniwersalne), czy tzw. warzywa na patelnię, mrożone ryby (z minimalną ilością glazury!) czy kilka skrzydełek bądź nóżek (umyć, osuszyć, spakować do woreczka i zamrozić)
  • mleko (jeśli pijacie w dużych ilościach, jak my) w kartonie (3 kartony) - wytrzyma dość długo, jeśli nie będzie otwierane i w ten sposób wam go nie zabraknie. Osobiście nie jestem fanką, zawsze kupuję to tzw. świeże, ale jego data przydatności do spożycia jest krótka i musi być (otwarte czy nie) przetrzymywane w lodówce, co zajmuje miejsce.

Do listy można dopisać: duże ilości niegazowanej wody, kilka pudełek jednorazowych chusteczek, oraz tych wilgotnych.

Dobrze jest na 2 tygodnie przed terminem zrobić przegląd szafek z suchymi produktami (mąki, kasze, ryże, makarony + środki czystości, papier toaletowy i chusteczki jednorazowe) - żeby nie myśleć o zakupach nawet przez tydzień.

6. Zakupy przez Internet


Coś fantastycznego, pod warunkiem, że mieszkasz w mieście, gdzie sklepy oferują dowóz produktów zamówionych na stronie internetowej. Wiele osób chwali sobie tę formę - zakupy są przyjemniejsze, mniej frustrujące, a przy tym człowiek nie marnuje bez sensu czasu, który mógłby poświęcić na spacer po parku.

Niestety nie mogę się więcej w temacie wypowiedzieć, bo miejscowość, w której mieszkam nie ma żadnego sklepu, który byłby chętny wziąć na siebie przygotowanie zamówionych przeze mnie produktów i przywiezienie do domu. A szkoda.

Jeśli jednak dotychczas nie miałaś doświadczenia z taką formą zakupów, jeszcze przed porodem zacznij kupować w ten sposób, by nabrać wprawy. Dziecko samo w sobie (nie mówiąc o wszystkich czynnościach wokół niego) jest nowym doświadczeniem. Nie ma sensu dokładać sobie nowości.

7. Przygotuj samą siebie


Wydawać by się mogło, że: kogóż obchodzi mam wydepilowane nogi, fryzurę rozczochraną i popękane pięty? Ale prawda jest taka, że to są te detale, które gdzieś nam umykają w konfrontacji z rzeczami naprawdę ważnymi i oczywiście nie należy się skupiać na nich w pierwszej kolejności. Ale nawet jeśli kobieta o pewnych rzeczach nie myśli w trakcje porodu, to jednak przed i po chce mieć pewność, że przynajmniej myśli o detalach tak głupich i nieistotnych jak depilacja nie będą jej rozpraszały. No, a poza tym nawet jeśli w trakcie porodu ona sama nie wygląda główki, to robią to inni. I ta świadomość zmienia wszystko.

Dlatego też, jeśli dobrze się czujesz i nic nie zapowiada rychłego końca, tydzień przed terminem (i dwa tygodnie, jeśli są przesłanki, że poród może się zacząć szybciej niżbyś chciała) udaj się do fryzjera, zrób manicure i pedicure (lub po prostu poświęć dłuższą chwilę na zadbanie rąk, stóp i paznokci) oraz pamiętaj o depilacji (nie tylko nóg:)). Jeśli chcesz się wyjątkowo dobrze czuć ze sobą, możesz odwiedzić też zakład kosmetyczny lub po prostu kupić kilka jednorazowych maseczek. Ze dwie (poprawiające wygląd/koloryt skóry lub do tzw. zmęczonej twarzy) weź do szpitala, zobaczysz, jak poczujesz się lepiej.

8. Przytulne miejsce do karmienia

Niezależnie od tego, czy wybierzesz długoterminowe karmienie piersią, czy będziesz szybko chciała przejść na butelkę i mleko modyfikowane, będzie się ono odbywało często, a co za tym idzie, będziesz w wymuszonej pozycji spędzała wiele czasu.

Każda matka przyzna, że dobra, wygodna i nieobciążająca kręgosłupa pozycja to klucz do sukcesu. W pierwszej kolejności ty i twój kręgosłup możecie naprawdę ucierpieć, jeśli zaniedbacie tę kwestię. I to na długie lata. Po drugie - dziecko. Po dziesięciu minutach karmienia w niewygodnej pozycji, ty zaczynasz się denerwować i myśleć: „kiedy to się skończy?!” Dziecko jest jak żywy radar: od razu wyczuje twój niepokój. Z czasem zauważysz, że gorzej się przystawia, nawet z butelki nie będzie chciało jeść z powodu „napiętej atmosfery”. To też może stać się przyczyną do odstawienia dziecka od piersi.

Dlatego zorganizowanie przytulnego, miłego miejsca, które zapewni ci nie tylko wygodną, ale też odpowiednią dla twojego kręgosłupa pozycję jest bardzo ważne. Pomyśl o tym, by było przytulne. Nie bez znaczenia będzie tutaj mała szafka lub po prostu krzesło, na którym zmieści się butelka z wodą (pragnienie podczas karmienia jest ogromne), może jakaś zdrowa przekąska do zagryzienia (czasami karmienie trwa długo), czasopismo czy książka. Lepiej nie organizować sobie radia (chyba, że jest to delikatna muzyka relaksacyjna, klasyczna lub audiobook), gdyż rozprasza. Dzieci lubią jeść w spokoju, więc telewizor tym bardziej odpada.

9. Ciuchy po porodzie


No właśnie. W ciąży spakowałaś do pudeł ubrania, o których zapomnisz na 9 miesięcy, ale po porodzie trzeba będzie się w coś ubrać i ręczę, że ubrania ciążowe już wtedy będą za duże. Niestety te sprzed ciąży najprawdopodobniej będą jeszcze na ciebie za ciasne. I co w takim wypadku?

a) końcem III trymestru wyciągnij pudło z ciuchami sprzed ciąży i przepatrz, które z nich były większe: dresy, luźniejsze sukienki, tuniki, legginsy, większe bluzki, swetry. Coś się nada. Wszystko zależy od tego jak dużo przybrałaś w ciąży. Jeśli dużo, to przez jakiś czas możesz nosić ubrania z początku lub środka ciąży.

b) postaw na dłuższe koszule/ bluzki, które odcinają się pod biustem. Wyszczuplą cię, ale ukryją brzuszek pozostały po porodzie (lub jego resztki). Jeśli nie masz takich, masz jeszcze czas: pochodź po ciucholandach lub tanich sklepikach - kupisz takie za grosze. Zrób to jednak teraz, potem nie będziesz miała jak ale też nie będziesz miała do tego głowy.

10. Organizacja


Jeśli już teraz wiesz, że dziecko urodzi się w jakimś szczególnym czasie, albo w okolicy jakiegoś święta czy wydarzenia, w którym będziecie brać udział - weź to pod uwagę. Przykładowo, dziecko może urodzić się w okolicach Świąt Bożego Narodzenia, Wielkanocy lub planowanej od dawna imprezy rodzinnej (np. wesele).

Nie myśl: „coś się wykombinuje”, bo to prosta droga do katastrofy organizacyjnej, a co za tym idzie stresu, które dziecko wyczuje. Wtedy na pewno się tym wydarzeniem nie ucieszycie, mówiąc delikatnie.

Tak jest w moim przypadku: dzidziuś ma się urodzić w okolicach Wielkanocy. Szykują się nam także dwa wesela. Jedno tuż po terminie, a drugie - dwa miesiące później. Co w takiej sytuacji?

- Muszę brać pod uwagę, że z moją obecnością w tym czasie może być różnie: to dotyczy wszystkich trzech wydarzeń.
- Wielkanoc: najlepiej „przykleić” się do rodziców w tym czasie lub rodzeństwa i spędzić czas wspólnie, dzieląc się także obowiązkami. W razie czego twoi bliscy nie zostaną z pusta lodówką w tak ważnym czasie.
- Wesele 1: jeśli chcesz uczestniczyć w weselu, które jest blisko terminu, uprzedź narzeczonych, że muszą się liczyć z rezygnacją nawet w ostatniej chwili; bądź pod uwagę, że możesz rodzić nawet 2 tygodnie po tymże weselu, więc nie myśl kategoriami: „a na bank urodzę do tego czasu i nie będzie mnie”. Przygotuj sobie jakąś kreację, ale radzę poszukać u znajomych jakiegoś pasującego do ciebie kroju sukienki, a nie kupować specjalnie. Bo co, jeśli naprawdę nie będziesz mogła być?
- Wesele 2: tu sytuacja jest inna. Dziecko już będzie na świecie, ale z rezerwą trzeba podchodzić do entuzjastycznych narzeczonych („To fantastycznie! Będziecie mogli przyjść we czwórkę!”). Niemowlę może nie być typem dziecka śpiącego w każdych warunkach, a i z jego odpornością na hałas, zmiany i obecność mnóstwa obcych ludzi może być naprawdę różnie. Można śmiało założyć, że uda się wam przetrwać nabożeństwo (mszę) ślubne i obiad. Podkreślam: przetrwać. To znaczy, że musicie wziąć pod uwagę, że pomysł zabierania dziecka na ślub i wesele jemu samemu może się nie spodobać. Jeśli jest taka możliwość, warto skorzystać z oferty wynajęcia pokoju w domu weselnym, co pozwoli się dziecku spokojnie wyciszyć a i wy ukoicie nerwy, znękani znaczącymi spojrzeniami pozostałych gości („takie małe dziecko na wesele brać: widziałby kto!”).

11. Umawiajcie się na randki


Póki możecie. Jeśli to twoja pierwsza ciąża, korzystajcie, ile się da: wspólne wypady do kina, do knajpy albo po prostu zorganizujcie sobie miły wieczór w domu, zapraszajcie znajomych i nie odmawiajcie zaproszeń od nich. Ten wasz cudownie wolny od zobowiązań czas jest policzony. I niebawem się skończy. Rzadko które dziecko pozwala na prowadzenie bujnego życia towarzyskiego. Czasami ten czas swoistej izolacji może być bardzo długi. I nie zawsze będziecie mieli w tym temacie coś do powiedzenia.

Jeśli macie już dziecko czy dzieci, które są na tyle duże, że można je posłać do dziadków, skorzystajcie z tego raz na jakiś czas. Po urodzeniu dziecka znów będziesz uwiązana. Ty nawet bardziej niż inni członkowie rodziny. Chociaż zakładam, że i oni przez wzgląd na ciebie będą się hamować.

12. Zdjęcia


Nie wszystkie kobiety podobają się sobie w ciąży. Są krytyczne wobec tego w jaki sposób zmienia się ich ciało. Nie każda może wyglądać jak gwiazda Hollywood: przytyć kilka kilo (tyle, co brzuch), mieć nieskazitelną, piękną cerę bez ani jednego rozstępu, a po porodzie w przeciągu tygodnia wrócić do wagi sprzed ciąży i oczywiście wyglądać jeszcze lepiej. 

Ale w ciąży udzielają się nam hormony i nie jesteśmy obiektywne, więc dajmy się namówić na sesję profesjonalną (jeśli cię na to stać) lub poprośmy kogoś, by zrobił kilka ładnych zdjęć. Nie musisz ich od razu wywoływać. Zawsze możesz skasować. Ale kiedy już będzie po, możesz mi wierzyć: będziesz żałowała, że nie masz żadnych zdjęć z tego okresu. Ja żałowałam.








Bądź na bieżąco

Design by | SweetElectric