Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niepewność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niepewność. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 maja 2016

Połóg - jak może cię niemile zaskoczyć


6 maja 2016 r.
Piątek




Połóg. Cóż za okropnie brzmiące słowo. Niby pochodzenie wręcz narzucające się to po prostu "łoże" - chodzi o "położenie się", "oszczędzanie" po porodzie. Co z tego, kiedy "położnica" brzmi jakoś tak ... średniowiecznie. Nie wspominam już nawet o fonetycznym skojarzeniu z "nałożnicą"...

Co to jest połóg?

Nic innego, jak okres 6-8 tygodni od porodu, w którym to czasie kobieta wraca do formy sprzed ciąży. A przynajmniej takie jest założenie. Większość zmian, które zachodzą w ciele kobiety podczas ciąży - cofa się. O to chodzi. 

Trochę historii - od historyka

Jako żem historyk z wykształcenia, nie byłabym sobą, gdybym nie zaglądnęła w historię tego zjawiska. Przyznam, że ciekawa sprawa z tym połogiem kiedyś była. 

Dawniej połóg nie był związany jedynie z fizycznością, jak obecnie. Był okresem bardzo ważnym dla kobiet. Wierzono, że odseparowanie świeżo upieczonej matki wraz z noworodkiem od reszty świata pomaga uchronić oboje przed Złem, mówiąc najogólniej. Poza tym odosobnienie zapewniało ochronę przed zarazkami z zewnątrz. Nie zdawano sobie z tego sprawy, ale na tym właśnie polegała ta mądrość ludowych zwyczajów. Oczywiście kobieta była bardzo osłabiona, dużo leżała i miała ogromny problem z ogarnięciem rzeczywistości. Dlatego mogły ją odwiedzać znajome, bliskie kobiety i pomagać jej. Szybko to jednak przerodziło się w uczty (nie stroniono od alkoholu), które dziś najlepiej odzwierciedlałoby słowo "biba", czyli nieskromna impreza z grubiańsko żartującymi i pijącymi na umór biesiadującymi. Coś, jak odpowiednik "pępkówki", którą obecnie często organizuje świeżo upieczony ojciec. 

Po zakończeniu połogu kobieta uroczyście przestępowała próg domu (tzw. wywód) i szła do kościoła ochrzcić dziecko. Nie zapominajmy też, że kiedyś była astronomicznie wysoka śmiertelność kobiet w połogu oraz noworodków. Po czasie 6-8 tygodni szanse na przeżycie obu wzrastały i można się było w końcu "pochwalić" urodzeniem dziecka i samym dzieckiem. Trochę to asekuranckie, ale z drugiej strony zrozumiałe: pochwalić się, a później grzebać jedno z dwojga...? Cóż, średniowieczni ludzie mieli grubą skórę, nie da się ukryć. 

Urodziłaś, ale to nie koniec dolegliwości...


Jeśli sądzisz, że wraz z porodem wszystko, co dokuczało w pod koniec ciąży, zniknie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, no cóż, jesteś w ogromnym błędzie. Wszystko, co zniknie, to twój ogromny brzuch. Nawet nie oznacza, że zniknie całkiem...

Zmęczenie kontra mobilizacja

Wiesz, że poród to generalnie ból i wysiłek, jakiego nigdy wcześniej nie zaznałaś i raczej trudno będzie czemuś takiemu dorównać w przyszłości. To naturalne, że będziesz padać na twarz. Zaraz po tym, jak nacieszysz się dzieciątkiem i odświeżysz pod prysznicem. To będzie coś absolutnie nadzwyczajnego: będziesz spała bardzo głęboko, ale na dźwięk kwilącego maleństwa będziesz się zrywać, jakby to była słabiutka drzemka.

Może się jednak okazać, że z wrażenia będziesz miała problemy z wypoczęciem. Mogą ujawnić się obawy przed tym, że nie usłyszysz płaczu dziecka czy innych niepokojących rzeczy. Dziecko oddycha bardzo nieregularnie: najpierw tak, jakby biegło (nerwowo, szybko) a potem nagle przestaje, nawet na długi czas. To normalne, ale kiedy to zauważysz możesz się bać, że zapadnie w zbyt długi bezdech, podczas gdy ty będziesz smacznie spać.
 

Krwawienie

Jeśli chociaż raz zerknęłaś w stronę artykułów dotyczących porodu, na pewno już się tego spodziewasz. Będzie się z ciebie lało na potęgę. To będą tzw. odchody wraz z krwią. Najpierw schodzić będą bardzo intensywnie, potem mniej (kolor czerwono-brązowy) a na końcu będzie dość specyficzna wydzielina (odcień żółtawy). Każdy etap to gdzieś około 2 tygodni. Pocieszenie jest takie, że nie boli, jak przy okresie.


Ból

Dopiero co napisałam, że nie boli. No cóż. Nie boli jak przy okresie, ale... inaczej. To kurcząca się macica będzie ci dokuczać. Za pierwszym razem nie jakoś bardzo, ale z każdym porodem boli bardziej. Potwierdzam. Przez pierwsze dni miałam wrażenie, że rodzę po raz drugi. Zwłaszcza przy karmieniu. Ale im więcej się karmi, tym szybciej skończą się te boleści w dole brzucha...


Brzuch

A propos brzucha: to nie tak, że kiedy dziecko z ciebie wyskoczy to zaraz wróci talia osy i plaski brzuch. Przez pierwsze dni będziesz bardziej przypominać ciężarną końcem pierwszego trymestru niż położnicę (uh! znów to słowo!). A potem jak szybko brzuch się będzie kurczył to już często bardzo indywidualna sprawa. Czasem nawet pół roku trzeba czekać, a potem jeszcze wdrożyć regularne ćwiczenia, żeby brzuch mógł "wrócić na swoje miejsce".


Piersi - nawał i sutków boleści


Piersi to temat rzeka po porodzie. Często szybko zmienia się ich rozmiar (najczęściej na większy), ale najgorszy jest tzw. nawał mleczny. Przechodziłam za każdym razem. Ale o ile teraz dziecko ma apetyt (a do tego ulewa, więc szybko znów głodnieje) i pomagało mi przetrwać ten trudny czas (może potrwać aż 2 tygodnie!), o tyle za pierwszym razem było tragicznie: ból i łzy. I ogromne piersi do pasa.

Co to jest ten nawał? To nic innego jak namiar mleka wyprodukowany przez organizm. Niby natura myśli o wszystkim, to skąd ta "niedoskonałość"? No cóż: przez pierwsze dni dziecko ssąc stymuluje organizm do produkcji mleka. Od intensywności przesiadywania malucha przy piersi zależy później ilość pokarmu, którą kobieta wyprodukuje w odpowiedzi za to "zapotrzebowanie", czyli ssanie. Jeśli dziecko dużo je w pierwszych dniach, spodziewaj się nawału. Chociaż niektóre kobiety nie miewają go. I zazdroszczę im tego bardzo.

Jak przetrwać? Często karmić i odciągać minimalnie - do odczucia ulgi, tj. w momencie, kiedy poczujesz, jak napięcie piersi spada. Wiem, że kusi, by odciągnąć więcej. Ale to koło zamknięte. Im więcej odciągania (a mechanizm odciągania polega na tym samym co ssanie), tym więcej pokarmu, a nie o to chodzi przy nawale. Chodzi o to, by piersi nie pękły. I by nie zrobił się w nich jakiś stan zapalny. To, co podpowiedziała mi położna i co zmuszona byłam zastosować za pierwszym razem, to liście kapusty (schłodzone i rozbite tłuczkiem), które mają działanie ściągające. Przynoszą ulgę, serio. Czasem, jeśli nawał jest duży, można pić szałwię raz dziennie, ale obserwować piersi, bo szałwia hamuje laktację i można się pożegnać z karmieniem zamiast uregulować trudną sytuację. No i przed karmieniem trochę odciągnąć (by dziecku lepiej się jadło) i obłożyć ciepłą pieluszką (łatwiej wypływa pokarm), a także po karmieniu obłożyć okładem chłodzącym. Tyle w tej kwestii można. Ale najważniejsze to dużo karmić. A moja pierworodna nie chciała, więc i ja się mordowałam. Teraz mała ciupie równo, więc nawał udało mi się przetrwać w miarę bezboleśnie.

No i pozostała jeszcze kwestia bolących sutków, które nawet mogą krwawić. Czasami nie ma znaczenia, czy hartowałaś je wcześniej specjalnym kremem. Brodawki pękają, krwawią i bolą tak okrutnie, że trudno powstrzymać się od grymasów czy zgrzytania zębami (a tu trzeba być zrelaksowanym przy karmieniu, nie?). Mój sposób: smarowałam kremem od samego porodu. Nie czekałam, aż będą nieznośnie boleć, tylko od razu. No i zaciskałam zęby i karmiłam. Ponoć to właśnie karmienie przyspiesza gojenie i błędem byłoby odpuszczenie. Potem robią się nadwrażliwe, ale już nie bolą jak przy karmieniu.


Jadłowstręt i inne dziwactwa jedzeniowe


Jadłowstręt miałam za pierwszym razem. Co prawda jadłam w szpitalu, ale musiałam się zmuszać. Potem w domu miałam wiecznie uczucie pełności i przesytu, chociaż nie jadłam całymi godzinami. Czasem dopiero w południe jogurt i wieczorem... też jogurt. I tylko jeden rodzaj jogurtów jadłam, bo inne mi nie pasowały. Przełamywałam się, bo inaczej poszłyby mi włosy, zęby, paznokcie i cera. Ale było to bardzo ciężkie. Teraz mam inną sytuację: po karmieniu piję i jem słodkie, bo brakuje mi cukru, a potem zasycona kawałkiem ciasta nie jem pół dnia. Ostatnio musiałam się nawet sama opamiętać z takim głupim jedzeniem.

Dodatkowo teraz zmagam się z innym dziwactwem. Mam uczucie, że mam na coś ochotę. Taką potworną, że aż swędzi. Ale nie wiem, na co. Jakbym potrzebowała jakiegoś składnika, ale nie potrafię zgadnąć jakiego. Nawet nie wiem, czy chodzi o coś do picia czy jedzenia. Czasem strzelam - każę eR. kupić to czy tamto, w naszej lodówce jest wszystko, co lubię, ale to nie to. Tak dziwne, a jednocześnie okrutne uczucie. Nie polecam. Można zwariować.


Hormonalna huśtawka


A mówiąc o wariacjach, hormony znów dadzą ci w kość. Dopiero, co przyzwyczaiłaś się do nich (a raczej twój organizm), teraz znów nastąpią zmiany. Ich poziom będzie chciał wrócić do tego sprzed ciąży. Ale po drodze znów nabałaganią i wraz z w/w dolegliwościami dadzą mieszankę wybuchową. Możesz być chodzącą bombą, albo kupką nerwów, która nie przestaje płakać. Tak czy owak, możesz się zachowywać dziwnie. Oczywiście sama będziesz to tłumaczyła zmęczeniem, ale inni będą to widzieć inaczej.

Może się też zdarzyć (80% kobiet po porodzie tak ma, więc jest wysokie prawdopodobieństwo, że trafi na ciebie), że dotknie cię stan zwany baby blues. Kiedy smutki zaglądają ci w oczy bardzo często, każde niepowodzenie, płacz malucha, codzienne obowiązki, fakt, że teraz twoje życie stanęło na głowie (mimo, ze się nastawiałaś się na zmiany)... To wszystko potrafi sprawić, że byle słowo potrafi doprowadzić cię do histerycznego wręcz płaczu. Taki stan wywołują hormony, więc jest to sytuacja normalna. Wszystko zależy ile trwa taki stan (baby blues trwa kilka tygodni) i czy się nasila, czy słabnie. Jeśli się przedłuża i nasila - to znak, że być może to nie jest stan przejściowy, a depresja poporodowa i wówczas trzeba się będzie skonsultować z lekarzem.


Sikanie i tak dalej...


Wszędzie przeczytasz, że do 6 h po porodzie powinnaś się wysikać. Grubsze sprawy mają trochę więcej czasu - całą dobę. Czasem jednak ten czas się wydłuża, bo przed porodem organizm kobiety sam próbuje oczyścić sobie jelita organizując coś jak biegunkę na kilka dni przed. Stąd nawet przez 3 doby możesz nie odczuwać potrzeby opróżniania. A kobiety raczej nie zmuszają się do tego jakoś specjalnie, bo nieopodal znajduje się żywa rana. Nawet jeśli obyło się bez szycia (nie było pęknięcia ani nacinania), to jednak wystarczająco wiele się w tych okolicach wydarzyło, by traktować to miejsce jako szczególne wrażliwe.

Ta wrażliwość to nie tylko powierzchowna sprawa. Mięśnie tamtych rejonów (Koegla) są nadwyrężone (nawet jeśli ćwiczyłaś je w ciąży, poród na pewno dał im popalić) i trzeba im dać czas, by wróciły do siebie. Warto je wzmacniać ćwiczeniami. Ale zanim wszystko wróci do normy, może ci się zdarzyć, że popuścisz. To normalne, ale też krępujące, więc... można się niemile zaskoczyć, kiedy ci się kichnie.


Połóg nie jest seksowny


Po przyjściu ze szpitala masz wrażenie, że jesteś chodzący "a-seks". Nie tylko wydaje ci się, że wciąż wyglądasz, jakbyś dopiero co zeszła z porodówki, ale też tak się czujesz. Niestety mąż czy partner - by ci udowodnić, że dla niego wciąż jesteś seksbombą - musi poczekać na namiętności do końca połogu. A i czasem nawet dłużej, jeśli kobieta nadal nie czuje, że "doszła do siebie". Nie wspominam już o ochocie. Nie wszystkie kobiety chcą się kochać po zakończeniu połogu, zbyt zajęte myślami o dziecku. Z drugiej strony wiem, że są i takie, dla których ten okres wlókł się w nieskończoność i nie mogły się doczekać, kiedy "będzie już można".



A może o czymś zapomniałam? Może Wy macie jakieś swoje przeżycia związane z połogiem, które Was zaskoczyły? Może nawet pozytywnie?







sobota, 19 marca 2016

Ciężarna to też kobieta

19 marca 2016 r.,
Sobota

 

 

Ciężarna też kobieta



No przecież!, chciałoby się zakrzyknąć. Bo to takie oczywiste. No, pod warunkiem, że nie jesteś ciężarną. 
Tak, właśnie tak. A to dlatego, że wszyscy - prócz kobiet ciężarnych - zgodnie stwierdzą, że nie ma bardziej kobiecego stanu, niż stan błogosławiony. Dlatego ten wpis szczególnie dedykowany jest kobietom w ciąży. 

Oczami ciężarnej


Jesteś w ciąży. Wszyscy aż się rozpływają nad gratulacjami, tylko ty jedna nie uważasz, że gratulacje to jest to, czego ci trzeba: wciąż wymiotujesz i masz mdłości. I masz dość, rzecz jasna. 
Na kolejnych etapach spotykasz ludzi, którzy z uśmiechem próbują pomacać ci brzuch. I znów gratulują. Ale ty wiesz, że szalejące hormony sieją spustoszenie w twoim organizmie: psuje się cera, masz zgagę i zachcianki... nie wspominam już nawet o wahaniach nastroju. 
Brzuszek rośnie, więc wszyscy jeszcze bardziej się rozczulają na twój widok. Sama czasem mam wrażenie, że przypomina to bardziej użalanie się nade mną. Tak czy siak, ty wiesz, że poza brzuchem, masz problemy z trawieniem, kręgosłupem, ubieraniem i w ogóle z dbaniem o higienę w takim stopniu, jak to było dotychczas.

(tutaj możesz poczytać, czego jeszcze nie można polubić w ciąży)

No i ta waga, która rośnie. Jeśli nie od początku, to od drugiego trymestru zaczyna dość szybko piąć się w górę. Tracisz nad nią kontrolę. Bo jeśli odżywiasz się racjonalnie i zdrowo, potrafisz nad nią zapanować w normalnych warunkach. Ale czas ciąży nie ma nic wspólnego z tym, co było przed nim i mimo zbilansowanej diety, waga rośnie uparcie. Można się poczuć przynajmniej niepewnie, jeśli dotychczas był to temat dość delikatny i ważny dla ciebie. A kiedy brzuch rośnie, oglądając się w lustrze można mieć wrażenie, że kobiece kształty utonęły w przypływie masy ciała. Głównie w okolicy brzucha i pupy.

Do tego dochodzą realne wątpliwości, czy sprostasz wyzwaniu, pt. dziecko, czy nie będzie przyczyną poważnej próby dla związku? A może zastanawiasz się jak bardzo zmieni się twoje życie? Czy będziesz dobrą matką? Czy mąż będzie wsparciem, czy raczej będzie uciekał od obowiązków?
 
Masz też obawy o to, jak przebiegnie ciąża, czy nie będzie problemów, czy dziecko będzie się dobrze rozwijało i urodzi się zdrowe? A poród? To jedna wielka niewiadoma. Za każdym razem, więc w tym miejscu też czeka cię stres. 

Wątpliwości się piętrzą. W nocy masz napady lęków, męczą cię koszmary... Początkowo absurdalne, a z biegiem czasu bardzo realne, jeszcze bardziej nakręcają twój niepokój. I kółko się zamyka. 

Kiedy zbierzemy sobie do kupy to wszystko, nagle okazuje się, że w ciążowej głowie trwa nieustanna zawierucha myśli, obaw czy pytań. 

I na to wszystko pojawia się mąż i namawia cię na seks.
Myślisz: No, ręce i piersi opadają.

Wszystko w naszej głowie a jednocześnie poza nią.


To nasza, błogosławiona, głowa próbuje pomieścić te trudne myśli, obawy i pytania. I jeszcze usilnie stara się na nie odpowiedzieć, chociaż wie, że nie może na nie odpowiedzieć. Więcej: nikt nie jest w stanie uspokoić cię, dając gotowe i pewne odpowiedzi.

Jeśli wydaje ci się, że wieloma kwestiami się nie przejmujesz, to wierz mi - robi to twoja głowa. Podświadomie. I przekonasz się o tym dopiero, kiedy minie stres z mini związany. Wiele obaw ujawniają nasze sny. Mnie w pewien sposób uświadomiły, czego się podświadomie boję. 

Sposoby na ciążowe lęki.


Niestety lęków ciążowych nie wygasimy prostą tabletką ziołową czy melisą. Żadna z opcji nie jest raczej niepolecana w ciąży. Co można?

1. Najprostszym sposobem jest wypicie gorącego kakaa lub mleka tuż przed snem. Pozwoli nam głębiej zasnąć. Często zapobiega pojawianiu się snu w ogóle. A im wyżej w ciąży, tym trudniej o głęboki sen. Możesz pokusić się też o mały kawałeczek makowca. Ale nie codziennie, oczywiście.
2. Prysznic, bo kąpiel nie jest polecana. Weź długi ciepły, ale nie gorący prysznic. Może peeling i relaksujący masaż? 
3. A propos masażu: sam w sobie pomoże ci się rozluźnić. Trzeba tylko przekonać męża, by zrobił delikatny, ale długi masaż okolic kręgosłupa, karku, barków i odcinka lędźwiowego.
4. Kilka długich oddechów także może zdziałać cuda. Tylko nie takich zwyczajnych. Połóż się na wznak na plecach (to nie potrwa długo) ale nie na płasko, kiedy jesteś w ciąży. Zamknij oczy i rozluźnij się, a ręce ułóż wzdłuż ciała. Weź długi oddech - powoli, tak, byś miała wrażenie, że "napompowujesz" powolutku powietrzem wszystkie części ciała. Potem również bardzo powoli wypuszczaj powietrze przez usta w taki sposób, jakbyś trzymając za "ogonek" balonika powolutku upuszczała z niego powietrze. Do końca, aż poczujesz, że nie ma w tobie w ogóle powietrze. I znów nabierz powolutku powietrze nosem i tak dalej. W sumie 3-4 oddechy. Kiedy robisz je codziennie, w pewnym momencie zasypiasz przy drugim oddechu :)
5. Rozluźniający seks. O tak, może pomóc. O ile dobrze wam w łóżku w tym czasie. Seks jest drażliwym tematem dla wielu par spodziewających się dziecka. O tym jednak za moment.

Kochać się czy nie kochać? Seks a poczucie własnej wartości


Oczywiście, że tak. Jeśli obawiacie się o dziecko, to ... nie obawiajcie się, tylko korzystajcie, że nie musicie martwić się antykoncepcją, a kobieta - dzięki dobremu ukrwieniu macicy w tym czasie - będzie miała na to większą chęć. O ile, rzecz jasna, nie ma przeciwwskazań medycznych, i korzystacie z komfortowych i bezpiecznych pozycji.

Warunkiem udanego seksu jest poczucie własnej atrakcyjności. Jeśli na tym polu coś nie gra, to nie pociągniesz na udawaniu za długo. Hormony już się o to postarają i ostatecznie wszystko wyjdzie na jaw. Podobno robiono badania udowadniające, że w ciąży wzrasta poczucie własnej wartości. No nie wiem. Może w drugim trymestrze jest coś lepiej, ale na pewno nie w pierwszym czy trzecim. Wtedy na pewno jest dokładnie odwrotnie.

A tu brzuch rośnie, kobieta w ogóle robi się pełniejsza w kształcie... bardziej opływowa. A przy tym mniej zwinna, mniej gibka i po prostu mniej sprawna. Jeśli jeszcze teraz musicie zmienić przyzwyczajenia i przestawić się na bardziej lub całkiem stacjonarny seks - wzrasta również poczucie winy. Bo w końcu to przez ciebie takie a nie inne zmiany trzeba było wprowadzić.

Oczywiście mąż może mieć obawy, że dziecko, że brzuch, że coś się stanie... i nie będzie czerpał przyjemności nawet kiedy wytłumaczysz mu, że już od dawna potwierdzono licznymi badaniami, że dziecku nic nie będzie. Więcej: on wcale nie musi ci o tym powiedzieć. Po prostu nie będzie o ten seks tak zabiegał. 

I co ty wówczas myślisz? Nie podobam mu się już, bo taka grupa, nieporadna jestem..., albo na pewno nie lubi teraz ze mną się kochać, bo seks nie jest interesujący, wciąż te same pozycje... I te niedomówienia mogą doprowadzić do naprawdę przykrej sytuacji, którą bardzo trudno będzie odkręcić. 

Jednak pocieszające jest to, że wielu mężczyznom naga ciężarna wydaje się cudowna i piękna. Pełna. Dosłownie i w przenośni. I tak jest. Tylko nasze, kobiece oko, przyzwyczajone do tego wychudzonego kanonu piękna, które obowiązuje obecnie w świecie, nie potrafi tego dojrzeć.

Mężczyzno! Działaj!


Tutaj mały-duży apel do mężów, partnerów, narzeczonych itd. Rozmawiajcie! W ciąży trzeba jeszcze więcej rozmawiać. Zbyt wiele was czeka, zbyt wiele niewiadomego, którego nie da się do końca przewidzieć; zbyt wiele rzeczy, które się zmienia w czasie ciąży i zmieni po niej. Zbyt wiele też zmienia się w waszym związku - tym bardziej trzeba o tym rozmawiać. 
Poza tym, powtarzaj swojej błogosławionej kobiecie, jak bardzo jest atrakcyjna w tym stanie. Jeśli z jakiejś przyczyny nie chcesz teraz tak często się kochać, pogadajcie o tym. Ona to zawsze weźmie do siebie. Staraj się wspierać ją w tych zmianach. Tu nie chodzi tylko o to, by mówić jej, że sobie poradzicie. Tu chodzi o to, by na co dzień częściej mówić, jaka jest piękna, jak bajecznie wygląda w tej sukience z tym brzuszkiem i jakie pyszne zrobiła śniadanie, więc maleństwo będzie chętnie jadło. 

W ciąży nic nie jest na pewno. Nic nie jest oczywiste. I nic nie jest takie samo, jak było. Ty też powinieneś pokazać, że to widzisz i reagować, wciąż utwierdzając swoją kobietę w tym, jaka jest piękna, ważna i kochana. Kochana przede wszystkim.

Jak kobieta nie może przekonać kobiety


Nawet nie myślę o tym, by apelować i tłumaczyć coś samym kobietom. To nie działa, wiem o tym, bo na mnie też by nie działało. Kobietę może przekonać tylko jej mężczyzna. Ewentualnie jej dziecko/dzieci. Dlatego jeśli już zaczynasz dostrzegać symptomy poczucia nieatrakcyjnej, niekochanej, pełnej wątpliwości, których nikt nie może rozwiać, wymuś na mężu czy partnerze rozmowę. Uświadom mu, jakie to ważne i jak bardzo tego potrzebujesz. Być może on też tego potrzebuje, ale o tym nie wie lub ukrywa to przed tobą. A może zamyka się ze swoimi wątpliwościami? Tylko rozmowa może pomóc. Ty musisz mieć poczucie wsparcia z jego strony. I to bardzo widoczne: w końcu to ty będziesz nosić dziecko pod sercem i będziesz rodzić. Poczucie osamotnienia w tym ogromnym wyzwaniu może zrujnować nie tylko twoje poczucie własnej wartości, ale także twoją psychikę i doprowadzić do jakiejś nerwicy. A przecież dziecko się urodzi! Czyż to nie wspaniałe? Tym faktem można się ucieszyć, jeśli tylko masz poczucie, że możesz się na kimś oprzeć (nawet jeśli już masz te 10 kg do przodu) bez obawy, że się złamie.


A Wy co sądzicie o poczuciu własnej atrakcyjności, własnej wartości u kobiet w ciąży? Czy u Was był ten problem? A może macie jakiś swój patent na to, jak poczuć się lepiej we własnym (niewłasnym, bo przecież tak zmienionym diametralnie) ciele? Chętnie się dowiem :)






środa, 20 stycznia 2016

nr 7, 29 września




29 września 2015 r.
Wtorek

Ciąża: 12 tydzień, 7 dzień
Waga: Zapewne koło 56 kg.
Pogoda: Bez zmian - ładnie, jesiennie, jak z pocztówki.



9:16

Nieoczekiwanie pojawiły się nowe okoliczności... 
N., moja przyjaciółka od LO, mieszkająca teraz w Krakowie urodziła teraz drugie dziecko. Miała naprawdę dużo szczęścia: tyle różnych podejrzeń,a urodziła zdrowe dzieci! Drugi raz na Ujastku, gdzie miała rewelacyjną lekarkę, która naprawdę zna się na tym, co robi. Otóż N. była wczoraj u niej  na kontroli i za moją wiedzą i zgodą podpytała ją o ten przypadek zaśniadu, ale w kontekście mojej sytuacji... Lekarka była zszokowana i wręcz oburzona zachowaniem tutejszych lekarzy. Tutaj, znaczy w klinice - to jest szpital uniwersytecki UJ. 
Wyjaśniła jej to (lekarka, nie klinika, rzecz jasna), czego mnie też do końca nie wyjaśniono. Ten cały zaśniad to jest nowotwór. To nie tak, że te komórki zmienią się w komórki rakowe ale nimi ! Pytanie tylko, czy jest złośliwy. A b. często jest. 
Problem w tym, że tutaj wciąż mi mówią o amniopunkcji. Tymczasem lekarka N. powiedziała, że amniopunkcja bada kariotyp dziecka, jego zestaw genów. A zaśniad to kwestia łożyska. To zupełnie coś innego! Przy zaśniadzie kariotyp dziecka może być dobry, a łożysko może być jedną bombą zegarowa. I ten rodzaj nowotworu bardzo szybko się rozwija. Może się okazać, że amniopunkcja nie wykaże nieprawidłowości, a jednak to będzie zaśniad. Dlatego potrzebne jest inne badanie. Też inwazyjne. Robią je w Warszawie do trzynastym tygodniu ciąży, a ja teraz jestem w trzynastym tygodniu! Mam kilka dni! 

Ta lekarka obiecała się wywiedzieć, gdzie jeszcze można zrobić to badanie i w ogóle szczegóły...

04: 10

Nie śpię. Nie mogę. Umieram z nerwów.
Wieczorem z płaczem dzwoniłam do eR. i mamy. Są przestraszeni, bo doskonale wiedzą, że na tym oddziale można się zawieść. A raczej na tych lekarzach.

Mama zaraz wydzwoniła P. (wujka), który też potem do mnie dzwonił.
Kiedy wyjaśniłam powód, dla którego skoczyło mi ciśnienie, mówiąc delikatnie, powiedział, że będzie dzwonił do lekarki tam pracującej (a będącej jednocześnie jego pacjentką) i do kolegi, który tam jest - na tym konkretnym oddziale, na Ginekologii. Fart. Przyjedzie też, by osobiście dowiedzieć się czegoś.
- Niestety podejście marketingowe kliniki jest na tragicznym poziomie - mówił. - Nie informują pacjentów, mają pretensje, kiedy pacjent coś chce lub kiedy przybierają pasywną postawę w dziwnym oczekiwaniu, nie robiąc niczego... Te oddziały nie mają dobrej opinii... Chociaż jest tam kilku ludzi, którym można zaufać i jak tylko się od nich czegoś dowiem, dam ci znać.
- Dziękuję...

Serce mi łupie w piersi. Oczy mam czerwone i obolałe od ocierania łez. Ani film, ani książka dziś mi nie pomogą. Nie mogę oderwać myśli od tego, co może się stać... że wszystko można tak łatwo zaprzepaścić, mijając się z terminem! To kwestia czasu, którego nie mam! Pierwszy raz poczułam oddech przeznaczenia na szyi. Zimny, oślizły i śmierdzący. Trzęsę się wciąż ze strachu. Z bezbronności. Mam poczucie zakleszczenia, jak w pułapce. Nie mogę nic zrobić!


Bądź na bieżąco

Design by | SweetElectric