Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mity. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mity. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 27 września 2016

Ustawa antyaborcyjna – 4 kłamstwa

 

Ustawa antyaborcyjna – 4 kłamstwa





Nie oczekujcie, że będę jak Wellman. Nie będzie wywlekania na wierzch spraw, które dotyczą mnie i mojej macicy. Jakby kto był ciekawy - obie mamy się dobrze.


Już czytałam, jak to pewnainternautka rozprawiła się nowelizacją ustawyantyaborcyjnej. Otóż najwidoczniej coś jej umknęło. To nie tak, że podpisuję się pod ustawą obiema rękami, nie. Mam swoje zarzuty. Ale nie znoszę ignorancji, hipokryzji i powtarzania wypowiedzi pseudointeligentów, chociaż na temat nie wie się nic. A od kilku dni mam wrażenie, że internety oszalały: wszyscy przekrzykują się, cytują tych mondrych i cieszą się, że pokazali faka.


Bardzo irytujący jest fakt, że z tych ludzi bardzo niewielu czytało ten projekt (wraz z uzasadnieniem). To od razu widać po ich wypowiedziach. Mało kto staje w obronie ustawy, bo od razu wszyscy rzucają się na niego, zanim dokończy zdanie a później zadowoleni, z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku obywatelskiego lajkują udostępniane masowo selfiki w czerni „ważnych osobistości show biznesu”. Żal dupę ściska.


Ale to moje zdanie, wy możecie mieć swoje, oczywiście.





Propaganda działa jak dobrze naoliwiona maszyna, bo do ludzi idzie przekaz jednostronny, jednowymiarowy: kobieta będzie oskarżana, a może nawet karana za poronienia, nie będzie mogła zrobić dokładnych badań dziecku (i tym samym dowiedzieć się o jego niepełnosprawności), nie będzie mogła dokonać aborcji w przypadku gwałtu (do 12 tyg. ciąży) czy zagrożenia swojego życia (niezależnie o wieku płodu). Wszystko to sprawia wrażenie, że politycy (i grupa porąbanych świrów z Ordo Iuris) jedno, a cała Polska - drugie.

A to przecież nieprawda! Jest naprawdę wielu, którzy cieszą się, że ta ustawa weszła. Ale jest też paru takich, którzy częściowo są za, a częściowo nie. I do takich należę ja. Dziwne, co?

Już raz pisałam o tym. Jestem osobą wierzącą. Więcej: Kościół mi nie przeszkadza, tak jak przeszkadza wielu.
Grunt, że w myśl mojej wiary, a także religii (podkreślam tę kolejność!), życie zaczyna się w momencie poczęcia. Nie ma momentu znanego lekarzom, który można byłoby nazwać "początkiem życia". Rozwój płodu jest tak dynamiczny, że nie sposób w jego trakcie nagle powiedzieć "o, to chyba tutaj". Czyli o zarodku, o płodzie mówię "mały człowiek". A ja nie jestem mordercą. Dla mnie aborcja to zabójstwo. Aborcji mówię NIE. Piszę o tym po raz drugi, bo chcę, by to było jasne dla moich Czytelników.

Czyli powinna mnie radować myśl, że od uchwalenia ustawy dzieci w łonie matek będą spały spokojnie. Niekoniecznie. To znaczy: niekoniecznie te dzieci będą spały spokojnie...

Bardzo fajnie, że nasze państwo nie idzie z "duchem UE", nie traktując aborcji jako środka antykoncepcji. Ale moje stanowisko w kwestii trzech wyjątków nie jest zbieżne z tą nową ustawą. Państwo chroni obywateli przed głupotą, nie pozwalając na powszechną aborcję, ale nie powinno za nich decydować. O moralności ludzi powinni decydować... oni sami. Bo jeśli ja znalazłabym się w sytuacji podlegającej któremuś z trzech wyjątków, chciałabym sama móc zadecydować. I mogę zdecydować, że nie dokonam zabiegu. Ale ktoś inny może zadecydować inaczej. To są   n a p r a w d ę   trudne sytuacje. I póki się ktoś sam w którejś nie znalazł, nie ma nawet mglistego pojęcia, jak to jest.

Jednak bezrefleksyjne powtarzanie za kimś haseł tylko oddala wszystkich od prawdy, do której te osoby rzekomo dążą. Mówię tu czterech kłamstwach, z którymi się rozprawię.


Kłamstwo 1#

Badania prenatalne będą zakazane.



To, że usunięto zapis o nich, a w uzasadnieniu napisano, że przestaną mieć uzasadnienie, świadczy jedynie o logice. To ustawa antyaborcyjna i w odniesieniu do niej (a co za tym idzie, do aborcji), badania prenatalne nie będą już przydatne. Kiedyś uznawano za dowód w sprawie zakwalifikowania danego przypadku do tych trzech wyjątków. Teraz, kiedy ich już nie ma – badanie prenatalne jest niepotrzebne, prawda?

Pamiętajmy, że badanie to pomaga wychwycić wcześnie wady płodu, a co za tym idzie podjąć leczenie. Można popytać u ginekologów. Podczas pierwszej ciąży były przesłanki, że dziecko może mieć wadę serca. Badanie prenatalne II trymestru sprawdza działanie narządów dziecka. Jeśli coś byłoby nie w porządku, a dziecko zaraz po porodzie kwalifikowałoby się na operację – już w ciąży jestem na to gotowa. Umawiam się z kardiochirurgiem, zaklepuję termin (często odległy, więc wczesna informacja bywa zbawienna) i dziecko od razu może być wyleczone. A to tylko jeden przykład.

Samo w sobie badanie nie jest zabronione:
„Niezależnie od powyższego dostęp badań prenatalnych gwarantowany jest ustawodawstwem regulującym dostęp do świadczeń medycznych, a zamieszczenie tych norm w Ustawie stanowiło zbędne superfluum”.

Uwaga! Jakby ktoś nie wiedział (a zdarza się), najpowszechniejsze badania prenatalne są nieinwazyjne. To znaczy, że nie zagrażają dziecku, bo to tak naprawdę bardziej szczegółowe USG. Co do inwazyjnych – odpowiedź poniżej.


Kłamstwo 2#

Teraz w przypadku zagrożenia życia ciężarnej, nie będzie można jej leczyć.



To jest nielogiczne. Bo dziecko bez matki nie przeżyje. Także i ustawa nie przewiduje konieczności podejmowania ryzyka nieleczenia matki. Wszystkie możliwe sposoby ratowania życia matki są możliwe. Nawet, jeśli przez to poroni. Tak, tu mamy do czynienia z „konfliktem” równorzędnych praw: prawo do życia dziecka nienarodzonego i prawo do życia jego matki. To nie tak, ze nowelizacja stawia któreś prawo wyżej (to wbrew Konstytucji), ale zwraca uwagę, że tutaj ważna jest celowość zabiegów medycznych: mają ratować zdrowie i życie matki. Zabronione jest jednak stosowanie pewnych zabiegów w celach profilaktycznych. Czyli: jeśli istnieją poważne przesłanki, że należy przeprowadzić badanie inwazyjne (jak to było w moim wypadku z zaśniadem), należy je przeprowadzić, a nie czekać czy kobieta nie kopnie w kalendarz.
A to oznacza, że jeśli nastąpiło poronienie w wyniku działań ratujących kobietę – nie ma mowy o żadnym karaniu!


Kłamstwo 3#

Kobieta poroni, a już do domu zapuka prokurator i policjant. A kobieta zamiast przeżyć w spokoju żałobę po dziecku, będzie torturowana psychicznie bezpodstawnymi podejrzeniami.



Kolejna bzdura. A raczej powiedziałabym, że naprawdę przerysowane spojrzenie na to, co akurat tutaj jest naprawdę istotne. Art. 152 § 2 rzeczywiście mówi o tym, że za nieumyślne spowodowanie śmierci dziecka przewiduje się karę do 3 lat więzienia. Ale dalej przeczytamy, że „nie podlega karze matka dziecka poczętego, która dopuszcza się czynu określonego w § 2”, czyli poroni, stanie się to nie z jej winy. Nawet jak będzie jeździła na rowerze, czy potknie się i upadnie. Podkreślę to: kobieta nie jest winna w przypadku poronienia (nie mówimy o aborcji, czyli celowych zabiegach mających na celu zabicie tego dziecka).


Kłamstwo 4#

Teraz to dzieci w okresie okołoporodowym będą umierać na potęgę, bo nie będzie można diagnozować poważnych schorzeń.



Cofamy się zatem do uzasadnienia, że badania prenatalne nie będą zakazane. I te nieinwazyjne i te inwazyjne, jeśli ich przeprowadzenie będzie miało na celu diagnozę naprawdę poważnego schorzenia zagrażającego życiu kobiety.
Sama jestem przykładem, że nawet wcześniej, kiedy obowiązywała antyaborcyjna ustawa „kompromisowa”, lekarze nie ryzykowali przeprowadzenia inwazyjnych badań prewencyjnie, ot tak. A podejrzenia o zaśniad to bardzo poważna sprawa. Nie tylko chodzi o dziecko, a głównie o kobietę. Bardzo często czekali się do samego końca i przeprowadzali je w ostateczności.




Piszę o tych kłamstwach, bo powtarzanie ich za ludźmi, którzy najczęściej nie sięgnęli do źródła lub przeczytali bardzo pobieżnie wprowadza zamęt.

Ale żeby było jasne, powtórzę to po raz enty: Jestem za tym, by w ustawie były jednak dopisane te trzy wyjątki, chociaż głęboko wierzę, że Bóg dałby mi siłę, by nie dokonać zabiegu. Każdy jednak ma prawo wybrać, kiedy ma do czynienia z niewyobrażalnie trudną sytuacją.


piątek, 17 czerwca 2016

Słowo, które mrozi krew w żyłach: kolka niemowlęca (nowe spojrzenie)


Słowo, które mrozi krew w żyłach: kolki.



Masz dziecko? Jeśli tak, to na dźwięk słowa „kolka” dreszcz przebiega ci po plecach. Niektórzy to nawet bogobojnie żegnają się, jakby odprawiali jakiś egzorcyzm. Ludzie generalnie wiedzą, co to znaczy, że dziecko ma kolki i co stoi za ty terminem: rozdzierający płacz-krzyk, którego nie da się ukoić niczym i świadomość, że kolka wywołuje w dziecku ból, bo napina się i kopie nóżkami, jakby chciało „wykopać” ból. 

 

środa, 6 kwietnia 2016

Mity dotyczące porodu



Ponieważ na 10 kwietnia przypada termin mojego porodu, oznacza to, że rodzić mogę już naprawdę w każdej chwili. Co prawda ostatnie badanie lekarskie wskazywałoby, że mam jeszcze chwilę czasu a dziecku na razie cały czas wygodnie w brzuchu (nie przeszkadza mu to jednak rozpychać się w nim na wszystkie strony, niejednokrotnie bardzo boleśnie)... Wiemy jednak, że pod koniec ciąży wszystko może się zdarzyć. 


11 mitów dotyczących porodu



Mit 1. Wody odejdą jednym wielkim pluskiem, tworząc kałużę. 

 

Niestety wody płodowe nie odchodzą tak spektakularnie, jak się tego spodziewamy (i jak to obserwujemy na filmach). Prędzej będzie to wyglądać, jakbyś się posikała: nie dasz rady tego ukryć, ale nie ma ich aż tyle, by zalać cię po kostki. 

Mnie się to przydarzyło w  nocy. Poczułam takie "pyknięcie" i już wiedziałam, że muszę lecieć do toalety. Wszystko na automacie, jakbym wiedziała jak postąpić, chociaż nie wiedziałam. 

Mit 2. Kiedy wody odejdą, leć do szpitala na złamanie karku.

 

Absolutnie nie musisz. Odejście wód nie świadczy o tym, że za moment przyjdą skurcze. Mogą, ale nie muszą. Póki nic się nie dzieje, położne twierdzą, że można kilka godzin przeczekać w wannie (pamiętaj jednak o zachowaniu ciągłej higieny - dziecko już nie jest chronione przed infekcjami). A to dlatego, że wody bardzo, bardzo rzadko wyleją się "do sucha". Najczęściej odchodzi ich część, ponieważ główka przytyka kanał rodny, zapobiegając całkowitemu wylaniu się wód. Ale wystarczy twój gwałtowny ruch czy dziecka i znów następuje ich wypłynięcie - jakby całkowicie niekontrolowane popuszczanie moczu w większej ilości. Coś okropnego. A w szpitalu nie mogą ci podać niczego przed upłynięciem 12 h, bo mają obowiązek czekać, aż organizm sam sobie przypomni, że pozbył się wód i chyba pora na rodzenie. Jeśli jednak akcja porodowa się nie zacznie, po tym czasie podają kroplówkę z oksytocyną (hormonem, który pobudza do skurczy).

Mit 3. Twój poród będzie taki, jaki miała twoja mama.


Raczej nie. Chociaż kształt miednicy możesz odziedziczyć po niej, co może mieć wpływ na przebieg porodu, ale nie za duży. Raczej wychodzi się z założenia, że poród zależy od samej kobiety. Tak jak i przebieg ciąży. Nawet jeśli nasłuchałaś się opowieści, jak to jest, trudno orzec czy i w jakim stopniu będzie twój poród będzie przypominał ten twojej mamy.

Mit 4. Rodzenie bez lekarza to ryzyko.


Hm. Czasem lepiej, by go nie było. Z tego, co się nie raz słyszy.
Ale raczej bałabym się rodzić bez doświadczonej położnej niż bez lekarza. Oczywiście, że lekarz podejmuje strategiczne decyzje podczas porodu, ale położna jest z tobą cały czas, widzi jak rozwijała się cała akcja porodowa. A wcześniej przeglądała twoje wyniki. Ona informuje lekarza jaka jest sytuacja i tak naprawdę to ona odbiera poród, daje wskazówki jak oddychać, co robić. Lekarz niejednokrotnie nie odezwie się ani słowem - jest po prostu obserwatorem.

Mit 5. Drugi poród będzie łatwiejszy i szybszy.


Byłoby fajnie. Niestety nie ma żadnych badań, które by to potwierdzały. W moim otoczeniu wiele kobiet rzeczywiście drugi poród miało - ogólnie rzecz biorąc - lepszy od pierwszego. Jedno jest pewne: są małe szanse, że będzie taki sam, jak pierwszy. Tak jak każda ciąża jest inna, tak i poród także. Wiele do powiedzenia w tym temacie ma kondycja ciężarnej (jej wiek) i samego dziecka (także jak długa była przerwa pomiędzy porodami), a także wiele innych czynników. Istnieje jednak duże prawdopodobieństwo, że będzie szybszy.

Mit 6. Od razu poczujesz bliską więź z dzieckiem.


Niekoniecznie. Może się okazać, że będziesz tak zmęczona, a hormony zaczną buzować na nowo i bardzo gwałtownie, że nie będziesz zachwycona dzieckiem ani z nim związana. Mimo, że przecież nosiłaś go 9 miesięcy pod sercem, mówiłaś czule do niego i byłaś przekonana, że od razu po porodzie się w nim zakochasz. Wiele czynności będziesz wykonywać z obowiązku i złapiesz baby blues. To minie. Ale trzeba się mieć na baczności i obserwować, czy stan się nie przedłuża. Depresja poporodowa może się okazać niebezpieczna.

Mit 7. Poród to pojedyncze wydarzenie.


A guzik. To proces. I to złożony, na którego składa się kilka etapów. To, że czasem jest bardzo szybki, nie znaczy, że jakiś etap został pominięty. Czasem jest tak, że etapy będą się wlekły niemiłosiernie przez kilkanaście godzin. Ale czasem kobieta nawet nie wie, że jakiś etap porodu się rozpoczął i w szpitalu ląduje w zasadzie na finiszu, w ostatnim wręcz momencie. Wynika to z tego, że nie zawsze wiadomo, iż poród się rozpoczął. To, jak się zacznie i jak przebiegnie poród zawsze zależy od wielu czynników. Raczej rzadko zdarza się to, co na filmach - kobieta wstaje i zdecydowanym tonem mówi do męża: "Już czas!".

Mit 8. Poród zawsze jest bardzo bolesny.


Nie. To znaczy może być naprawdę przykry i przej*** bolesny. Ale też wcale nie musi. Są kobiety, które twierdzą, że wolą rodzić niż chodzić do dentysty. I ja im wierzę. Oczywiście, że lepiej nastawić się na wysiłek, bo taka wersja jest bardziej prawdopodobna. I zmniejsza ryzyko traumy. Wiele kobiet mi znanych twierdziło, że poród to kolejne zadanie, tylko trudniejsze. I jakoś umykało im myślenie o bólu. Mówiły: "Wolę o tym nie myśleć". I wszystko fajnie, tylko ból je po prostu zaskoczył. I długo nie mogły myśleć o kolejnym dziecku, tłumacząc tym właśnie, że nie spodziewały się takiego bólu. Ale czasami właśnie brak bólu może nas zaskoczyć i zdążenie do szpitala może się okazać wyzwaniem.

Mit 9. Istnieje większe prawdopodobieństwo, że urodzisz po terminie niż przed nim.


Szanse są 50/50. Lekarz wyznacza termin na podstawie matematycznego wyliczenia zwanego regułą Neagelego, która zakłada, że ciąża trwa 280 dni (odliczając od pierwszego dnia ostatniej miesiączki), 40 tygodni, czyli 10 miesięcy księżycowych. I wszystko by się zgadzało, gdyby każda kobieta miała superregularne cykle trwające 28 dni z owulacją dokładnie w dniu 14. Skoro jednak takie sytuacje zdarzają się rzadko, tak samo rzadko mamy do czynienia z rodzeniem w terminie (5%). Wzór wygląda tak: termin = pierwszy dzień ostatniej miesiączki + 7dni – 3 miesiące + 1 rok. To oznacza, że urodzenie nawet 2 tygodnie przed wyznaczonym terminem (lub po) to rodzenie w terminie. Jednak istnieje przekonanie, że póki nie nadszedł Ten Dzień, możesz być w miarę spokojna, jeździć na zakupy, zajmować się domem... Wszyscy i tak stwierdzą: "A, no jeszcze masz te kilka dni do terminu". Jednak już każdy dzień po musi się wiązać z siedzeniem na tyłku w domu. I pomyśleć, że wszyscy doskonale wiedzą, że przecież termin to naprawdę "z grubsza" określenie czasu porodu.


Mit 10. Poród naturalny nie jest możliwy po cesarskim cięciu.


Według badań w ponad 50% przypadków poród naturalny jest możliwy, mimo iż za pierwszym razem miałaś cc. Mit obalony. Ale to nie tak, że zawsze i wszędzie. Jest wiele czynników, które mogą wykluczyć cię z takiej możliwości. A na pewno wskażą, czy jesteś w grupie ryzyka pojawienia się komplikacji podczas porodu lub gdzie po prostu taki poród nie jest wskazany.
Pod uwagę należy wziąć:
- Przyczyna, dla której było wykonane cesarskie cięcie. Przyczyny zdrowotne mogą uniemożliwić ci poród naturalny za drugim razem.
- Choroba matki czy przeciwwskazania, które pojawiły się przed tym porodem i nie miały nic wspólnego z poprzednim (problemy z kręgosłupem, wzrokiem itp.). 
- Nadwaga. Duża masa ciała zmniejsza szanse.
- Wielkość i położenie dziecka. Dziecko nie powinno być za duże i położone główkowo.
- Ciąża mnoga. Generalnie nie jest to przeciwwskazanie do cc. Co innego, jeśli spodziewasz się bliźniąt, mając już za sobą cesarkę.
- Twój wiek. Po 40-tce możesz mieć komplikacje, jeśli uprzesz się rodzić naturalnie po cc.
- Czas pomiędzy jednym a drugim porodem. Ten powinien mieścić się w granicach 18-25 miesięcy.

I oczywiście do takiego porodu trzeba się przygotować, wszystko omówić z lekarzem i położną.

Mit 11. Domowymi sposobami można wywołać poród.


Jakie "domowe sposoby" mam na myśli? Jedzenie ostrych potraw, gwałtowna jazda samochodem po wertepach, wzmożony wysiłek, np. mycie podłóg czy okien. Wszystko to może sprawić, że będzie cię boleć brzuch, kręgosłup, będziesz się po prostu źle czuć. Po jedzeniu ostrych dań będziesz się mordować ze zgagą, a jazda samochodem wywoła nudności, o których być może zdążyłaś już zapomnieć. Ale na pewno nie wywoła to porodu, ponieważ nie sprawi, by organizm zaczął wydzielać oksytocynę, bez której poród nie może się zacząć. Wydaje się więc, że tezy nie uda się udowodnić.

Wyjątek: Tak, istnieje odstępstwo. Namiętna noc może przyczynić się do zapoczątkowania akcji porodowej, a to dlatego, że może zapoczątkować wydzielanie oksytocyny. Masaż sutków (jeśli poród wolno się rozkręca, położne czy lekarze sugerują masaż) i skurcze macice, które pojawiają się w wyniku orgazmu mogą się na tym etapie przeobrazić w skurcze porodowe. Ale nie muszą, nawet jeśli będziecie się kochać co noc. Nie można sobie jednak pomóc w ten sposób, jeśli odeszły ci już wody / odszedł czop śluzowy, a skurcze się nie pojawiają. W takim wypadku dziecko już nie jest chronione przed bakteriami i infekcjami, więc mogłoby już dojść do zakażenia.



 

A czy Wy znacie jeszcze jakieś przesądy czy mity dotyczące porodu?



Bądź na bieżąco

Design by | SweetElectric