środa, 16 marca 2016

nr 24, 16 marca - mój 37 tydzień ciąży




16 marca 2016 r.
Środa

Ciąża: 36 tydzień, 6 dzień
Waga: 69 kg (ej, ale  j a k   t o?!)
Pogoda: Piękny słoneczny dzień, cudownie pachnie wiosną.

21:36

37 tydzień ciąży - ostatni tydzień, po którym można już rodzić


Waga.


Oburzam się, że jak to?! Przecież nie objadam się. Nie jem więcej. Może nawet jem mniej, a waga tylko rośnie. Ale czytam właśnie, że dziecko może ważyć już te 3 kg. Jak pomyślę, że z przodu wisi trzy kilo żywej wagi, to nagle przestaje mnie dziwić, że mam problemy z równowagą przy siadaniu i wstawaniu. To już nawet nie wielkość brzucha przytłacza, a jego ciężar. Nie myślę nawet o doliczaniu wagi wód płodowych i łożyska. 

Rozwój dziecka.


Wygląda na to, że jak dociągnę do końca tego tygodnia (1-2 dni), ciąża będzie donoszona. Dziecko można będzie uznać na tym etapie na w pełni rozwinięte i jeśli urodzę, to nie tylko nikt się nie zdziwi (dziecko urodzone będzie o czasie), ale i wszyscy ucieszą. Całe otoczenie tylko czeka, żeby ta moja ciąża dobiegła końca. Szczęśliwego końca, rzecz jasna. 

No, ale i tak może się zdarzyć, że dzidziuś będzie miał problemy z oddychaniem na tym etapie, dlatego od tego momentu każdy tydzień w brzuchu działa na jego korzyść. 

Jeśli do tego czasu niekoniecznie myślałam o tym jak to z tymi uczuciami u dziecka jest, to czas najwyższy się temu przyjrzeć. Otóż wyobraźcie sobie, że dziecko teraz świadomie zaczyna reagować i czuć. Świadomie, jak świadomie, oczywiście. O ile dobrze zrozumiałam (ale jeśli ktoś wie lepiej, to proszę, by mnie poprawił), dotychczas za zmysły odpowiadała macica i środowisko wewnątrzmaciczne, które to stymulowało zmysły dziecka. Dzięki temu reagowało na dotyk brzucha, głos mamy/taty, odbierało czytane książeczki, muzykę, rozpoznawało światło i ciemność, smak potraw itd. Na tym etapie jednak jeśli dziecko nie jest stymulowane, potrafi samo wysyłać sygnały i tworząc jakby ścieżki, które prowadzą od bodźca do mózgu. W ten sposób uczy się jak po porodzie odbierać wrażenia zmysłowe.

Dolegliwości 37 tygodnia.


Jeśli jesteś na tym etapie, dolegliwości nie trzeba ci opisywać. Ale dla tych, co nie wiedzą, co je czeka, bo to wciąż przed nimi... oto one:
- Zmęczenie. Niezależnie od kondycji w jakiej jesteś. Z moją - z wiadomych powodów - jest kiepsko, więc i zmęczenie pojawia się zanim zdążę pomyśleć, że czuję się dziś nieźle - tak krótko mija dopołudniowy czas lepszego samopoczucia. Bywają też dni, kiedy dzień zaczyna się już od stwierdzenia "czuję ogromne zmęczenie". I pomyśleć, że po porodzie będzie jeszcze gorzej...
- Kręgosłup. Nic nowego. Tylko będzie bardziej dawał w kość, a przewrócenie się z boku na bok będzie poważnym wyzwaniem. 
- Ulga w oddychaniu. Jeszcze nie zauważyłam szczególnej ulgi. Kiedy brzuch opada, macica automatycznie schodzi niżej i zwalnia ucisk na płuca. 
- Ucisk na kość łonową. Podczas tej ciąży daje mi popalić. Dziecko ma niżej główkę i naciska na kość łonową. Taka kolej rzeczy. Boli (najbardziej, jak złapie w pozycji stojącej), ale przynajmniej jest to znak, że poród się zbliża. Czyli wszystko gra. Tylko ten ból...
- Sikanie. Jeśli sądziłaś, że w toalecie spędzasz większość dnia z powodu częstych wizyt, to teraz będzie ich jeszcze więcej. Obniżający się brzuch to spowoduje - będzie jeszcze większy nacisk na pęcherz. 
- Wizyty w toalecie c.d... Nacisk nie dotyczy tylko pęcherza, ale także jelit. A to oznacza problemy z trawieniem i prawidłowym wypróżnianiem. Tutaj każdy "orze jak może", więc poznawszy już swój organizm najlepiej dostosować dietę, która pozwoli nam na regularne "oczyszczanie jelit". Ja piję dużo wody, bo w mojej diecie jest dużo błonnika (nie muszę dodatkowo żreć otrębów i innych "wspomagaczy"). No i ograniczyłam też "suche" jedzenie, wszelkie chrupacze, nawet zdrowe mogą zatykać w takiej sytuacji. To samo dotyczy ciężkostrawnych potraw. Kiedy czuję, że będzie zastój, przechodzę na "dietę" z dużą ilością płynów. Jem lekkie zupy, ograniczam chleb i skupiam się na warzywach. Jeden dzień wystarczy.
- Skurcze przepowiadające. To skurcze macicy. Tylko takie lekkie (w porównaniu z tymi porodowymi :)). Mają przygotować organizm i samą macicę do porodu. Przyjmuje się, że wręcz powinny się pojawić. 

Moje przygotowanie


W zasadzie już niewiele brakuje, bym moje przygotowania mogła uznać za dopięte na ostatni guzik. Postanowiłam tym razem nie brać się za gruntowne sprzątanie, a zapłacić zaufanej pani sprzątającej, która przygotuje mój dom na przyjście dziecka. Na ostatni moment czekam też ze zmianą pościeli i garderoby (częściowo już to zrobiłam, ale zostawiłam kilkanaście sztuk, by donosić w nich ciążę). 
Torba do szpitala spakowana. I dla mnie i dla dzidka. nawet spakowałam ubrania na wyjście we szpitala, bo przecież mój eR. zgłupieje, kiedy zacznę mu przez telefon tłumaczyć, co ma wziąć mnie, a co dziecku. 
Wyprawka skończona. Tylko nie mam pampersów (w szpitalu, w którym rodzę zapewnia się je dziecku). Nie wiem, jakie ostatecznie będzie miało, kiedy wrócę do domu. 
Mogłabym jeszcze z niektórymi rzeczami zwlekać, lecz po drodze mamy Święta i nie chcę się denerwować, że mogę urodzić w Święta, a to czy tamto jeszcze w sklepie - niekupione. 

Tylko tak sobie myślę teraz, że jeśli spadnie śnieg na Święta, jak rok czy dwa lata temu i wróci zima, to jestem w czarnej du***. Mimo wszytko: kto myśli kupować zimowe ubranka w kwietniu?! Ja udaję, że nie ma tematu i kwiecień to już przedwiośnie. Nie, żeby jakoś ciepło, ale bez mrozu, jakieś kilkanaście stopni (poniżej piętnastu). Wolę na gwałt kupować, niż wydawać kolejną fortunę na zimowe ciuchy, bo ostatecznie wydaje się, że musiałabym obrabować bank, żeby stać mnie było na garderobę newborn  w stylu "Cztery pory roku" -  na każdą porę roku.

Któraś z Was może też jest na podobnym etapie? Macie podobne odczucia, czy zupełnie inne?


środa, 9 marca 2016

nr 23, 9 marca (Co zrobić, by dziecko dłużej spało w weekendy?)


9 marca 2016 r.,
Środa

Ciąża: 35 tydzień, 6 dzień
Waga: 67, 7 kg (waga stoi! jupi!)
Pogoda: Mgliście, szaro, buro, wilgotno. Może ucieszyłaby mnie, gdybym była dżdżownicą. Ostatecznie nie ma mrozu, więc to chyba nieźle, że nie trzeba drapać szyb w aucie.



20:32

Padam na twarz. Mało leżałam, więc od razu czuje to mój brzuch. I kręgosłup.

Dziś wyjątkowo wszystko poszło nadzwyczaj dobrze. Po tym, jak przez przeziębienie wydłużył się Buńce weekend o dwa dni, można było się spodziewać wszystkiego. A ona, jak na złość, spała do przed ósmą. I to tylko dlatego, że ją obudziłam. Bo inaczej spóźniłybyśmy się do Klubu na śniadanie. 

Gdyby mogła tak pospać w sobotę albo w niedzielę... Swoją drogą to jest jakiś fenomen: w weekend pobudka o 5 lub 6 a w tygodniu śpi do 8. A i tak trzeba ją budzić. 

I trwa to już jakiś czas, więc zaczęłam się zastanawiać...
 

...co zrobić, by dziecko dłużej spało w weekendy.


W niedzielę obudzi się o 05:30, żeby poleżeć grzecznie przy nas. Ale pół godziny to jest max. No i żebym ja te pół godziny przespała! To skąd: mała szepcze coś do siebie czy do misia i mam już pospane :) Potem zaczyna się "Wstajemy, tatuś! Wstajemy, mamuś!" Bezskutecznie udajemy, że nie ma tematu: że śpimy i nie sposób nas obudzić. Czasem przyniesie książeczkę, ale wnet okazuje się, że książeczka tak, ale tylko oglądana z tatusiem albo mamusią. 

Ostatnio doszliśmy do wspólnego wniosku, że największym błędem, jaki można popełnić w takiej sytuacji, to dać dziecku smartfona i puścić bajki na youtube.  Po histerii jaka nastąpiła ostatnio, kiedy w końcu kategorycznie powiedzieliśmy, że koniec bajek stwierdziliśmy, że te pół godziny dodatkowego snu nie rekompensuje ponad godzinnego ataku histerii. Mowy nie ma, żeby się ubrała czy zjadła śniadanie w przeciągu kolejnych dwóch godzin. 

Innym błędem, moim zdaniem, jest wstanie razem z dzieckiem o tej barbarzyńskiej porze. Oczywiście, że nie da się w nieskończoność leżeć, aż przyjdzie upragniona ósma i wstać bardziej zmęczonym niż przed położeniem się dnia poprzedniego. W ten sposób wydłuża się nam dzień, nie sposób temu zaprzeczyć, ale weekend to jest czas, kiedy naprawdę chcesz się wyspać (nie mylić z: spać do południa). 

Co, wg mnie, można w takiej sytuacji zrobić?

Dziecko trzeba nauczyć, że rodzice chcą się wyspać. Nie chodzi o to, żeby udawać przez dwie godziny, że nas nie ma i całkowicie ignorować dziecko. O ile nie leży grzecznie i samo bawi się np. zabawkami, które ma w łóżku. 

Jak to zrobić? To wymaga trochę zachodu, ale jeśli wiesz, że twoje dziecko jest właśnie takim typem skowronka weekendowego, warto zainwestować w to energię. 

Jeśli wiesz, że to ty miałaś cięższy dzień, niech ciężar przejmie mąż/partner. Jeśli to on wrócił późno z pracy i po całym tygodniu tylko czeka, że się w końcu wyśpi, przejmij pałeczkę. 

1. Kiedy dziecko się obudzi (mówimy tu o dwulatku, który zrozumie już wiele z tego, co mu się tłumaczy), weź go do swojego łóżka. Poproś, żeby przyniosło książeczkę, albo "ćwiczenia" dla dwulatków z naklejkami. Może mini puzzle, ale koniecznie z podkładką czy dużą książką w twardej oprawie. Buńka dostała na Mikołaja sensoryczną książeczkę (tutaj możesz zobaczyć, o czym mowa, chociaż to nie nasza książeczka ;), która świetnie się nadaje do takiej zabawy w łóżku. 

2. Cały czas mów szeptem i proś, by i ono mówiło szeptem, "bo tatuś/mamusia śpi". Wytłumacz, że rodzic jest zmęczony i potrzebuje jeszcze trochę snu a głośne mówienie go obudzi. 

3. Zapal lampkę, jeśli w sypialni panuje półmrok tak, by wywołać wrażenie "nocy". A w nocy się śpi. W ten sposób pokażesz dziecku, że to nie jest naturalna pora, żeby wstać. No, ale skoro już wstało...

4. Nie rozbudzaj dziecka. Oglądajcie książeczki, naklejajcie, układajcie puzzle czy przeglądajcie książeczki sensoryczne, ale jeśli widzisz, że dziecko nie nadąża za czymś - odpuść. Lepiej te trzy puzzle wstawić za niego w tym momencie, niż kazać mu się wysilać. Normalnie tego bym nie polecała, ale nic się nie stanie, jeśli dodasz przy tym, jak bardzo jest wcześnie - a jak jest tak wcześnie, to się źle myśli, więc ty mu pomożesz.

5. Misie jeszcze śpią. Klasyka: nauka rozwiązywania problemów na pluszakach. Powiedz, że misiu się obudził, ale bardzo chce jeszcze spać, bo jest baaaardzo wcześnie i chyba trzeba go położyć spać i utulić. 

To wszystko działa długofalowo. Nie tak tak, że takie sposoby to są sposoby-cud, działają od razu i na wszystkie dzieci. Ale u mnie to działa. Pokazujemy H., że jest bardzie wcześnie na różne sposoby. I uczymy szanowania tego, że ktoś drugi śpi. W szczególności wcześnie rano. 

Mała wciąż wstaje wcześnie, ale już nauczyła się szacunku do naszego snu. Daje nam pół godziny. Szepcze i stara się nas nie budzić. Jestem dumna, nie powiem, że nie. 

A Wy jakie macie doświadczenia? Czy Wasze pociechy też budzą Was wcześnie rano w weekendy? Może macie jakieś sprawdzone sposoby, których tu nie podałam?




wtorek, 8 marca 2016

12 rzeczy, których nie da się polubić w ciąży



7 marca 2016 r.,
Wtorek

Ciąża: 35 tydzień, 5 dzień
Waga: 67 kg (o, matko! przecież nie jem tyle, żeby tak szybko przybierać! *boi się*)
Pogoda: Iście wiosenna. Nie to, co wczorajsza zawieja, deszcze, ciapa i ostatecznie płaty śniegu w dużej ilości.




12 RZECZY, KTÓRYCH NIE DA SIĘ POLUBIĆ W CIĄŻY



Mówisz:
- Jestem w ciąży.
Albo:
- Spodziewam się dziecka.

A wtedy słyszysz:
- To cudownie!
- Ależ to wspaniała nowina!
- No to się rodzina cieszy!
- Gratulacje!

I wtedy cię zemdliło. Próbujesz nadal się uśmiechać ale to nie takie proste, bo w tym właśnie momencie poczułaś zapach czyiś dusznych perfum i kawałek bułki, który w siebie wmusiłaś w ramach śniadania właśnie podszedł ci do gardła.

Wiele mówi się o tak zwanych urokach ciąży. Czasem nawet przez usta nie chce przejść określenie "stan błogosławiony". Dla kogo jest on niby błogosławiony? Chyba nie dla przyszłej matki... Bowiem mało która przechodzi ciążę tak, jakby nie była w ciąży (no, gdyby nie ten brzuch).

Sama jestem już na finiszu. Ostatni miesiąc. Jeszcze niedawno wydawało mi się, że gorzej być nie może. Dziś wiem, że może. Bo jest. Niby wszystkim mówisz, że spoko; że czego się nie robi; że różnie; że czasem dokucza kręgosłup, ucisk na płuca i odrętwienie w nocy, ale już tylko miesiąc, więc dociągniesz. I cały czas tym stwierdzeniom towarzyszy uśmiech. Albo jakiś grymas, który miał być uśmiechem. A przecież te dolegliwości to i tak szczyt góry lodowej...


Mój TOP 12 ciemnych stron bycia w ciąży:


/lista nie jest listą wszystkich najważniejszych dolegliwości, a tych najbardziej dokuczliwych - według mnie/

12. Wahania nastroju.

Płacz, śmiech, wzruszenie, złość i znów płacz, śmiech, wzruszenie i złość... i tak w koło. Klasyka gatunku. Wystarczy krzywe spojrzenie, słowa powiedziane niewłaściwym tonem, czyjaś mina, miłe słowo i od razu budzą się w tobie skrajne emocje. To jest właśnie to, o czym mówię. Wahania nastroju męczą głównie otoczenie ciężarnej. Wszyscy chodzą wokół ciebie na palcach i obchodzą się jak z jajkiem, a ty zastanawiasz się, co się im porobiło? Przecież gdybyś nie była w ciąży też zareagowałabyś w taki sposób! To jest właśnie to, co robią hormony: my, ciężarówki, mamy poczucie, że nic się nie zmienia. Tylko środowisko zaczyna być wobec nas jakieś takie... ostrożne.

Moja rada: Uświadom męża, że tak może być. Wszystkich nie uświadomisz, ale jeśli on wie, będzie przynajmniej mógł się psychicznie nastawić na to, że pewne momenty trzeba będzie po prostu przemilczeć.

11. Dolegliwości, kiedy brzuch jeszcze nie rośnie - czyli kiedy nikt nie widzi, jak bardzo źle się czujesz.

To jedna z najbardziej znienawidzonych przeze mnie ciążowych utrapień. Wygląd jeszcze nie zdradza "stanu wyjątkowego", ale przeokropne mdłości, wymioty, wiecznie śpiący wyraz twarzy, wahania nastrojów (płacz i śmiech z byle powodu) czy cera jak w okresie dojrzewania już dają o sobie znać. I jak tu w dusznym autobusie powiedzieć komuś: "Przepraszam, jestem w ciąży. Ustąpi mi pan miejsca? Bo chyba zaraz rzygnę. A jak nie rzygnę to zemdleję..."

10. Zapominanie i "uciekające z języka" słowa. Brak koncentracji.

Zaczyna się niewinne: umknęło ci słowo lub zapomniałaś imienia swojej koleżanki z liceum. Nic podejrzanego. Ale szybko zaczynasz zdawać sobie sprawę, że dzieje się to zbyt często. To jest normalne, bo mózg po prostu sam zadecydował, że teraz nie jest ci potrzebne to imię czy słowo. Dla mózgu liczy się teraz ciąża i szalejące hormony powodują, że nie ogarniasz prostych zadań. I w ogóle nie możesz się na nich skupić. Twoją uwagę pochłania myślenie o dziecku. Niezależnie od tego, czy myśleniem zajmuje się nasza świadomość czy podświadomość. W pewnym momencie po prostu zaczyna cię to irytować. Masz poczucie, że w czasie jednej rozmowy przynajmniej dziesięć razy nie potrafiłaś się wysłowić. I zaczynasz czuć się przynajmniej nieswojo. Pocieszające jest to, że po połogu ci przejdzie. Pfff, też mi pocieszenie.

Moja rada: To nie koniec świata. Denerwujące to jest, ale przecież da się z tym żyć. Jeśli obawiasz się (z racji swojej pracy), że będzie to miało wpływ na efekt ważnych rozmów, zażartuj, kiedy zdarzy ci się „wpadka”, mówiąc np.: „A mówili, że w ciąży człowiekowi zapominają się najprostsze słowa!”.

9. Przeziębienie staje się nagle kwestią naprawdę problematyczną.

Budzisz się już jakaś nieswoja, ale myślisz: "Rozchodzę to jakoś". Potem wmuszasz w siebie śniadanie, którego smaku praktycznie nie czujesz. W południe zaczyna się ból głowy. Pociągasz nosem i kichasz. Wieczorem masz już gorączkę i ból gardła. I wtedy wydaje ci się, że agonia jest blisko, bo wyczytujesz w Internetach, że "sory-Memory", ale przeziębieniteks, który normalnie postawiłby cię na nogi po prostu odpada. Nic nie możesz zażyć. Tylko babcine sposoby: mleko z czosnkiem i miodem, herbata z prawdziwym sokiem malinowym czy herbata z lipy na noc na rozgrzanie. Wsio. Jeszcze wypadałoby jeść cytrusy na kilogramy, by wzmacniać się witaminą C. Leczenie farmakologiczne odpada. Można sobie apap strzelić. Może pomoże, ale swoje trzeba odleżeć i zamiast 2 dni, umierasz przez tydzień, żeby przez kolejny pociągać nosem.

Moja rada: W tym wypadku porady z cyklu „lepiej zapobiegać niż leczyć” należy potraktować na serio. Łamie cię w kościach, od razu „walnij sobie” mleko z czosnkiem i miodem (nie może być za gorące, bo miód straci swoje właściwości!) i pod kocyk. Zrób wszystko, żeby zasnąć i się wypocić zanim przeziębienie nabierze mocy. Postaw na profilaktykę: jedz dużo cytrusów, codziennie porządnie wietrz mieszkanie, nie przesiaduj w zbyt ciepłych pomieszczeniach (do 20*C), wysypiaj się.

8. Cera dojrzewającego nastolatka.

Hormony. Znów. Niby żadna sztuczność, bo to przecież sama natura nas w je wyposaża, ale te zawirowania powodują, że zamiast tryskać witalnością, wyglądam jak po szturmie tarki do warzyw na moją twarz, dekolt i plecy. Pocieszenie: potem się uspokaja, ale najpierw swoje trzeba przejść.

Moja rada: Stosuj sposoby, które stosowałaś, gdy miałaś problemy w czasie dojrzewania. I zamień zwykły podkład na ten antybakteryjny, specjalny do „problematycznej cery”.

7. Poranne mdłości/ wymioty.

Napisałam "poranne"? Jeśli możesz pozwolić sobie na sen do południa (tak charakterystyczny dla pierwszego trymestru) to poranne mdłości pojawią się wczesnym popołudniem i będą się ciągnęły do wieczora. Jeśli jesteś zmuszona wstać rzeczywiście rano, mdłości pojawią się, jak tylko wstaniesz i będą trwały... no cóż, w najlepszym razie do popołudnia. A jeśli ma cię zemdlić do wymiotów, to zemdli cię niezależnie od pory dnia. Rzygające dziewczyny o poranku, które twierdzą z uporem, że na pewno im "coś zaszkodziło", po czym z wybiciem godziny dwunastej w południe zaczynają obżerać się kiszonymi ogórkami i czekoladą zobaczysz tylko na filmach.

Niemniej jeśli będziesz zmuszona zapoznać się bliżej ze swoją muszlą klozetową, potrwa to przynajmniej do czwartego miesiąca. Przynajmniej dopóki hormony się nie uspokoją. Kiedy w drugim trymestrze uda ci się od tego uciec, to wróci w trzecim trymestrze w ramach ucisku dziecka na żołądek.

Moja rada: Śniadanie. Nie wrzucaj byle czego na ruszt. Kiedy otworzysz rano oczy pomyśl, czy masz na coś ochotę. Jeśli tak, pomyśl o tym jeszcze trochę, by twój organizm naprawdę zechciał to zjeść. Jeśli akurat trudno ci myśleć o jedzeniu, miej pod ręką neutralną przekąskę (ani słoną, ani słodką), jak np. wafle naturalne, czy chrupki kukurydziane. Zjedz je zanim się podniesiesz, bo inaczej przy wstawaniu może cię zemdlić i nie nabierzesz apetytu w ogóle. Wstawaj powoli i odczekaj chwilę w pozycji siedzącej. Jedz regularnie i mało, ale często. Zrób wszystko, by się tego trzymać, inaczej mdłości oraz wymioty pokonają cię. Wierz mi, lepiej zmusić się do tych zmian, niż mordować kilka miesięcy z mdłościami i wymiotami.

6. Obcinanie paznokci u nóg.

Tak jak jeszcze malować ich w ciąży nie muszę, to jednak obciąć trzeba. Niby nic, czynność, którą nie wykonuje się jakoś bardzo często, ale kiedy masz już taki duży brzuch nagle wydaje ci się, że paznokcie (w szczególności te u nóg) rosną jak szalone. Sporym wyzwaniem jest czynność ubierania skarpetek i butów, ale o to można ostatecznie poprosić męża.

Moja rada: Spróbuj po turecku :)

5. Zgaga.

Okropność. Pieczenie w gardle, jakby coś wypalało przełyk. Na początku ciąży pojawia się jako "skutek uboczny" rozregulowanej gospodarki hormonalnej. Kiedy wszystko się normuje w drugim trymestrze, wciąż trzeba się pilnować z jedzeniem. Zbyt ciężkostrawne jedzenie możne z łatwością wywołać potwora-zgagę. Nawet jeśli przed ciążą nie znałaś tego pojęcia, w trzecim trymestrze (a im dalej w ciąży, tym gorzej) na pewno zaznajomisz się z nim i zdążysz znienawidzić. Rosnący maluch uciska na żołądek i głównie wieczorem, w pozycji leżącej, wywołuje zgagę. I, nawet przy lekkiej diecie, niewiele da się z tym zrobić.

Moja rada: Jedyny sposób, jeśli bardzo ci dokucza, to rezygnacja z ostatniego posiłku - około siedemnastej. Czasem pomaga mleko (ale bywa, że tylko na chwilę, a zgada wraca i do tego jeszcze silniejsza). Ja starałam się nie kłaść całkiem na płasko, tylko tak, by głowę mieć wyżej. Wtedy jakby trochę rzadziej atakowała mnie zgaga.

4. Kichanie.

Nie wiem, czy wszystkie ciężarne tak mają, ale wiem, że dotyczy to naprawdę sporej grupy. Ból przy pojedynczym kichnięciu potrafi być tak gwałtowny i silny zarazem, że wydawać by się mogło, że człowieka rozerwie. A im wyżej w ciąży, tym gorzej. Jeśli kichasz na początku przeziębienia, albo masz alergię... szczerze współczuję. W tym roku tak mi kichanie dokuczało, że przy czwartym pod rząd kichnięciu myślałam, że się rozpłaczę. Pocieszenie jest następujące: możesz być spokojna o swoje zdrowie i dziecko. Ból przy kichaniu nie oznacza niczego złego.

Moja rada: Tutaj trudno o rozwiązanie problemu. Niektórym pomaga trzymanie się za brzuch, innym pochylenie w momencie kichnięcia. Mnie nie pomagało nic.

3. Częste sikanie.

Od pierwszych dni ciąży aż do samego końca. Jeśli jednak miałaś wrażenie, że w pierwszym trymestrze latasz do toalety często, to nie wiem, jak określić częstotliwość wizyt w toalecie w dziewiątym miesiącu. Ja osobiście mam wrażenie, że jestem tam co 5-10 min. I zawsze mam poczucie, że to jeszcze nie koniec. No i masz rację: za chwilę znów jesteś z powrotem. Podróże stają się katorgą. Także dla współpasażerów. A noc? W ostatnim miesiącu dokucza wszystko i noce wcale nie muszą być czasem odpoczynku: człek budzi się odrętwiały a w środku nocy kilka razy budzisz się z poczuciem, że jak się nie wysikasz teraz-już-zaraz, to po prostu popuścisz! Kiedy jednak przychodzi co do czego, to okazuje się, że leciałaś na złamanie karku, by wysikać trzy krople na krzyż.

Moja rada: Odkryłam jednak coś, co może pomóc. I owszem, mam poczucie, że odkryłam Amerykę. Wystarczy pod koniec sikania pochylić się do przodu. Będziesz miała wrażenie, że chyba masz drugi pęcherz, o którym nie wiedziałaś. I nagle wizyty w toalecie są o kwadrans a może dwadzieścia minut rzadsze. Cudowność.

2. Uciążliwe gazy.

W życiu nie dały mi w kość tak, jak w czasie, kiedy byłam w ciąży. Potrafią być naprawdę dotkliwie śmierdzące. A to dlatego, że kiedy organizm nie wypróżnia się tak jak trzeba, musi radzić sobie z toksynami, czy "odpadami", których nie strawił. A czemu ma coś szwankować w układzie trawiennym? Dzidziuś rośnie, więc twój organizm ma coraz mniej miejsca dla swoich własnych organów. Dlatego żołądek (stąd szybkie uczucie sytości) i jelita pracują wolniej i generalnie mają trudności, żeby funkcjonować jak Bóg przykazał.

Czy można temu zaradzić? Na pewno nie pomoże schabowy z zasmażaną kapustą czy wadowicka kremówka.
Pierwsza zasada: lekkostrawne pokarmy.
Druga zasada: różnorodność (zbilansowane posiłki)
Trzecia zasada: 4-5 małych posiłków dziennie.
Czwarta zasada: błonnik w diecie (ale nie przesadzaj, bo inaczej zamiast się odblokować” to po prostu„się „zatkasz”).
Piąta zasada: duuuuuużo wody.



Jeśli nie masz jeszcze takiego brzucha jak ja w tym momencie, już teraz zacznij doceniać fakt, że na spokojnie możesz dopilnować depilacji różnych części ciała. W szczególności tych intymnych. Jeśli wydaje cie się, że robisz to tak często, że potrafisz to robić na pamięć - wierz mi: tak ci się tylko wydaje. A w ciąży naprawdę przychodzi taki czas (mniej więcej wtedy, kiedy będąc wyprostowana nie widzisz swoich ud czy brzucha poniżej pępka), kiedy masz wrażenie, że golenie nigdy wcześniej nie było tak wymagające, a ty nigdy nie byłaś aż tak niezdarna.

Moja rada: Teraz najbardziej efektywne a przy tym wygodne będą kremy do depilacji. Wosk czy elektryczny depilator może poczekać na lepsze czasy. Co do golenia: Użyj lustra. Dużego. Jeśli robisz to pod prysznicem, małe lusterko będzie zaparowane i nie pomoże w niczym. Korzystaj z krzeseł czy krzesełek, by swobodnie móc oprzeć na nich nogę.



A jakie Wy macie doświadczenia z ciążowymi utrapieniami? Jestem ciekawa, czy macie swoje „faworyty” z listy (a może lista wygląda całkowicie inaczej?) Może Was w ciąży denerwowało coś zupełnie innego? A może sama o czymś zapomniałam? 

 

Bądź na bieżąco

Design by | SweetElectric