31 czerwca 2016 r.
Wtorek
Mania: 47 dni (1 miesiąc i 16 dni)
Buńka: 2 lata i 7 miesięcy i 15 dzień
Waga: 61, 7 kg
Pogoda: Zmienna. Miało grzać jak cholera. I grzało. Do południa. Teraz coś postraszyło deszczem, ale na razie nas oszczędza. Pogoda zrobiła się temperaturowo znośniejsza. Zobaczymy czy znów będzie burza.
Jestem samotną matką...
... a raczej bywam. Kiedy to mój eR., któremu generalnie nie powinnam wiele zarzucać, wraca do domu z pracy przywożąc z przedszkola Buńkę i dostrzega w domu większy porządek niż zazwyczaj. Podłogi odkurzone i przetarte, łazienka zachęca do umycia się, w kuchni pachnie jakby obiadem (lub czymś zjadliwym), a dziecko śpi. Tak bywa. Raz czy dwa razy w tygodniu, powiedzmy. W pozostałe dni zawsze któregoś elementu brakuje. I wtedy mój mąż stwierdza, że może oglądnąć mecz, liczyć na podanie pod brodę talerza. A ja zajmę się drugim dzieckiem (bo przecież tak się za mną stęskniło! a za nim to niby nie?), nawet jeśli to młodsze właśnie się obudziło. Czasem go opieprzę, by ruszył "swoją szanowną" i poczuł się w obowiązku przejąć to młodsze lub starsze. Ale czasem on po prostu informuje mnie, że "trawa nieskoszona", że "trawnik się wykrzywił i musi nawieźć ziemię", że "kapusty wyłażą spod kamieni" tworzących drogę wjazdową i "musi je randapem potraktować" (kapusty to po prostu liście mleczy), że "musi posprzątać w kotłowni", że... no, końca nie widać. I to jest takie pilne, że nawet nie zdążę zaprotestować, a jego już nie ma.