poniedziałek, 7 listopada 2016

7 listopada - Obywatelka Matka w 100club.pl

7 listopada 2016 r.
Poniedziałek



Mania: 6 miesięcy, 3 tygodnie i 2 dni
Bu: 3 lata, 3 tygodnie i 1 dzień
Waga: Nie wiem i olewam. Na razie. Bo waga zepsuta.
Pogoda: Taka, że nawet nie wiem, jak ją wiernie opisać. Jest tak koszmarnie mokro, szaro, mgliście i zimno, że nawet nie chcę patrzeć w stronę okna.





09:04


Mam newsa.

Nie, nadal jestem chora. Już trzeci dzień nie widać poprawy. A nawet momentami mam wrażenie, że jest gorzej. Słabo mi, łepetyna pęka, gardło przy odkrztuszaniu boli niczym otwarta rana, z której próbujesz zdjąć plaster. Znacie ten ból, kiedy kaszel nie chce się oderwać? Ty próbujesz, chociaż ból wyciska łzy, a tam w gardle nie chce się to pieroństwo oderwać i "wisi", a ty nie możesz mówić, bo flegma zalega gardło? No, to teraz tak mam. Plus katar i gorączkę wieczorami.

eR. polecił mi koniecznie umówić się do lekarza. Tylko gorzko się zaśmiałam. Nie zrozumiał.
Kto próbował do przychodni dzwonić rano w poniedziałek, ten wie, o czym mowa. Ale próbuję.
Zresztą, co mi lekarz powie. "Wyleżeć się, wygrzać, spocić, nie wychodzić z łóżka, wietrzyć dom i brać coś na dolegliwości objawowe: na gardło, na ból, na gorączkę..." Tylko, że ja nie mam możliwości się wyleżeć. A to oznacza, że przy najlepszych chęciach będę się leczyć jeszcze ładnych kilka dni. Jak nie tydzień, bo siekło mnie na ostro.



Ale wracając: mam newsa. Dzisiaj ja, Obywatelka Matka, debiutuję na portalu www.100club.pl  To takie bardzo przyjemne miejsce w sieci, gdzie znajdziecie dużo przydatnych artykułów dotyczących samego życia, relacji międzyludzkich, zdrowego trybu życia i pasji... Zresztą, sami możecie przeczytać o tym tutaj.

Co konkretnie wyprodukowałam? A taki artykuł, który miał trafić tutaj, ale poleciał tam. Jak wychować dziecko - 10 zasad, które uczynią cię lepszym rodzicem. Zaglądajcie, może polubicie, skomentujecie?


piątek, 4 listopada 2016

4 listopada - mombie

4 listopada 2016 r.,
Piątek





Mania: 6 miesięcy, 2 tygodnie i 6 dni
Bu: 3 lata, 2 tygodni i 5 dni
Waga: Wagi jak nie było, tak nie ma. Przymusowo tkwię w niepewności. Podoba mi się to, bo kiedy waga jest, to jakby wołała w łazience: "No, weźże sprawdź!" I od razu myślisz: "Na pewno przytyłam", a kiedy się odchudzasz, nerwowo szepczesz: "Spadło? Czy nie spadło...?" Czuję, jak odpoczywa moja psychika.
Pogoda: Rano był mróz. Teraz jeszcze nawet trzyma. Ale co tam! Słońce wyszło, cud jakiś!






09:27


To jeden z tych dni, kiedy naprawdę wszystko jest przeciwko tobie. Nawet nie to, że mam kiepskie samopoczucie i wmawiam sobie, że ta mała zabawka z jajka niespodzianki, na którą nadepnęłam nad ranem to oczywiście zmowa Losu i Pechem. To, powiedziałabym, naprawdę ze swej natury trudnych dni bardzo ciężko zapowiadający się dzień.

Mania się budzi. Jest ciemno, ale teraz, jak wiemy, to jest żadna wskazówka. O siódmej rano też jeszcze jest ciemnawo. Patrzę na komórkę: 01:50. I wiem, że to nie żart. Jęknęłam.
Dopiero teraz mój mózg odczytał informację z gardła, że boli, jakby jakbym miała tam miliony małych igiełek. Robię mleko dziecięciu, popijam wodę. Minimalnie lepiej. 
Mania buczy coraz głośniej, więc pędzę do niej. Zjada i zasypia. Uff. Cała noc przede mną. 

Budzi mnie wiercące się nieopodal dziecko - Mania. Znów?!, myślę zrezygnowana. Ale zaraz słyszę, że Bunia płacze przez sen. Już wiem, że to jej płacz obudził M. Wciąż jest ciemno, ale koło mnie nie ma już eR. To znaczy, że przynajmniej jest 6.

Patrzę na komórkę: 6:03. Niech to szlag. Bu płacze coraz głośniej, chce do taty. Muszę jej wytłumaczyć, że go nie ma. I może przejść jeszcze pospać w naszym łóżku. Cała zimna - bo przecież śpi odkryta, taka gorąca jest pół nocy - wskakuje na duże łóżko. Każę jej przeprosić Maniulę, że ją obudziła. Po minie dziecka widzę, że ta kwestia nie zostanie szybko załatwiona.
- Idę do łazienki - mówię. - Jak wrócę, Marysia ma być przeproszona.

Wracam.
- Przeprosiłam M. - mówi a ja z zaskoczenia aż nie wiem, co powiedzieć.- Idę sikać. 

Kiedy wraca, odzyskuję mowę. 
- Ładnie, że przeprosiłaś, bo obudziłaś ją a ona chciałaby jeszcze pospać. Niestety już nie zaśnie, bo tak mają małe dzieci - nie wchodzę w szczegóły. - Chcesz jeszcze pospać? To śpij. Ja biorę M. do kuchni. 

Dalej to już mordęga ubierania, czesania, namawiania do ubrania kurtki i czapki... W tle Maniula jujczy, że głodna, że pampers, że się jej nudzi, że... Znacie to. 

Moje gardło, niczym jedna rana, boli jak jasna cholera. Czuję, że zaczyna mnie coś łapać. Wiecie: jakieś dreszcze, zimno-gorąco, katar, ból głowy... 
Ale ubieram dzieci, biorę potrzebne rzeczy do torebki (czytaj: butelkę z mlekiem, pampersy, pieluchę tetrową i kilka różnych zabawek), wciskam Buni pojemnik na podwieczorek i wychodzimy.

To jest właśnie ten moment, kiedy na jednej szali stawiasz zdanie "wychodzę na zewnątrz z dwójką dzieci", a na drugiej stawiasz inne: "pakowanie potrzebnych (milion różnych) rzeczy, ubieranie młodszego dziecka, które już płacze, że mu ciepło, w tym czasie namawianie (umówmy się, że to o ten czasownik chodzi) krzyczącego starszaka, by ten się ubrał, szukanie smoczka, szukanie kluczyków do samochodu, ubieranie się w pośpiechu, zapominając przy tym o jakiejś części garderoby, zapakowanie (i zapięcie pasami) starszaka, zapakowywania młodszego wraz z fotelikiem (wrrr...), wyjazd". 


Po przyjeździe spojrzałam w lustro. Jestem mombie (mama+zombie).


tymczasem u mnie w ogrodzie...

czwartek, 3 listopada 2016

Macierzyństwo w dwóch słowach

Dziś lekko. Jakbym stanęła obok siebie i trzeźwo spojrzała na niełatwą rolę mamy. Dla tych, którzy chcą
mieć dzieci, ale ... się wahają.

Uwaga, nie będę słodzić mamom.





"Matka" - to słowo jak dźwięk dzwonu. Brzmi mocno i donośnie. I porusza.
A bycie matką w dzisiejszych czasach to już nawet nie jest wyzwanie. To tor z przeszkodami. Na każdym kroku człowiek może zginąć.

A tymczasem w cieplutkich pieleszach naszych stereotypów "matka" jest "mamusią", która mimo poświęcenia, braku czasu dla siebie, permanentnego niewyspania... zakłada różowe okulary i macierzyństwo staje się pięknym obrazkiem uśmiechniętej, szczęśliwej rodziny. Uwaga, może boleć: tak nie jest. Reklamy serków topionych ukazujące taką rodzinę, kłamią.

Bo tak naprawdę matka wszystko zawsze musiała wywalczyć: jedzenie (znacie tę walkę w Biedrze), ubrania (ty też gonisz po ciucholandach w dniu nowych dostaw?), czas na ogarnianie obowiązków domowych (dziecko się drze, ale ktoś ten kibel musi umyć), czas dla siebie (po 23, kiedy dzieci pójdą już spać), dla męża (ten moment, kiedy gasisz nocną lampkę... albo i nie), dla dzieci (średnio 3/4 dnia), zdrowe nawyki (tylko mama zna triki maskowania warzyw w łakociach), wychowanie i dobre maniery ("a dzień dobry, to gdzie?") dobry start dla swoich pociech...

Wiecznie w natarciu o dobre, lepsze jutro.
No i na tę okoliczność idealne dwa okruszki:


"takie dni", K. Pac-Raszewska / źródło

"macierzyństwo, macierzyństwo a my nieświadome w środku", K. Pac-Raszewska / źródło



Bądź na bieżąco

Design by | SweetElectric