środa, 20 stycznia 2016

nr 9, 1 października



1 października 2015 r.
Czwartek

Ciąża: 13 tydzień, 1 dzień
Waga: może trochę ponad 56? może prawie 57? nie wiem. nie dbam o to. póki co. to znaczy: póki noszę głównie piżamy.
Pogoda: śliczna. świeci słońce, niebo bezchmurne, 13 stopni, jak widzę na telefonie...

13:19

Dzisiejszy poranek nieoczekiwanie przybrał inny obrót spraw. Od wczorajszego popołudnia "dolegliwości bólowe" (niedługo będę się tylko takimi medycznymi sformułowaniami posługiwać) pogłębiły się. A dziś rano jeszcze nie wstałam na poranną toaletę, a już mi ból doskwierał (zazwyczaj po nocy, tj. po długim leżeniu we względnym bezruchu, było lepiej). Zbadali mnie jeszcze raz, ale po badaniu nie wiedziałam wiele więcej.

Przyszło śniadanie, ale nie zdążyłam nawet czknąć: wzięli mnie na USG i lekarz, który to badanie przeprowadzał (na tabliczce przed drzwiami zobaczyłam nazwisko: to był ten lekarz, który potrafił przeprowadzić biopsję kosmówki!) stwierdził, że on te cysty (torbiele) może nakłuć.

Swoją drogą badanie było bardzo sprawne i dokładnie zrobione. Od razu można to było wyczuć: pełna profeska. Dzidzius elegancko się prezentował na obrazie. Badał mi jeszcze przepływ krwi w łożysku i jajnikach, czego wcześniej nie robiono.

No, czyli zaproponował mi przekłucie cyst. A ponieważ ten jeden, najbardziej mi dokuczający jajnik jest z przodu i jest wyczuwalny "pod ręką", on normalnie zrobiliby to przez brzuch ze znieczuleniem miejscowym. Drugi jajnik jest z tylu i trzeba byłoby to przekłucie robić "od wewnątrz", co jest bardziej skomplikowane, bo to byłby już bardziej zabieg. On proponuje, by najpierw przekłuć jeden i zobaczyć czy będzie poprawa i w ogóle, jak organizm zareaguje...

Czy to konieczne? Powiedział, że to na razie nie jest kwestia życia i śmierci i mogę czekać, aż te zmiany się cofną. Tak może się stać, kiedy łożysko się całkowicie wykształci i przejmie "opiekę" nad dzieckiem. Teraz, póki łożysko jest w fazie rozwoju, jajniki są obciążone "dbaniem" o dziecko. Ale to znaczy, że jeszcze długo będę leżeć i walczyć z bólem. A idzie już trzeci tydzień, jak mnie boli. Zaczynają mnie od tego boleć nogi... mam już szczerze dość tego bólu, bo leki prawie nie pomagają... Jednak ból to jedna strona medalu.

Inna kwestia to taka, że jeśli zmiany się nie cofną, może być za późno, bo dziecko będzie za duże i będzie uniemożliwiało dostanie się do tych jajników.

Niestety istnieje także zagrożenie, że te cysty popękają, poskręcają się i jak się tam w środku to rozleje, to będę miała duży problem. A skręt jajnika oznacza jego usunięcie.

Konsultowałam się ze swoim lekarzem, który już wszystko wiedział, kiedy do niego oddzwaniałam. Mówił, że rzeczywiście istnieje to ryzyko. Zresztą on mi o tym mówił od początku, a dziecko rośnie i zaczyna się robić ciasno. A stres organizmu powodowany przewlekłym bólem może bardziej zaszkodzić dziecku niż nakłucie. To nakłucie też może spowodować poronienie, ale z tego co mówił lekarz, prawdopodobieństwo jest minimalne. Co nie wyklucza i najgorszych scenariuszy. Biorę progesteron w tabletkach na podtrzymanie ciąży i potem też będę brać... W ramach takiego jakby "wsparcia" organizmu. Potem i tak będę pod ich kontrola w szpitalu...
- Jeśli będzie to robił W. (nazwisko lekarza, który przeprowadzał to badanie i miałby przebijać te cysty), to ja bym się zgodził - powiedział na koniec.

Wyraziłam zgodę. Pisemną. To nakłucie będzie jutro.

13:50

Ledwo to napisałam, a przyszedł lekarz. Pytał, czy miałam kiedyś - uwaga - nerwicę. Dość mnie to zaintrygowało. Skąd oni to wiedzą?!
- A jakie miała Pani objawy?
- Ataki bulimiczne... - powiedziałam niechętnie. - Ale nie sądzę, by to miało jakiś wpływ. To było jeszcze przed pierwszą ciążą, która przebiegła prawidłowo...
- Czy jutro mogłaby Pani spotkać się z psychiatrą? Przyszedłby tu do Pani - zaproponował.
- W porządku - powiedziałam. - Ale czy na jutro nie jest ustalone nakłucie cyst?
- Cały czas zastanawiamy się, czy nie ma lepszego rozwiązania... 


W końcu nakłucie zawsze niesie ryzyko poronienia. Normalnie nie aż takie, ale w moim wypadku mamy do czynienia z długotrwałym stresem. Nakłucie przy takim stresie może wywołać reakcję, której nie można przewidzieć. Czyli ryzyko rośnie.
 Psychiatra ma ocenić czy jakieś zaszłości nerwicowe, które w lekkiej formie ale jednak, czasem wracają, nie mogły się przyczynić do powiększenia jajników. Wizyta psychiatry jednak nie wyklucza nakłucia. 




nr 8, 30 września



30 września 2015 r.
Środa

Ciąża: 13 tydzień, 0 dzień
Waga: 56 kg? (no bo kiedy mam się ważyć? ale nie sądzę, bym specjalnie przytyła w tym stresie)
Pogoda: Nie wiem. Nie odgrywa w ogóle roli. Chyba nie pada. Tyle wiem.

12:11
 
Dowiedziałam się, że to badanie robi się jeszcze prywatnie w kilku miejscach, m.in. w Krakowie. Robi to jeden lekarz, który nota bene pracuje w tej klinice i na tym oddziale! Tylko oczywiście nikt tego tutaj nie zaproponuje, bo kwalifikacje na przeprowadzenie tego badania są bardzo trudne do uzyskania i ma je zaledwie kilku lekarzy w Polsce. A jak ktoś się wybija poza środowisko, to nie jest to tamże mile widziane.

Poza tym kasa. Umówmy się: jeśli badanie - trudne i niebezpieczne - wykonuje tylko kilku ludzi w Polsce, to prywatnie będzie nieprzyzwoicie drogie. Ale nie znam nawet szacunku, ile może kosztować. Może nawet z kilka tysięcy...

Wczoraj nie mogłam spać, a dziś już jest nadzieja... Tylko pytanie, czy będziemy mieli tyle. Nie ma czasu na zaoszczędzenie, bo mam kilka dni, żeby to badanie zrobić... 

W mojej sytuacji powinno się zrobić inne badanie: biopsję kosmówki, czyli pobranie fragmentu łożyska. Potem się te komórki hoduje i wtedy dopiero można coś stwierdzić. To wymaga czasu. Teraz przypominam sobie, jak tłumaczył mi to badanie lekarz... 
Chyba zejdę ze świata: chcą mnie kłóć, co niesie duże ryzyko poronienia, a będą badać nie to, co trzeba! Czuję się jak w filmie absurdu. Czekam, że może P. (wujek) przyniesie jakieś wieści.

14:30

Koło południa przyjechał P. i od razu wkroczyl do akcji. Okazało się, że prowadzić mnie będzie jego dobry kolega. On jest ginekologiem-onkologiem. To zmienia wszystko. Jest podobno naprawdę doświadczony i konkretny. Był teraz w przychodni i ma do mnie przyjść po południu. Z tego, co mu powiedział P. - widział te moje badania (kolega), które robili mi dziś, powiedział, że zaśniad to podejrzenie ogromnego kalibru. I z tego,co widział badania,on myśli że to nie to. A jest onkologiem. Zaśniad to nowotwór, facet musi wiedzieć co mówi a jeszcze zna P.,wiec raczej przez wzgląd na to, na pewno nie tylko "rzucił okiem".

Co więcej: P. powiedział też, że zostawią mnie na razie na tym oddziale (o, rany! co za ulga!) i przynajmniej będę pod dobrą opieka, bo reszcie lekarzy nie bardzo ufam. Jak i P. ... Z drugiej strony on tam poszedł, a jest lekarzem - to w wielu sytuacjach zmienia postać rzeczy. Lekarze bardziej współpracują i coś więcej mówią...
P. też ma codziennie dzwonić i dopytywać. Takiego czegoś nie można zbyć. Jeszcze jedna lekarka, docent, starsza kobita, ma zejść tu do mnie. Jest endokrynologiem, a jak byłam tu ostatnio, to niestety jej nie spotkałam. Nie miałam wielu konsultacji, po które mnie z S. tu przywozili.

Lekarka N. jakkolwiek widać, że kompetentna, nie widziała moich badań. N. ją tak ogólnie o to wypytała. P. wziął do niej namiary i powiedział, że będzie wieczorem do niego dzwonił, jak będzie już po rozmowie ze mną (lekarz-kolega). Powie mu jeszcze o tej biopsji jeszcze. Cały czas mnie to stresuje, bo czasu nie mam... Podobno to działa tak, że szpital wysyłający przygotowuje pacjentkę: robi badania, na które czeka się tydzień. A jeszcze termin... Niestety nie ma tak, że 'wskoczy się', bo jest taka sytuacja. Tam kobiety czekają w takiej samej sytuacji jak ja. Nie maja lepiej. Poza jednym: są umówione.

Na razie P. mnie skutecznie, chociaż tylko częściowo, uspokoił. Przynajmniej wśród nieodpowiedzialnej zgrai lekarzy (aż się na usta ciśnie: lekarczyków) jest ktoś sensowny, myślący i nie jestem skazana na całą resztę. Pewnie po jego wizycie i jakimś namyśle (musi podjąć działania) będę wiedziała więcej... Czy słusznie mogę lodetchnąć..

Mięli mnie przenosić na ten okropny oddział, ale na szczęście zostaje tutaj. Tamci lekarze byli gorsi: tylko straszyli nowotworem, a po dwóch dniach wysłali do domu. Tu nawet są ludzkie warunki. Dziś kobieta, która leżała ze mną na sali - wyszła. Jestem sama w małej dwuosobowej sali. Łazienka ma zamykane nowe prysznice a nie te śmieszne firanki. Mimo wszystko takie rzeczy w ogóle nie maja znaczenia, kiedy człowiek goni czas, zdrowie czy nawet życie. Ale przynajmniej tym jednym się człowiek nie musi stresować: że leży z obcą chorą baba albo kilkoma na sali, która odpycha (sala, nie baba, rzecz jasna!) i człowiek marnieje od samego w niej przebywania; że ktoś pod prysznic wejdzie a tam licha na wpół przeźroczysta firanka...itd. Trochę tak, jakbym się miała martwić, że H. (moja córunia) pójdzie do przedszkola w brudnych ubrankach a eR. nie ogarnie domu. Jakbym się jeszcze o to miała martwic, to bym padła. Niby nie ma znaczenia, a jednak zapewnia komfort psychiczny.

14:55

Jeszcze teraz właśnie rozmawiałam ze swoim lekarzem. Dzwonił do mnie. Wypytał o wszystko i okazuje się, że on też zna tego kolegę P.. Zadzwonił do niego, jak się dowiedział, że on mnie będzie prowadził.

Zna też kilku tutaj i mówi, że na tym oddziale może coś jeszcze "popchnąć"dalej. Powiedział, że będzie do niego dzwonił i "gnębił telefonami" jak to ujął, żeby mnie nie zbyto.

To jest fantastyczne, że trafił mi się taki spoko ginekolog.

15:15

Lekarz znów dzwonił: rozmawiał z tym kolegą po tym, ja rozmawiał ze mną. Wychodzi na to, że na razie nie ma zagrożenia, bylebym się nie ruszała z łóżka, jak nie muszę.
Tak dla odmiany.

Poczucie, że tyle osób mam za sobą i mogę rzeczywiście odczuć ich wsparcie jest czymś naprawdę niesamowitym. Po prostu nie jestem z tym problemem sama i wydaje się, że już w dobrych rękach.

17:15

Dzięki naciskom P. i mojego lekarza, kilku ludzi siedziało nad moimi wynikami, badał mnie nawet ordynator (no, czuję się zaszczycona... ekhm).
Wykluczyli zaśniad. Na tym etapie, w organizmie byłyby już komórki nowotworowe, które nie wyszły w badaniach. Co prawda nie wiedzą, co mi jest, ale przynajmniej czas nieco zwolnił i wiem, że dziecku nic nie ma.

Strategia? Na razie mają mnie monitorować. Przynajmniej do piętnastego tygodnia, czyli około dwóch tygodni, bo sytuacja mimo że stabilna, jest wciąż niepokojąca. Zwłaszcza te jajniki.
Muszą je uspokoić, ustabilizować i upewnić, że mnie nie bolą. A bolą. I póki bolą nie ma mowy, że mnie wypuszcza.

Z drugiej strony oni się tu nie patyczkują i bez potrzeby trzymać nie będą. Na dzień dzisiejszy prognozy są takie, że psychicznie muszę się nastawić na leżenie do końca i cesarkę, bo w takiej sytuacji rodzenie siłami natury nie wchodzi w grę. Ale na myślenie o tym jeszcze przyjdzie czas, wiec nie wybiegam.

nr 7, 29 września




29 września 2015 r.
Wtorek

Ciąża: 12 tydzień, 7 dzień
Waga: Zapewne koło 56 kg.
Pogoda: Bez zmian - ładnie, jesiennie, jak z pocztówki.



9:16

Nieoczekiwanie pojawiły się nowe okoliczności... 
N., moja przyjaciółka od LO, mieszkająca teraz w Krakowie urodziła teraz drugie dziecko. Miała naprawdę dużo szczęścia: tyle różnych podejrzeń,a urodziła zdrowe dzieci! Drugi raz na Ujastku, gdzie miała rewelacyjną lekarkę, która naprawdę zna się na tym, co robi. Otóż N. była wczoraj u niej  na kontroli i za moją wiedzą i zgodą podpytała ją o ten przypadek zaśniadu, ale w kontekście mojej sytuacji... Lekarka była zszokowana i wręcz oburzona zachowaniem tutejszych lekarzy. Tutaj, znaczy w klinice - to jest szpital uniwersytecki UJ. 
Wyjaśniła jej to (lekarka, nie klinika, rzecz jasna), czego mnie też do końca nie wyjaśniono. Ten cały zaśniad to jest nowotwór. To nie tak, że te komórki zmienią się w komórki rakowe ale nimi ! Pytanie tylko, czy jest złośliwy. A b. często jest. 
Problem w tym, że tutaj wciąż mi mówią o amniopunkcji. Tymczasem lekarka N. powiedziała, że amniopunkcja bada kariotyp dziecka, jego zestaw genów. A zaśniad to kwestia łożyska. To zupełnie coś innego! Przy zaśniadzie kariotyp dziecka może być dobry, a łożysko może być jedną bombą zegarowa. I ten rodzaj nowotworu bardzo szybko się rozwija. Może się okazać, że amniopunkcja nie wykaże nieprawidłowości, a jednak to będzie zaśniad. Dlatego potrzebne jest inne badanie. Też inwazyjne. Robią je w Warszawie do trzynastym tygodniu ciąży, a ja teraz jestem w trzynastym tygodniu! Mam kilka dni! 

Ta lekarka obiecała się wywiedzieć, gdzie jeszcze można zrobić to badanie i w ogóle szczegóły...

04: 10

Nie śpię. Nie mogę. Umieram z nerwów.
Wieczorem z płaczem dzwoniłam do eR. i mamy. Są przestraszeni, bo doskonale wiedzą, że na tym oddziale można się zawieść. A raczej na tych lekarzach.

Mama zaraz wydzwoniła P. (wujka), który też potem do mnie dzwonił.
Kiedy wyjaśniłam powód, dla którego skoczyło mi ciśnienie, mówiąc delikatnie, powiedział, że będzie dzwonił do lekarki tam pracującej (a będącej jednocześnie jego pacjentką) i do kolegi, który tam jest - na tym konkretnym oddziale, na Ginekologii. Fart. Przyjedzie też, by osobiście dowiedzieć się czegoś.
- Niestety podejście marketingowe kliniki jest na tragicznym poziomie - mówił. - Nie informują pacjentów, mają pretensje, kiedy pacjent coś chce lub kiedy przybierają pasywną postawę w dziwnym oczekiwaniu, nie robiąc niczego... Te oddziały nie mają dobrej opinii... Chociaż jest tam kilku ludzi, którym można zaufać i jak tylko się od nich czegoś dowiem, dam ci znać.
- Dziękuję...

Serce mi łupie w piersi. Oczy mam czerwone i obolałe od ocierania łez. Ani film, ani książka dziś mi nie pomogą. Nie mogę oderwać myśli od tego, co może się stać... że wszystko można tak łatwo zaprzepaścić, mijając się z terminem! To kwestia czasu, którego nie mam! Pierwszy raz poczułam oddech przeznaczenia na szyi. Zimny, oślizły i śmierdzący. Trzęsę się wciąż ze strachu. Z bezbronności. Mam poczucie zakleszczenia, jak w pułapce. Nie mogę nic zrobić!


Bądź na bieżąco

Design by | SweetElectric