sobota, 21 maja 2016

nr 35, 21 maja



21 maja 2016 r.,
Sobota


Mania: 37 dni (1 miesiąc i 6 dzień)
Buńka: 2 lata i 7 miesięcy i 5 dni
Waga: 61, 2 kg
Pogoda: Powiedziałabym, że kalka z dnia wczorajszego. Może nawet ładniej i może nawet cieplej. I co z tego, ja się pytam?





14:41

eR. jedzie na kawalerski do przyjaciela. Niby wszyscy wiedzą, że ma świeże dziecko, więc łaskawie wrócą jutro do południa. I podobno się tak strasznie nie upiją. Taaa, a jadą we trójkę do Zakopanego.

Dziś zostaję sama z Mańką i jej kolkowym problemem. Buńka pojechała do babci. Cała chata pusta. Tylko ja, Mania, kolka i łzy. No i jeszcze krzyk. A jutro po południu zabiorą mnie do Kobierzyna.


piątek, 20 maja 2016

nr 34, 20 maja



20 maja 2016 r.
Piątek



Mania: 36 dni (1 miesiąc i 5 dzień)
Buńka: 2 lata i 7 miesięcy i 4 dni
Waga: 61, 2 kg
Pogoda: Ładna, wiosenna, słoneczna. Optymistyczna. kontrastuje z moim samopoczuciem.



15:34


A jednak. Mańka ma kolki. "Najpierw, powoli, jak żółw ociężale" sytuacja się rozwijała. Mała miała coraz większe problemy z odbiciem. Nie ulewała już tak koszmarnie, pozbywając się wszystkiego, co ze mnie wyciągnęła, ale powietrze, które kotłowało się w brzuszku dawało jej popalić. I sytuacja zaczęła się stopniowo zaostrzać. Coraz mniej snu, coraz więcej płaczu.

Od kilku dni wiem, że to jest to. Wiem, bo Buńka też miała kolki. Tylko od 4 doby. Tej zaczęły się teraz.
Wiem, że będę stosować sab simplex, bo wiem, że pomoże. I może przetrwamy.

Dziś już się popłakałam: mała spała 1,5 h w południe. I tyle. Pozostały czas, to rozdzierający (lub trochę mniej) płacz.



Kiedy dziecko ma kolki, prócz desperackiego poszukiwania pomocy wszędzie, gdzie się da i stosowania nawet najdziwniejszych praktyk, zastanawiasz się przede wszystkim, czy nie przeskrobałaś czegoś, że sobie na to zasłużyłaś. Może nie na początku, ale kiedy te kolki naprawdę zaczynają już męczyć rodziców. Kiedy pojawia się drugie dziecko i to drugie także ma kolki, jesteś już prawie pewna, że należy zrobić porządny rachunek sumienia, bo na pewno gdzieś tam będzie przyczyna, że znów cię to spotyka. Chyba, że to mąż coś przeskrobał...



16:02


Mańka zasnęła. Umordowana, upłakana. Po policzkach ciekły łzy. Nam obu.
Tak, jak Buńka darła się, jakby ją zarzynali i szło osiwieć i ogłuchnąć jednocześnie, bo potrafiła osiągać nieprawdopodobne decybele, tak Malutka nie ma aż tak donośnego głosu. Ma jednak okrutnie przejmujący. Okrutnie dla nas. Płacze, jakby się żaląc, że nikt nie chce jej pomóc. Nie wie, nie rozumie, że po prostu na ten moment nie mam jak jej pomóc.

Boli mnie głowa. Kiedy zasypia, cisza, którą prawie mogę usłyszeć, dzwoni w uszach.

Kręgosłup chce odpaść od rąk. I odwrotnie.

Czuję jak niewidzialna ręka ściska mi klatkę piersiową. Drżącą ręką sięgam po metalowy kubek, nalewam wodę i stawiam na płycie. Nie mam odwagi włączyć czajnika bezprzewodowego. Zalewam torebkę melisy. Nie zaszkodzi, a może pomoże.



***

Przypomniała mi się sytuacja sprzed ponad dwóch lat, kiedy to Bulinka miała kolki. Ktoś, z pewnością chcąc dobrze, powiedział:
- No, zobaczcie! Jak szybko zleciały te 3 miesiące! 



Padłam. Komu szybko zleciały, to zleciały...

Ręce i piersi opadają. Dosłownie.



poniedziałek, 16 maja 2016

nr 33, 16 maja




16 maja 2016 r.
Poniedziałek



Mania: 32 dni (1 miesiąc i 1 dzień)
Buńka: 2 lata i 7 miesięcy (dokładnie dziś!)
Waga: 61, 4 kg
Pogoda: "Przeważnie pogodnie", według mojej aplikacji, co generalnie dobrze odzwierciedla jaka rzeczywiście jest pogoda. Niby ładnie, ale jak się zachmurzy, to od razu szaro i chłodno.


07:56


Od tygodnia śpię po 3 h w nocy. To się w końcu musiało zemścić.
Wczoraj obudziłam się na karmienie o 5:30, a położyłam się przed 6. O 6 z minutami dziarsko przytupała do nas Buńka ze swojego łóżka. 

- Wstajemy! - zawołała. I obudziła Mańkę. 

I wystarczyło, żebym się rozbeczała. Bo przecież kiedy "wy sobie śpicie, to ja tutaj kilometry przemierzam w nocy!" i chyba "mogę liczyć, że przez godzinę będę mogła spać1". Ale gdzie tam! Mała szybko sobie przypomniała, że skoro nie śpi to znaczy, że powinna być głodna i ostro zaczyna nadawać, jak to ta matka ślamazarnie zabiera się do nakarmienia. Ostatecznie widok piersi wyraźnie ją rozbawił i uświadomił najwidoczniej, że jednak głodna nie jest. 

Mam dość. Już to może gdzieś napisałam? 
Buńka miała kolki i to było wykańczające psychicznie. Fizycznie też, ale jednak pierwsze dziecko, to większe nerwy, stres i zmęczenie gdzieś spadało na drugi plan, bo z przejęcia to człek inaczej znosił to niewyspanie. Ale "niewyspanie" "niewyspaniu" nierówne. Buńka miała kolki, ale kiedy o godzinie 1 w nocy zasnęła była tak umordowana, że budziłam się do niej raz, a ona grzecznie jadła i "odbijała" (chociaż w dzień graniczyło to z cudem - i jedno i drugie) i zapadała w sen. I spała do 8. W związku z tym, że się dziecko nie wyspało w nocy. Coś za coś. 

Mania chce jeść, ale je łapczywie i nie mogę jej karmić na leżąco. Czyli w nocy po prostu muszę się spionizować na 20 minut karmienia a potem jeszcze zmusić do uruchomienia nóg i pospacerować po domu, żeby się odbiło i by zasnęła. Nie, nie płacze (chyba, że powietrze, które połknęła jakoś wyjątkowo ją uwiera), po prostu sobie patrzy oczkami i dopiero jak pohuśtam ją delikatnie - zamyka oczy. No, niestety, nie zaśnie sama. Chyba, że w wózku na spacerze. Nie trzeba nią też jakoś strasznie rzucać (niektóre dzieci, wiem to z opowiadań, po prostu potrzebowały tego, by nimi rzucało na boki i dopiero wtedy spały), wystarczy lekko na biodrach, delikatnie... Sądzę, że to działa, bo ja sama miałam taką leżącą i mało aktywną ciążę. 

Kiedy mała zasnęła w ciągu dnia, położyłam się z nią. I tylko się wkurzyłam, bo obudziłam się jeszcze bardziej rozdrażniona z niewyspania. Tak to już jest: nie nadrobisz nocnego snu w dzień. Tak jak się na zapas nie wyśpisz i nie najesz. 

A potem zaskoczyli nas goście: 2 rodziny, każda z trójką większych i mniejszych dzieci. No, a to Zielone Świątki, sklepy pozamykane. Niby niedziela, więc dom ogarnięty, ale powierzchniowo - kiepsko, bo puzzle porozrzucane, gdzieś misie, kredki, pisaki, malowanki, jakiś talerz, kubki, chusteczki higieniczne... 

eR. wyciągnął z piwnicy jakieś soki, z szuflady - ciastka, które czekały właśnie na taką "czarną godzinę" czy chipsy, które generalnie u nas nie schodzą, więc siedzą, póki nie pojawi się ktoś, kto jada takie przekąski. 
Niestety jednak takie rzeczy jak herbata i kawa lubią się skończyć właśnie w takich sytuacjach.

Jeszcze po herbatę gonię eR do sklepu, bo pija, a ja jakąś słabą także. Kawy mielonej jednak teraz nie kupuję, bo eR. nie pija za często i wywietrzałaby, a ja teraz w ogóle zrezygnowałam. Może wrócę za jakiś czas, jak mała podrośnie, ale wystarczyło mi się napić tej udawanej kawy z cykorią i mała nie spała pół dnia i była rozdrażniona. Chociaż w kawie nie ma żadnego dziadostwa i ma tylko 30% kawy w sobie, więc myślałam, że spoko. Ale chyba Mańka jeszcze jest za mała. W ciąży piłam kawę nawet 2x dziennie, chociaż nie za mocną, więc sądziła, że nie powinno być problemu - a jednak. Szkoda, bo teraz, kiedy mam tak kiepskie noce, taka kawa z rana byłaby zbawienna. Zbożowa co prawda próbuje oszukać mój zmysł wzroku i może trochę jakby smaku (przez mleko), ale nie pobudza, więc... dlaczego nazywa się ją kawą, do cholery?!




9:56

No, a ja? Cóż, nadal mnie boli brzuch. A w zasadzie to podbrzusze. Wydaje się, że czas "oczyszczania" powoli się kończy. Ale niestety wciąż czuję ból, w szczególności kiedy jestem zmęczona. Nie chodzi o to, że kiedy leżę i odpoczywam, to mnie nie boli, a jak się ruszam - tak. Najbardziej boli mnie po nocy. Kiedy obudzę się rano zmęczona jak po orce. 

Jednak badania dodatkowe, które zlecił mi lekarz (morfologia, mocz, białko CRP i betaHCG) wyszły prawidłowo, więc nic się w moim organizmie nie dzieje. Badanie pozostałości po zabiegu łyżeczkowania (tzw. wyskrobiny - przeokropnie brzmiące słowo) również wyszło dobrze - niczego tam nie znaleziono, więc tylko się cieszyć. Przykro jednak, że nadal boli.


Bądź na bieżąco

Design by | SweetElectric