3 października 2016 r.
Poniedziałek
Mania: 5 miesięcy, 2 tygodnie i 4 dni
Bu: 11 miesięcy, 2 tygodnie i 3 dni
Waga: 59 kg (ale spodnie lecą i brzuch już prawie płaski)
Pogoda: Jakby ją kto zaczarował - cały czas, miarowo i ze smutkiem pada deszcz. "Niebo płacze, mama" - taka kwintesencja.
11:06
Wchodzę na facebooka i widzę, jak na moich oczach przewala się czarna fala: połowa znajomych zmieniła zdjęcie profilowe na #CzarnyProtest.
Czy to oznacza, że jestem przeciwko? Nie. Wręcz przeciwnie. Bardzo przeciwnie. Chociaż mogłoby się wydawać, że jest zgoła inaczej, bo ostatnio pisałam o
4 kłamstwach związanych z projektem ustawy antyaborcyjnej. Po prostu nie znoszę pseudomądrej gadaniny, która jest oparta o cudzych wypowiedziach. Tylko i wyłącznie.
Prawda jest jednak taka, że ustawa jest bardzo zła i krzywdząca. Ma tyle niedociągnięć, że aż strach pomyśleć, ile wariantów interpretacji może się pojawić. Wiemy, że to projekt obywatelski, więc z założenia nie może być doskonały. Ale skierowano go do dalszych prac. A istotą protestu jest zmuszenie władzę do tego, by go wycofała.
Mimo, że podoba mi się, iż życie ludzkie według ustawy zaczyna się w chwili poczęcia i od tej chwili należy o niego dbać, a nie - harat!, bo ma zespół Downa, co się przecież do tej pory zdarzało.
Ktoś zakrzyknie: "A jeśli płód nie ma rąk i nóg, ma wady genetyczne i źle zbudowane serce, to mamy pozwolić mu żyć?" Ja na to odpowiem pytaniem: "A jeśli po wypadku ktoś zostanie bez kończyn, w połowie będzie sparaliżowany, to już nie człowiek? Nie należy mu się szacunek i opieka?"
Ale ustawa ma mnóstwo punktów, których się boję:
1. Karalność kobiet.
Rozumiem przypadek kobiety, która w ciąży pije, rodzi pod wpływem alkoholu biedne dzieciątko, które wita świat mając 2 promile. I pamiętam taką głośną sprawę. Kobiecie nie można było zbyt wiele zarzucić. Taki punkt gdzieś powinien być w jakiejś ustawie.
We wspomnianym tekście o kłamstwach pisałam, że kobiety nie będą karane, a niektóre media, osoby publiczne i inne trąbią o więzieniach. To nie tak. Zapewne sprawy będą umarzane i wszystko będzie się rozchodzić po kościach. Tylko pytanie, czy to o to w tym chodzi. Widzę wyraźnie różnicę pomiędzy "nie podlega karze" (jak zapisano w projekcie) a "nie popełnia przestępstwa". W pierwszym wypadku trzeba uznać, iż przestępstwo miało miejsce, a dopiero później, po zbadaniu sprawy, odstąpić od wymierzenia kary. Bo jeśli gdzieś napisano "nie popełnia przestępstwa" to znaczy, że nie ma sprawy: człowiek jest niewinny i kropka. Nawet biorąc pod uwagę zasadę domniemania niewinności, mówimy cały czas o tym, że podejrzanie wyglądające poronienie może być przedmiotem śledztwa.
2. Usunięcie trzech wyjątków
Ustawa nie może czegoś nakazywać – od do. Może nakazać
dzieciakom uczyć się. Ale już nie może powiedzieć im, jak i
gdzie mają tę wiedzę zdobywać. Wiele mam decyduje się na naukę
dzieci w domu, prawda? Tymczasem kiedy mamy do czynienia z ludzkim
życiem, nagle okazuje się, że rząd, który popchnął obywatelki
(mniejszościowy) projekt ustawy ma na ten temat swoje – mojsze
– zdanie. Celowo nie piszę, że „państwo” tylko raczej władza
i ta mniejszość, która podpisała poparcie dla projektu, by
wylądował on w sejmie, bo to jednak co innego...
Państwo powinno robić wszystko,
by nam, obywatelom żyło się dobrze. Nie powinno ułatwiać aborcji
na życzenie, bo to jest – mówiąc dość brutalnie – w
interesie państwa. Dzieci mają się rodzić. Ile znacie przypadków
wśród innych gatunków, by zabijało swoje młode? No właśnie.
Aborcji mówimy nie. Ale co, jeśli mamy do czynienia z taką
sytuacją...?
a ) wyjątek dopuszczenia możliwości aborcji w przypadku gwałtu.
Nie ma chyba większego upodlenia dla kobiety, jak gwałt. Akt,
który powinien być święty, piękny i prowadzić (bo taki jest w
swym założeniu) do cudu, jakim jest nowe życie, nowy człowiek;
staje się nagle przekleństwem. Już samo to zostawia na kobiecie
blizny, które potrafią do końca życia boleć niczym świeże,
otwarte rany. A teraz wyobraźmy sobie, że – mimo rzadkości
występowania takich sytuacji – kobieta jest w ciąży. I co teraz?
Nie jestem w sobie w stanie wyobrazić tego, co może czuć. Nie mogę
się też wypowiadać tak, jakbym wiedziała. I chyba nie o to tu
chodzi. Chodzi raczej o możliwość wyboru. Prawda jest taka, że
dopóki nie wiesz, jak to jest być w tej tak skrajnie trudnej i
okropnie bolesnej sytuacji – nie dowiesz się. I nie zrozumiesz.
Państwo powinno nam w takich sytuacjach możliwość wyboru. I
opiekę. I zrobić wszystko, by kobieta podejmując decyzję,
wiedziała, co to w konsekwencji oznacza dla niej i dziecka.
b) wyjątek dopuszczenia możliwości dokonania aborcji w
przypadku zagrożenia życia matki (niezależnie od wieku dziecka)
W ustawie wyraźnie podkreślono, że kobieta, której życie jest
zagrożone musi dostać najlepszą opiekę medyczną. Nawet jeśli
miałoby się to zakończyć śmiercią dziecka. I niby „gra
muzyka”, a jednak nie, ponieważ z ustawy wynika, że opieka ta
dotyczy tylko w przypadku zagrożenia życia. Jeśli istniałoby
tylko podejrzenie poważnego (i w konsekwencji zagrażającego życiu
kobiety) schorzenia – tutaj być może kobieta mogłaby mieć
problem z wyegzekwowaniem leczenia. Prewencyjnie nie można stosować
praktyk, które mogę zagrażać życiu dziecka.
c) wyjątek dopuszczenia możliwości dokonania aborcji w
przypadku choroby dziecka (np. genetycznej), w wyniku której umrze
tuż po porodzie.
Osobiście nie uważam, by śmierć dziecka tuż po porodzie była
dla mnie wyznacznikiem terminacji ciąży. Czytałam wypowiedzi
rodziców, którzy cieszyli się z podjętej decyzji o urodzeniu.
Dzięki temu mogli chociaż na chwilę potrzymać dziecko na rękach,
a potem mogli wyprawić mu pogrzeb a na cmentarzu maleństwo ma grób.
Ktoś, kto nie ma dziecka nie zrozumie, jaki to dar, by potraktowano
je jak człowieka.
Ale wiem, że jest to bardzo trudna sytuacja. Dlatego także w tym
wypadku jestem za tym, by państwo pozostawiło tę decyzję
rodzicom. Kto zadecydowałby o urodzeniu – zadecyduje i tak. Nawet
jak w prawie będzie pozostawiona ta furtka.
Wiem jednak – czytam wypowiedzi lekarzy – że bardo wiele
usuwanych ciąż, to dzieci z zespołem Downa. I to jest przesada.
Takie dziecko jest prawie normalne. Trzeba mu pomagać, jest to
ogromny ciężar i trud, ale wszystkie narządy działają normalnie.
Są cofnięci umysłowo. Czy to znaczy, że nie mają prawa do życia?
Czasami takie dzieci normalnie funkcjonują w środowisku. A stopnia
upośledzenia nie dowiemy się w ciąży. Na przykład w przedszkolu
u Bu, w jej grupie jest taki chłopiec. Wszystkie dzieci go lubią,
chociaż wymaga większej uwagi, to jednak dzieci bardzo mu pomagają.
Już nie wspominam o tym, że taka sytuacja uczy dzieci od małego
wrażliwości i tolerancji.
***
Nie biorę jednak udziału w proteście. Nie zmieniam
zdjęcia profilowego, nie strzelam sobie selfie w czerni, nie
zasypuję swojej ściany na facebooku masą hashtagów.
Łączę się w proteście z tymi (nie tylko kobietami, bo
protestują też panowie), którzy chcą, by kobiety nie bały się
zachodzić w ciążę.
Mogą o siebie dbać i robić wszystko, co mogę, by ich
dziecko było zdrowe. Ale odkąd dojdzie do zapłodnienia, cały
proces jest poza jej zasięgiem. W jej ciele dzieje się prawdziwy
cud, ale nie ma ona żadnego wpływu na to, czy nie będzie to
zaśniad, ciąża pozamaciczna, choroba genetyczna, schorzenie, które
spowoduje, że dziecko umrze. Dlaczego więc w takich sytuacjach ma
być w ogóle podejrzana?! Niech dopiszą punkt o karalności
ciężarnych, które ćpają i piją, krzywdząc w ten sposób
dzieci.
Łączę się w proteście z tymi, którzy chcą, by kobieta
miała prawo wyboru w sytuacjach, których nawet w marny sposób nie
można sobie wyobrazić „teoretycznie”.
Ale nie łączę się z tymi, którzy wykorzystują Czarny
Protest po to, by zamanifestować jedyne prawo do decydowania o
swojej macicy (a kogo interesuje czyjaś macica?).
Nie łączę się z tymi, którzy w dniu dzisiejszym chcą
zawsze i wszędzie decydować, czy ich dziecko się urodzi, czy nie.
Niezależnie od tego, czy jest zdrowe czy chore.
Nie łączę się z tymi, którzy dziś pod Sejmem krzyczą,
że skoro to ich brzuch, to mają prawo „wygonić intruza”, kiedy
chcą.
Nie łączę się z żadną z tych kobiet, która przyjdzie
dziś na protest z kartką „chrońmy kobiety przed episkopatem”,
tak, jakby to Episkopat posłał ustawę do dalszych prac. A księża
uważają, jak uważają, bo „taki mają zawód”. Ale nie oni
ustanawiają prawo. I nikomu niczego nie każą/nie zabraniają. A
tak jak księża zdarzają się różni, tak i nauczyciele bez
powołania się zdarzają, więc ja tam księży dzisiaj
„rozgrzeszam”.